Gdzie lekarz może dorobić, a gdzie nie...

Autor: Gazeta Wyborcza, Rzeczpospolita/Rynek Zdrowia • • 03 listopada 2009 16:46

O ile podpisanie z lekarzem umowy o zakazie konkurencji mieści się w uzasadnionych granicach, nie narusza wolności zatrudnianych osób - stanowi wyrok Sądu Najwyższego z 8 maja 2002 roku.

Wyrok dotyczył sprawy lekarki, która pełniąc funkcję ordynatora w publicznym szpitalu, była jednocześnie kierownikiem placówki prywatnej. Oba podmioty prowadziły konkurencyjną wobec siebie działalność i zakontraktowały świadczenie tych samych usług z NFZ.

Dyrektor pulicznego szpitala polecił przygotować umowy o zakazie wykonywania działalności konkurencyjnej. Przy czym treści tych umów w żaden sposób nie uzgadniał z pracownikami.

Taką umowę podpisała także ordynator. Dyrektor szpitala zapowiedział bowiem, że wobec pracowników, którzy odmówią podpisania umów, mogą być wyciągnięte konsekwencje przewidziane w kodeksie pracy, ze zwolnieniem włącznie.

Póżniej kobieta wniosła do sądu sprawę o uznanie za nieważną umowy o zakazie wykonywania działalności konkurencyjnej, do której podpisania – jak twierdziła – została zmuszona pod groźbą sankcji dyscyplinarnych, bez wcześniejszego negocjowania jej postanowień. Jednak sąd uznał, że szpital, składając pracownicy propozycję zawarcia tego rodzaju umowy, ,,działał w ramach obowiązujących przepisów".

Podobna sytuacja ma miejsce w SPZZOZ w Gostyninie. Dyrektor szpitala, Zygmunt Buraczyński zabronił lekarzom i pielęgniarkom pracować „u konkurencji“, w tym przypadku w niepublicznej placówce w Gostyninie. Pracownicy dostali do podpisania zmienione umowy o pracę, zawierające klauzulę o zakazie konkurencji.

Jego zdaniem, „praca na rzecz podmiotu prowadzącego działalność konkurencyjną wobec SPZZOZ w Gostyninie, na terenie miasta Gostynin i powiatu Gostynin, jest działaniem godzącym w dobro pracodawcy, gdyż odbiera nam pacjentów, a przez to zmniejsza nasze potencjalne przychody, co ogranicza możliwości dalszego rozwoju“.

– Istnieje wolny rynek, ale jednocześnie każdy pracodawca musi dbać o swoje dobro. W przypadku lekarzy, którzy pracują poza szpitalem, to ja jestem ich głównym pracodawcą i ponoszę koszty zatrudnienia. W dziedzinach, w których nie prowadzimy działalności, np. w opiece paliatywnej, nikomu nie zabraniam pracować gdzie indziej. Ale chirurgów u nas nie ma zbyt wielu. Ledwie jesteśmy w stanie wyrobić kontrakt z NFZ – mówi dyrektor Buraczyński.

Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum