Hejt pacjentów zalewa dentystów, którzy podobno bogacą się na koronawirusie

www.infodent24.pl Autor: PTWP - Infodent24.pl • Źródło: Mirosław Stańczyk/InfoDENT.24.pl/Rynek Zdrowia   • 06 maja 2020 05:59

Z jakiej racji "na dzień dobry" dentysta dolicza 50, 100, a nawet 200 zł do usługi, tłumacząc ten fakt kosztami zabezpieczenia przed koronawirusem? To nabijanie kasy naszymi pieniędzmi - irytuje się wielu pacjentów. Dentystom opadają ręce w obliczu fali agresji, kierowanej wobec ludzi, którzy - nie zważając na zagrożenia - starają się przecież przyjść z pomocą osobom cierpiącym.

Pacjenci zarzucają dentystom "dorabianie na koronawirusie"; FOT. Fotolia; zdjęcie ilustracyjne

Przykłady hejtu? Jest w czym wybierać! Wystarczy rzucić okiem na wpisy pod artykułami opisujących pracę lekarzy dentystów w obliczu epidemii koronawirusa. „Lekarska chciwość! Teraz wiedzą, że można jeszcze więcej zarobić, to zjedliby żywcem!". "Uważam, że to w ich interesie jest czy mają strój czy nie. Co mnie to obchodzi, jeśli chcą otwierać gabinet, to powinni z łaski swojej nie żerować jeszcze na tym żeby policzyć za strój”.

I jeszcze: „Czas pandemii, ludzie tracą pracę, pieniądze, a dentyści dorabiają się na ich nieszczęściu. Podnosić ceny akurat teraz, to zwykła podłość. Obecnie dentyści mają okres żniw i kasują równo!”.

Głos opamiętania jest ledwo słyszalny
- Wszystkich wdzięcznych Pacjentów zapraszamy najpierw do sklepu stomatologicznego w celu sprawdzenia cen - przebitka 300 proc. w stosunku do lutego. Później radzimy przez 8 godzin popracować w kombinezonie, goglach, przyłbicy i dwóch parach rękawiczek to zobaczycie jaki to miód. Wdzięczność Pacjenta kończy się, niestety, zaraz za drzwiami - mówią dentyści komentujący cytowane wyżej opinie krążące w sieci.

Lekarz dentysta, specjalista chirurgii stomatologicznej Grzegorz Skrzypek tak ocenia sytuację na FB infoDENT24.pl: „Za wzrost cen mąki płaci zjadający chleb, a nie piekarz. Polski publiczny system ochrony zdrowia od lat oparty jest na okradaniu personelu medycznego i jego wyzysku. Proponuję, aby rządzący z własnego wynagrodzenia pokryli koszty ochrony pacjentów w związku z COVID-19, przecież jest to absolutnie pożądane społecznie.

Rozemocjonowani pacjenci nie zwracają uwagi na argumenty. Uważają, że konieczność płacenia wyższych rachunków stoi w sprzeczności z prawem i kierują zastrzeżenia m.in. do Rzecznika Praw Pacjenta.

NFZ nie przewiduje opłat dodatkowych
Stanowisko przedstawiciela RPP powinno wzbudzić czujność lekarzy dentystów. Rafał Błoszczyński, naczelnik Departamentu Postępowań Wyjaśniających w Biurze Rzecznika Praw Pacjenta uważa, że każdą sytuację trzeba oddzielnie ocenić.

- RPP jest w kontakcie z UOKiK, aby uzyskać wiedzę, czy drastyczny wzrost cen środków ochrony higieny, wynikający z działań producentów i dystrybutorów takich produktów - jest uzasadniony - zapewnia w Radiu RDC Rafał Błoszczyński. Jest on pewny, że gabinety stomatologiczne, realizujące kontrakt z NFZ, pomimo wysokich cen jednorazowych materiałów, nie mają prawa pobierać opłat za stosowanie dodatkowych środków ochronnych. I z taką tezą trudno polemizować.

Radca prawny Michał Grabiec, partner w kancelarii GW Legal Grabiec & Wójcik poinformował portal infoDENT24.pl, że pacjent, trafiając do gabinetu stomatologicznego w ramach powszechnego ubezpieczenia zdrowotnego, powinien zostać obsłużony nieodpłatnie. Dokonana przez NFZ wycena konkretnego świadczenia obejmuje wszystkie koszty związane z leczeniem i pobranie dodatkowych opłat będzie zachowaniem nieprawidłowym. Taka nieprawidłowość może skutkować sankcjami przewidzianymi w umowach zawieranych z NFZ. W nich bowiem są postanowienia o karach umownych na przykład w przypadku, gdy stomatolog pobiera od pacjentów opłaty za usługi będące przedmiotem umowy z NFZ.

Podobne stanowisko przedstawił w rozmowie z infoDENT24.pl mec. Arkadiusz Jóźwik, przedsiębiorca prowadzący kancelarię radcy prawnego i gabinety stomatologiczne Nova Dent. Przestrzega, że wprowadzenie dodatkowych opłat w placówkach stomatologicznych, posiadających kontrakt z NFZ, może skończyć się kontrolą Rzecznika Prawa Pacjenta lub NFZ. W tym drugim przypadku możliwe są kary umowne, a nawet wypowiedzenie kontraktu.

Gdy za leczenie płaci pacjent
Dentyści, funkcjonujący poza Funduszem, nie mają tego problemu. Mec. Arkadiusz Jóźwik zapewnia, że jeżeli placówka do ceny świadczenia medycznego dolicza dodatkową opłatę tzw. epidemiczną, informując o tym pacjenta przed realizacją usługi, a pacjent na taką opłatę wyraża zgodę, to opłata taka jest zgodna z prawem.

O ile pacjent opłaty tej nie chce uiścić, to placówka ma prawo odmówić zawarcia z pacjentem umowy leczenia. Jednak, w ocenie Rafała Błoszczyńskiego, także w przypadku lecznic funkcjonujących poza publicznym systemem ochrony zdrowia, sytuacja związana z pobieraniem dodatkowych opłat nie jest jednoznaczna. Faktem jest, że koszt zapewnienia środków bezpieczeństwa zdecydowanie wzrósł, ale pozostaje pytanie czy przerzucanie obciążeń na pacjenta w każdym przypadku jest uzasadnione.

- Leczenie stomatologiczne od zawsze wszak wiązało się z niebezpieczeństwem zakażeń, m.in. drogą kropelkową. Tak jest chociażby w przypadku sezonowej grypy, choroba ta była, a nikt nie doliczał dodatkowych kwot do rachunku - wskazuje Rafał Błoszczyński.

SARS-CoV-2 to nie sezonowa grypa
Z taką oceną sytuacji nie zgadza się prof. Marzena Dominika, prezydent Polskiego Towarzystwa Stomatologicznego, która uważa, że są granice kosztowe, po przekroczeniu których nie sposób jest pokryć wszystkich dodatkowych wydatków bez partycypowania w nich pacjentów.

Prezydent PTS nie kryje, że obecna sytuacja jest frustrująca dla lekarzy dentystów, których przecież rząd nie włączył do systemu zaopatrzenia w środki ochrony indywidualnej, systemu wspierającego inne podmioty i to niekoniecznie tylko te leczące pacjentów z COVID-19.

Dentyści w tej sytuacji nie czekają z założonymi rękoma. PTS na przykład wystosowało do premiera i ministra zdrowia wniosek o umożliwienie właścicielom lecznic stomatologicznych zaopatrywanie się w środki ochrony osobistej bezpośrednio u producentów lub o nałożenie na produkty o strategicznym znaczeniu cen maksymalnych. Odzewu brak, chociaż MZ stwierdziło, że w resorcie nie są prowadzone prace zmierzające do urzędowego ograniczania cen.

Pacjenci nie słuchają argumentów
Odzew za to płynie od pacjentów. Doświadczyła tego dr n. med. Agnieszka Ruchała-Tyszler członkini Naczelnej Rady Lekarskiej i przewodnicząca Komisji Stomatologicznej ORL w Szczecinie, publicznie wywołana do tablicy przez jedną z pacjentek, która dość oryginalnie sformułowała swoje wątpliwości: „co mam sądzić o fakcie naliczania przez lecznicę stomatologiczną 50 zł na poczet dodatkowych zabezpieczeń przed zakażeniem, czy jest to działanie wyjątkowo uczciwe, że ktoś nie zataja dodatkowych kosztów, a może te dodatkowe pieniądze nie są zgodne z prawami konsumenta?”.

W odpowiedzi Agnieszki Ruchały-Tyszler przekazanej za pośrednictwem infoDENT24.pl i Radia Szczecin padają argumenty wskazujące: na najwyższy wskaźnik narażenia lekarzy dentystów na zakażenie, jeśli porówna się ich z innymi medykami przyjmującymi pacjentów; na pracę w bezpośredniej bliskości jamy ustnej pacjenta; na konieczność stosowania najbardziej rozbudowanych środków ochrony, zabezpieczających przed zakażeniem zarówno pacjentów, jak i personel gabinetu stomatologicznego; na konieczność dostosowania się do kosztownych standardów, wytyczonych przez Ministerstwo Zdrowia.

To wszystko w warunkach, gdy lekarze dentyści pozostawieni zostali sami sobie. Ten, kto przystępuje do leczenia musi rywalizować o: maseczki, gogle, przyłbice, rękawiczki, środki dezynfekujące ze wszystkimi obywatelami, którzy chcą mieć je na własny użytek. To generuje dodatkowe koszty na poziomie 50-200 zł. Dokładna kwota zależy m.in. od źródeł zaopatrywania się w środki ochrony i przyjętego reżimu sanitarnego.

W tych okolicznościach w szczególnie kiepskiej sytuacji znaleźli się świadczeniodawcy realizujący kontrakt z NFZ. Publiczny płatnik zmodyfikował wycenę procedur tylko tym, którzy leczą pacjentów z COVID-19 i osoby będące na kwarantannie. Inni dentyści muszą zmieścić się w od lat niedoszacowanych limitach cenowych. To sprawia, że świadczeniodawcy, funkcjonujący w zmienionych warunkach, będą zmuszeni dokładać do leczenia z własnej kieszeni lub świadomie obniżać standardy bezpieczeństwa, ale nikt, będący przy zdrowym rozsądku, na takie ryzyko się nie zdecyduje.

Pan Maciej, właściciel sklepu tak skomentował argumenty wyłożone przez Agnieszkę Ruchałę-Tyszler: „Ta pani chyba się myli, ona bierze wszystko na fakturę, więc wlicza w koszty. Ja w sklepie też udostępniam rękawiczki i płyn dezynfekcyjny dla klientów i biorę to na własny koszt. Czy też mam robić opłatę 100 zł za wejście do sklepu?!”.

Dentyści nie mogą zatem liczyć na jakiekolwiek zrozumienie ich racji, bo tego zrozumienia w społeczeństwie nie ma. To źle, ale może i dobrze, bo gdyby do powszechnej świadomości pacjentów dotarł przekaz, że pracujący stomatolodzy są spośród wszystkich medyków najbardziej narażeni na zakażenie koronawirusem, zaczęłyby się apele o samoizolację tej grupy zawodowej. Przesada? Takiej „wdzięczności” już doświadczają medycy leczący zakażonych COVID-19.

Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum