Grożenie, że szpitale powiatowe zostaną zamknięte, to strachy na Lachy

Autor: RR/Rynek Zdrowia • • 18 lutego 2019 05:55

Starostowie i dyrektorzy szpitali powiatowych grożą, że je zamkną, bo brakuje kadry i pieniędzy. Blefują. To prawda, że wiele lecznic stoi nad przepaścią, ale straszenie rozwiązaniem umów z NFZ i podjęciem innych radykalnych kroków, to strachy na Lachy. W tej sprawie jest też bowiem drugie dno.

Grożenie, że szpitale powiatowe zostaną zamknięte, to strachy na Lachy
Fot. archiwum

Ci, którzy przyłożą rękę do ich likwidacji, mogą narazić się wyborcom i pożegnać ze stanowiskami, gdyż szpital ma dla mieszkańców powiatów szczególne znaczenie. Lokalni politycy dobrze o tym wiedzą.

Sygnały, że źle się w nich dzieje płyną od wielu miesięcy. Np. we wspólnym stanowisku Ogólnopolskiego Związku Pracodawców Szpitali Powiatowych (OZPSP) i Związku Powiatów Polskich (ZPP) z 30 sierpnia 2018 r. przeczytać można, że w razie braku pozytywnej reakcji na postulaty „szpitale powiatowe nie przyjmą kolejnych propozycji finansowania świadczeń, w tym w ramach tzw. umowy sieciowej i podejmą czynności w celu rozwiązania umów z NFZ”.

Miesiąc później OZPSP znów alarmował, że zrzeszone w nim placówki będą zmuszone do zaprzestania działalności. W lutym tego roku Andrzej Płonka, prezes ZPP, oświadczył w Portalu Samorządowym, że starostowie nie mają już z czego dopłacać do szpitali i przypomniał, że ok. 60 proc. lecznic w Polsce podlega samorządom powiatowym.

Podobnych stanowisk i apeli było wiele. Nie można ich bagatelizować. Rzecz w tym, że zarówno ich nadawcy, jak i adresaci mają świadomość, że zamknięcie szpitala doprowadzić może do odwołania przez wyborców tych polityków (a w efekcie także urzędników i menedżerów), którzy przyczynią się do tego. Wynika to ze szczególnego znaczenia, jakie ma szpital dla lokalnej społeczności.

Podczas IV Kongresu Wyzwań Zdrowotnych (Katowice, 7-8 marca 2019 r.) odbędzie się m.in. sesja "Polski szpital 2019 - lecznictwo stacjonarne w polskim systemie ochrony zdrowia". Program całego Kongresu i rejestracja: http://www.hccongress.pl.

Szpital w oczach socjologa
- Człowiek rodzi się - potrzebna jest porodówka, uczy się - potrzebna jest szkoła, pracuje - potrzebna jest fabryka, potrzebny jest pracodawca, a na koniec - potrzebny jest cmentarz. To są instytucje wpisane w ojczyznę lokalną. Szpital jest jedną z tych kluczowych instytucji. Jak mawiają socjolodzy, jest instytucją totalną, czyli taką która zapewnia chorym dobrostan. Oczywiście na poziomie dostosowanym do warunków panujących w danym kraju - wyjaśnia znaczenie i rolę szpitala profesor Marek Szczepański, socjolog z Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach.

- Dlatego czasem - nawet wbrew racjonalnym przesłankom, wbrew temu, co podpowiada rozum i możliwości finansowe - lokalni politycy chronią szpitale, nie chcą ich likwidować - tłumaczy. Zaznacza, że choć zdrowie - w rozumieniu socjologa - jest wartością ostateczną (terminalną), to jednak rachunek ekonomiczny jest elementem funkcjonowania społeczeństwa obywatelskiego i nie można w odniesieniu do szpitali robić wyjątku i stosować księżycowej ekonomii.

Jednakże taka dychotomia w traktowaniu szpitala ma określone konsekwencje. Brak racjonalnych działań w szpitalnictwie doprowadził do tego, że średnie wykorzystanie łóżek w Polsce - według informacji przedstawionych niedawno przez wiceminister Józefę Szczurek-Żelazko - wynosi obecnie 68 proc. Natomiast w Europie za optymalne (to znaczy uwzględniające czynniki epidemiologiczne i zasady racjonalnego gospodarowania zasobami) uważa się wykorzystanie (obłożenie) na poziomie 80-85 proc.

Jak zauważa socjolog, bardzo wiele krajów ogranicza liczbę łóżek i przesuwa trzon opieki zdrowotnej z lecznictwa szpitalnego do ambulatoryjnego, które jest mniej kosztowne. - Dokonują transferu związanego z kosztami - dodaje.

- Są takie choroby, które wymagają leczenia szpitalnego. W innych warunkach zdrowia się nie odzyska - zwraca uwagę Szczepański i podkreśla, że nie chodzi o to, żeby zamykać szpitale, ale żeby racjonalizować choćby ich lokalizację.

- Zwłaszcza tam, gdzie to możliwe, jak np. w metropolii górnośląskiej. Tutaj jest związek metropolitalny, liczący 2 mln mieszkańców, w ramach którego można racjonalizować lokowanie placówek ochrony zdrowia - tłumaczy profesor.

Jak dodaje, w województwie śląskim jest sporo znakomitych lecznic, ale zawsze powstaje pytanie o racjonalne ulokowanie szpitali, liczbę szpitalnych łóżek, personelu, w tym pielęgniarek, które coraz częściej wyjeżdżają z Polski.

Obrona porodówek
Szczególnym przykładem obrony placówek służby zdrowia przez lokalne społeczności są izby porodowe i oddziały położnicze. Mamy ich za dużo. Prof. Krzysztof Czajkowski, konsultant krajowy w dziedzinie położnictwa i ginekologii, powiedział, że przy założeniu, iż oddziały położnicze z liczbą porodów poniżej 400 rocznie przestają istnieć, do zamknięcia byłoby od zaraz od 80 do 83 porodówek w całym kraju.

Wyliczenie przedstawił w zeszłym roku na sesji poświęconej ginekologii i położnictwu, zorganizowanej w Katowicach w ramach Kongresu Wyzwań Zdrowotnych. Eksperci wskazywali również, że nie chodzi jedynie o wydatki, które można by lepiej spożytkować. W czasie dyskusji podkreślali, że przy tak niskiej liczbie porodów (statystycznie niespełna jeden poród dziennie) zanikają umiejętności położników. Tym samym pogarsza się jakość świadczeń, rośnie ryzyko powikłań, a wraz z nim ryzyko roszczeń.

Czy nie powinniśmy jednak - choć rozumiemy patriotyzm lokalny niedużych gmin i powiatów - zrezygnować z części tych oddziałów? - pytali.

Czytaj: Starosta, który chce zamknąć porodówkę, musi mieć nerwy ze stali

Racjonalne argumenty ekspertów trafiają jednak w próżnię. Nie są w stanie przebić się przez otoczkę symboli i stereotypów związanych z przywiązaniem ludzi do miejsca urodzenia. Już dla starożytnych było ono ważne. Grecy dodawali do imion miejsce pochodzenia (Tales z Miletu, Herodot z Halikarnasu, Akusilaos z Argos itd.). Współcześni tego nie robią, ale w lokalnych ojczyznach są mocno zakorzenieni, miejsce urodzenia mają zakodowane w tyle głowy.

A jak socjolog ocenia to ekonomiczno-społeczne zjawisko? - Dzietność kobiet w Polsce jest dramatyczne niska - wynosi 1,3 dziecka, czyli 10 kobiet w wieku rozrodczym urodzi 13 dzieci, a nam potrzeba 22 dzieci, żeby zachować reprodukcję demograficzną. Wskaźnik dzietności pokazuje, że utrzymywanie nadmiernej liczby łóżek porodowych jest nieadekwatne do rzeczywistej sytuacji demograficznej - przyznaje prof. Szczepański.

- Jednak w grę wchodzi mitologia i symbolika, przywiązanie społeczności lokalnej do takich wartości, jak miejsce urodzenia czy miejsce śmierci. Życie zaczyna się na porodówce, a kończy na cmentarzu - komentuje. - Trzeba racjonalnie patrzeć na koszty, szanując symbolikę - dodaje Szczepański, który od lat bada lokalne społeczności m.in. na Górnym Śląsku.

Przy okazji dzieli się z nami osobistą refleksją z rozmowy ze znajomym - intelektualistą, wybitnym Ślązakiem, który - wydawałoby się - powinien być wolny od uprzedzeń i otwarty na argumenty.

Otóż ten człowiek powiedział mu, że za żadne skarby nie pozwoliłby, żeby jego dziecko przyszło na świat w Sosnowcu. Górę wzięły emocje, których podłoża szukać trzeba w antagonizmach między Górnym Śląskiem a Zagłębiem Dąbrowskim. Bezpieczeństwo porodu, jakość świadczeń, kompetencje personelu, wyposażenie w sprzęt - a więc czynniki, na które zwraca się uwagę w takich sytuacjach - nie miały znaczenia.

Szpitali powiatowych nie można oceniać jedynie na podstawie kryteriów ekonomiczno-finansowych i medycznych. W ich przypadku niemniej ważne są uwarunkowania socjologiczne i psychologiczne. To jest drugie dno sporu o ich przyszłość.

Dowiedz się więcej na temat:
Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum