Ile zarabia pielęgniarka w Niemczech? Na początek nawet 2,5 tys euro na rękę

Autor: Luiza Jakubiak • Źródło: Rynek Zdrowia06 sierpnia 2022 17:20

Wynagrodzenia w szpitalu w Niemczech są ustalane według tabel danej placówki. Nie ma dużej różnicy w zarobkach między lekarzem na zwykłym stanowisku a pielęgniarką. Lekarz przeważnie zarabia 25 procent więcej - opowiada magister pielęgniarstwa pracujący w Niemczech, Marek Iwanowski. Jak dodaje, pielęgniarka nie może tam pracować jak na dwóch etatach.

Ile zarabia pielęgniarka w Niemczech? Na początek nawet 2,5 tys euro na rękę
Rozpoczynając pracę pielęgniarka w Niemczech może zarobić nawet ponad 2 tys. euro na rękę. Fot. ShutterStock
  • Zarobki pielęgniarki stawiającej pierwszej kroki w zawodzie są w granicach 2200 – 2500 euro netto z dyżurami
  • Po minimum dwóch latach w zawodzie można współpracować z różnymi firmami leasingowymi, gdzie zarabia się o wiele więcej. W miesiącu pielęgniarka/pielęgniarz może zarobić 5000 – 7000 euro netto
  • Jedyny minus to taki, że trzeba wtedy jeździć na dyżury w różne regiony kraju. Otrzymuje się jednak dodatkowo nocleg i 22 euro za dzień delegacji, za tzw. rozłąkę z domem
  • W Niemczech nie ma tak, że mogę pracować jak na dwa etaty. Bo nie ukrywajmy, to byłoby bardzo męczące - mówi magister pielęgniarstwa Marek Iwanowski

2,5 tys. euro na początek

Luiza Jakubiak, Rynek Zdrowia: Jak Pan został pielęgniarzem w Niemczech?

Mgr pielęgniarstwa Marek Iwanowski: W Polsce skończyłem studia licencjackie i magisterskie na kierunku pielęgniarstwo. Po okresie pracy w polskich szpitalach postanowiłem wyjechać ze względu na niskie zarobki. Jesienią 2010 roku z całą rodziną przenieśliśmy się do Niemiec, niedaleko granicy z Polską, na teren dawnych wschodnich Niemiec.

Żeby pracować w zawodzie, do uznania dyplomu trzeba posiadać certyfikat z języka niemieckiego telc Deutsch B1 lub B2 Pflege. Po pozytywnej akceptacji w Landesgesunheitsamt (urząd ds. zdrowia) danego landu otrzymuje się tzw. Anerkennung, czyli uznanie dyplomu.

Zacząłem pracować jeszcze przed uzyskaniem certyfikatu. Pomogła w tym matka pacjenta, którym się opiekowałem. Miałem pod opieką młodego pacjenta po udarze, z porażeniem czterokończynowym, leżącego w domu wentylowany mechanicznie. Dzwoniła w mojej sprawie do urzędu.

Zatem jestem w Niemczech od 2010 roku, posiadam także obywatelstwo niemieckie, dyplom ukończenia studiów drugiego stopnia, uznanie zawodu jako pielęgniarz i częściowo jako nauczyciel zawodu.

Długo Pan czekał uznanie dyplomu?

Około pół roku. Trwa to zazwyczaj od 3 do 6 miesięcy.

Wpierw pracowałem na etat. Później chciałem zarabiać więcej i pracowałem w oparciu o leasingkraft (leasing pracowniczy, usługa polegająca na wynajęciu pracownika zatrudnionego przez agencję pracy - red.). Jeździłem na dyżury w różnych miejscach, czasem to były dyżury w szpitalach, czasem opieka nad seniorami. Z tego były dużo większe pieniądze niż na etacie.

Mam też doświadczenie pracy na własnej działalności, ale tego nie polecam. Bo o ile na leasingkraft to agencja odprowadzała składki, to na własnej działalności ma się osobiście do czynienia z urzędem skarbowym. Pieniądze są z tego dobre, ale są inne zasady rozliczania. W Polsce można się rozliczać miesiąc po miesiącu, a w Niemczech za cały rok. Wyliczają, jaki trzeba zapłacić podatek za dany rok. Ale dodatkowo naliczają do zapłaty podatek na kolejny rok, szacując, że zarobię tyle samo. Nawet jeśli będzie zwrot przy niższych dochodach, to na początek trzeba wyłożyć dużą sumę.

"Nie ma tak, że mogę wziąć 2 etaty"

Czy te różne formy zatrudnienia można łączyć np. z etatem albo połową etatu z leasingiem?

Nie da rady tego połączyć. Tutaj praca pielęgniarki w szpitalu jest inna niż w Polsce. Dyżur trwa 8 godzin i jest trzyzmianowy system. Pracować można na jednym etacie, nie można podejmować pracy dodatkowo na drugi etat bez zgody pracodawcy, gdy jest się zatrudnionym na pełnym etacie. Jeżeli się tego nie zrobi, a pracodawca się dowie, że dana pielęgniarka stosuje takie praktyki, może z nią rozwiązać umowę w trybie natychmiastowym.

W Niemczech nie ma tak, że mogę sobie wziąć 2-3 etaty. Bo nie ukrywajmy, to byłoby bardzo męczące. W Polsce pielęgniarki robią po dwa, trzy etaty, ale jaki jest tego efekt?

Praca pielęgniarki na tym jednym etacie wystarczy, by dobrze żyć?

Zarobki stawiającej kroki w zawodzie pielęgniarki są w granicach 2200 – 2500 euro netto z dyżurami. Po dwóch latach minimum w zawodzie, można współpracować z różnymi firmami leasingowymi, o których już mówiłem, gdzie zarabia się o wiele więcej w miesiącu można zarobić 5000 – 7000 euro netto. Jedyny minus to taki, że trzeba jeździć na takie dyżury w różne regiony, ale to otrzymuje się do tego dodatkowo nocleg i 22 euro za dzień delegacji, za tzw. rozłąkę z domem.

Jeżeli chodzi o wynagrodzenia, są ustalane według tabel danego szpitala, ale nie ma dużej rozbieżności w zarobkach w szpitalu między lekarzem a pielęgniarką - mowa tu o lekarzu na zwykłym stanowisku. Taki lekarz przeważnie zarabia 25 procent więcej.

Ponadto za pracę na dyżurze w dni wolne od pracy i świąteczne płacą dodatkowe 100 procent. Dyżur nie może trwać dłużej niż 8 godzin. Zresztą same pielęgniarki nie są zainteresowane dłuższymi.

Inaczej jest w Pflegedienste - to niemieckie służby medyczne, które często wykonują swoją pracę u podopiecznych. Wtedy są 12 godzinne dyżury w systemie zmiennym. Jest też tzw. ambulante pflege – to objazd po pacjentach, żeby wykonać u nich  określone czynności, na przykład podać insulinę lub zmierzyć poziom glukozy we krwi.

W Niemczech nawet ze średnim wykształceniem mogą dobrze zarobić

Kto ustala te tabele, którymi posługuje się szpital?

Te tabele przygotowuje szpital i przedstawia ofertę w czasie rozmowy o pracę. Generalnie nie ma dużych różnic między szpitalami. Wysokość stawek zależy od oddziału, na którym się pracuje, od rodzaju szpitala, od landu. Liczy się też doświadczenie w zawodzie. Co 2 lata się zwiększa zaszeregowanie i wtedy ta wypłata rośnie.

Do tego placówki mogą oferować dodatki. Funkcjonuje Urlaubsgeld i Weihnachtsgeld. Dwa razy do roku, np. w lipcu (na wakacje) i w grudniu (na święta) pracownik otrzymuje dodatkowy procent pensji.

Taka trzynastka?

Tak, to nawet 2 tys. euro więcej. Kiedy pracowałem jako nauczyciel zawodu pielęgniarskiego, to w listopadzie dostawaliśmy dodatkowo 80 procent wynagrodzenia. Niektórzy dają też wilkommen bonus - 3 lub 5 tys. euro na start. Na zachętę.

Niemieckie pielęgniarstwo jest zupełnie inne niż polskie. Jest tu też zupełnie inny sposób kształcenia. W Polsce obecne przepisy wymagają skończenia studiów. W Niemczech nadal są zawodówki, mimo że jest też kształcenie na poziomie licencjata. Paradoksalnie osoby z wykształceniem średnim z Niemiec miały problem z uznawalnością kwalifikacji, jeśli chciały pracować w zawodzie w Polsce. Podobnie było z osobami, które chciały w czasie epidemii COVID-19 szczepić w Polsce. Nie uznano ich kwalifikacji.

To by oznaczało, że polskie pielęgniarki mają lepsze wykształcenie i kompetencje?

Nie ma nawet co porównywać kompetencji pielęgniarek niemieckich i polskich, bo to jest niebo a ziemia. Tutejsze pielęgniarki nie mają ujętego w kształceniu wykonywania szczepień. Nie mogą wystawiać recept. Mogą to robić tylko lekarze. Rozmawiałem o tym z niemieckimi lekarzami i oni chwalą polskie rozwiązanie. Chcieliby, żeby w Niemczech to weszło.

Posiadam też uprawnienia do badania fizykalnego i preskrypcji nabyte w Polsce na kursach mgr piel. Jerzego Krukowskiego, zachęcam też do korzystania z jego kursów i wiedzy, którą przekazuje w bardzo dobry sposób. Korzystam z tego w Niemczech - wystawiam swoją receptę polską, jeżeli mi potrzeba, wykupuję lek w niemieckiej aptece, wysyłam receptę z paragonem z apteki do mojej kasy chorych i zostaje mi częściowo zwrócone za lek. Nadal niestety są to recepty papierowe, bo w Niemczech nie ma jeszcze e-recept.

Kompetencje, które mają polskie pielęgniarki, to jest duży plus polskiego pielęgniarstwa. Mam nadzieję, że to się jeszcze bardziej rozwinie w Polsce w kierunku pielęgniarstwa zaawansowanej praktyki (APN).

To powoduje, że praca w Niemczech jest inna. Z tymi swoimi uprawnieniami nabytymi w Polsce czuję się trochę jak pół opiekun, pół pielęgniarz. Nie mogę w pełni wykorzystać moich kompetencji w Niemczech.

To oczywiście zależy od oddziału. To co jest innego, to fakt, że lekarze mają tutaj pewne obowiązki, które w Polsce zazwyczaj wykonują pielęgniarki. Muszą iść do pacjentów, założyć wkłucie, podłączyć kroplówki, pobierać krew, założyć cewnik. Pracowałem w szpitalu, w którym taka była zasada, że lekarz zlecał leki we wlewie lub antybiotyki, my przygotowywaliśmy te leki, ale lekarz je odbierał i samodzielnie podawał pacjentom. Albo przygotowywaliśmy zestaw do pobierania krwi, ale czynność wykonywał lekarz.

Na intensywnej terapii są nieco inne standardy, tu pielęgniarze mogą wykonywać czynności medyczne. Na ogół jednak pielęgniarka pobierze krew, zmierzy ciśnienie, wypełni dokumentację. To bardziej praca opiekuńczo-sekretarska.

To co jest też inne, to brak dystansu lekarzy i pielęgniarek. Nie ma takiej bariery w komunikacji między pracownikami z racji ich wykształcenia czy pozycji. Można mówić do siebie po imieniu.

Czy pielęgniarki lub izby pielęgniarskie nie działają na rzecz zwiększenia uprawnień i kompetencji pielęgniarek?

Przede wszystkim w Niemczech nie ma takich instytucji jak izby pielęgniarskie, sprawami tej grupy zawodowej zajmuje się Landesgesundheitsamt danego landu. Są też związki zawodowe i stowarzyszenia pielęgniarek.

Z jednej strony myślę, że dobrze, iż w Niemczech nie ma izb, jeśli miałyby działać tak jak większość polskich izb okręgowych. Myślę, że to jest taka betonowa struktura. Są może 3, 4 izby w Polsce, które naprawdę są za rozwojem polskiego pielęgniarstwa.

Co do „walki” niemieckich pielęgniarek o większe uprawnienia. Z tym jest różnie. Część nie chce zmian – jest im dobrze, jak jest. W końcu w Niemczech nawet ze średnim wykształceniem mogą dobrze zarobić, mimo tego, że niektóre kierunki studiów w Niemczech można podjąć bez matury. Część chce zmian. Ale obecny system nie zachęca do rozwoju. Jedna koleżanka powiedziała mi: „po co mam robić licencjat, skoro nie będę miała uprawnień takich, jakie masz Ty w Polsce do wystawiania recept czy skierowania na badania". 

Raz miałem rozmowę o pracę i zaoferowano mi zaszeregowanie do grupy, która dawała ok. 4000 brutto, czyli 3 tys. euro na rękę. Powiedziałem, że to jest dyskryminacja, bo mam wyższe wykształcenie i tego nie zaliczono na poczet zaszeregowania w tabeli. Odpowiedzieli, że mają możliwość zatrudnienia na to stanowisko pielęgniarki ze średnim wykształceniem, bo tak taniej. To jest podobnie jak teraz w Polsce siatkami płac - pensja zależy od wymaganego na stanowisku wykształcenia, a nie posiadanego.

Paradoksalne w Polsce mamy lepiej wykształconych ludzi, z większymi kompetencjami, którzy zarabiają mniej niż w Niemczech, gdzie za mniejsze kompetencje można zarobić więcej.

 

Dowiedz się więcej na temat:
Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum