Gdy system uśrednia wycenę

Autor: Gazeta Wyborcza/Rynek Zdrowia • • 05 kwietnia 2009 08:06

Centrum Zdrowia Dziecka co miesiąc dokłada do leczenia ok. 2 mln zł. Szpital przy Niekłańskiej - 300 tys. zł. - Leczenie dzieci jest droższe, ale nikt tego nie bierze po uwagę - przekonują lekarze.

Prof. Anna Dobrzańska, konsultant krajowy ds. pediatrii, twierdzi, że sytuacja jest alarmująca. Szpitale dziecięce, zwłaszcza kliniczne i instytuty, od lipca się zadłużają. Wtedy Narodowy Fundusz Zdrowia zmienił zasady rozliczania leczenia - kiedyś płacił za każdą wykonaną procedurę, nowy system uśrednia koszty leczenia. Po wprowadzeniu danych (wieku pacjenta, chorób i wykonanych zabiegów) system komputerowy kwalifikuje chorego do odpowiedniej grupy z przypisaną sztywną stawką za leczenie. Zdaniem lekarzy te wyceny są zaniżone.

– Kieruję kliniką intensywnej terapii i patologii noworodka. Zajmujemy się wcześniakami ze skrajnie niską wagą. Leczenie jest bardzo drogie i długotrwałe. NFZ pokrywa tylko połowę tych wydatków Nikt nie bierze pod uwagę, że leczenie dzieci jest droższe. Musi być więcej personelu, pięć posiłków, a nie trzy, zużywa się więcej materiałów jednorazowego użytku i częściej robi się znieczulenia, bo np. dziecko samo nie położy się przed badaniem tomograficznym – przypomina prof. Dobrzańska.

Lekarze podkreślają, że wraz z nowym systemem wprowadzono absurdalne wytyczne.

 – Dla NFZ każdy wcześniak po 30 dniach powinien być przeniesiony na pediatrię. A co mam zrobić z dzieckiem, które po miesiącu waży kilogram? Na pediatrii nie będą wiedzieli, jak nim się zająć – twierdzi prof. Dobrzańska.

Prof. Wanda Kawalec, szefowa kliniki kardiologii z Centrum Zdrowia Dziecka, dodaje, że trudno odzyskać z NFZ zainwestowane w leczenie pieniądze, zwłaszcza wtedy, gdy jeden pacjent jest leczony na kilka chorób, System nie bierze tego pod uwagę i uśrednia wycenę.

– Bardziej się opłaca wypisać dziecko i przyjąć je z powrotem – podkreśla prof. Kawalec.

CZD szacuje, że ok. 200 ich pacjentów - dzieci, które podczas jednego pobytu w szpitalu leżą na kilku oddziałach, bo np. mają i wadę wrodzoną serca, i problemy z oddychaniem, i z nerkami - nie mieści się w systemie. NFZ zgodził się, żeby rozliczać je osobno. Za każdym razem potrzeba jest indywidualna zgoda.

Barbara Misińska, dyrektorka mazowieckiego oddziału NFZ, podkreśla, że po wprowadzeniu nowego systemu średnia stawka za pobyt w szpitalach dziecięcych wzrosła.

 – Szpital musi pilnować kosztów i zracjonalizować wydatki. Owszem, Centrum Zdrowia Dziecka dostało mniej pieniędzy, ale dlatego, że tam drastycznie spadła liczba hospitalizacji. Jeśli lekarz dobrze uzupełni historię choroby i te dane zostaną wprowadzone do systemu, szpital nie powinien być stratny.

Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum