"Hotelowy" pacjent w szpitalu: można wystawić mu rachunek, ale...

Autor: Katarzyna Lisowska/Rynek Zdrowia • • 19 marca 2014 06:20

Szpitale mogą pobierać opłaty od osób, które nie wymagają już udzielania całodobowych, stacjonarnych świadczeń zdrowotnych, ale nadal pozostają w lecznicach. Tymczasem - mimo, iż problem tzw. hotelowych pacjentów jest bardzo powszechny - placówki rzadko decydują się na wystawianie rachunków.

O przypadkach dotyczących chorych, którzy powinni być wypisani do domu, ale nie są odbierani ze szpitala przez swoich bliskich, portal rynekzdrowia.pl pisał wielokrotnie. Chodzi  zwłaszcza o osoby starsze, pozostawiane na oddziałach głównie w okresie świąt i wakacji.

Jak duża jest skala tego zjawiska? W województwie łódzkim szacuje się, że co dziesiąty pacjent nie opuszcza szpitala w wyznaczonym terminie. Rekordzistka ze Szpitala im. M. Kopernika w Łodzi spędziła tam 271 dni.

Problem widoczny jest szczególnie na oddziałach internistycznych, chorób płuc lub neurologicznych. Dla szpitali pacjenci pozostający w placówkach po zakończeniu terapii stanowią spory problem, ponieważ NFZ - co zrozumiałe - płaci jedynie za ich leczenie.

W tej sytuacji resort zdrowia postanowił zdyscyplinować rodziny chorych, dając prawo lecznicom do pobierania opłat za przedłużony pobyt.

- Zagadnienie zakończenia hospitalizacji i sposób postępowania z wypisaniem pacjenta regulują art. 29 i 30 ustawy z dnia 15 kwietnia 2011 r. o działalności leczniczej - mówi nam Krystyna Kozłowska, Rzecznik Praw Pacjenta i dodaje, że kwestie związane z ewentualnymi opłatami reguluje w szczególności art. 30 ust. 4 ww. ustawy.

- Zgodnie z nim, pacjent, którego stan zdrowia nie wymaga dalszego udzielania świadczeń szpitalnych albo całodobowych i stacjonarnych świadczeń zdrowotnych innych niż szpitalne, lub osoba, na której w stosunku do pacjenta ciąży ustawowy obowiązek alimentacyjny, ponoszą koszty pobytu pacjenta, począwszy od terminu określonego przez kierownika placówki, niezależnie od uprawnień do bezpłatnych świadczeń zdrowotnych określonych w przepisach odrębnych - zaznacza Kozłowska.

Jak z tej możliwości korzystają szpitale?
Kamila Wicińska, rzeczniczka Szpitala Uniwersyteckiego nr 2 im. Biziela w Bydgoszczy przyznaje w rozmowie z portalem rynekzdrowia.pl, że problem pacjentów pozostających na oddziałach po zakończonym leczeniu znany jest w placówce bardzo dobrze. Jednak doświadczenia związane z takimi przypadkami wskazują, że wynika on nie tyle z braku zainteresowania za strony rodziny, ile z braku wystarczającej liczby miejsc w zakładach opiekuńczo-leczniczych.

- Obecnie na miejsce w specjalistycznej placówce czeka się nawet kilka miesięcy. Zdajemy sobie sprawę, że bliscy mogą mieć problem z zabraniem ze szpitala osoby przewlekle chorej, wymagającej nieustannej opieki. Dlatego negocjujemy z rodzinami możliwość odebrania pacjenta - wyjaśnia Kamila Wicińska. - Nigdy nie wystawiliśmy rachunku za taki przedłużony pobyt - dodaje.

Ponadto - w ocenie rzeczniczki - szpitale, które zdecydują się na taki krok, mogą mieć problem z wyegzekwowaniem pieniędzy, szczególnie w przypadkach osób samotnych, pozostających w trudnej sytuacji materialnej.

Barbara Udrycka,  rzeczniczka Szpitala Wolskiego w Warszawie zaznacza, że w celu uniknięcia takich sytuacji lecznica zatrudniła pracowników socjalnych, którzy dokonują wszelkich formalności związanych z umieszczeniem chorego w zakładzie opiekuńczym.

Rzeczniczka zapewnia, że także i jej szpital nie wystawia rachunków pacjentom, którzy pozostają na oddziałach dłużej, niż powinni - do tej pory udawało się rozwiązywać podobne problemy w inny sposób.

200 zł za dobę
Do pobierania opłat za przedłużony pobyt przyznaje się natomiast Szpital Wojewódzki nr 2 w Rzeszowie

Jak mówiła na antenie Radia Rzeszów dyrektor szpitala do spraw medycznych Małgorzata Przysada, problem z pacjentami pozostających w lecznicy mimo zakończonego leczenia jest olbrzymi. Dlatego każdego miesiąca placówka wystawia ponad 30 wniosków o skierowanie chorego do Zakładu Opiekuńczo-Leczniczego.

W pewnych przypadkach szpital zwraca się jednak do rodzin, które nie odbierają swoich bliskich, i to od nich egzekwuje opłaty za nieuzasadniony pobyt. Koszt wynosi wówczas około 200 zł za dobę.

Z takiej możliwości korzysta także Mazowiecki Szpital Bródnowski w Warszawie. Jego rzecznik, Piotr Gołaszewski, podkreśla jednak w rozmowie z portalem rynekzdrowia.pl, że jest to ostateczność, która ma raczej na celu zdyscyplinowanie rodzin do zabrania bliskich do domu, niż faktyczne pokrycie kosztów ich pobytu w szpitalu.

- Zdarza się, że dopiero rozmowa o pieniądzach sprawia, iż rodziny dają za wygraną i przejmują odpowiedzialność za krewnych. Zanim jednak zdecydujemy się na pobranie opłat, każdy przypadek analizujemy osobno. Zanim wystawimy rachunek staramy się zapoznać z sytuacją rodziny i możliwością zapewnienia opieki nad wypisywanym ze szpitala pacjentem. Bywa, że wyrażamy zgodę na przedłużenie pobytu chorego w szpitalu, np. do czasu załatwienia miejsca w innym zakładzie opieki zdrowotnej - podkreśla rzecznik.

Nasz rozmówca nie ukrywa, że szpitalowi nie udało się wyegzekwować pieniędzy za wszystkie z wystawionych rachunków. Chociaż, jak zapewnia, kwoty nie były wygórowane.
Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum