Fuzja dwóch szpitali klinicznych budzi protesty. Ministerstwo Zdrowia milczy

Autor: Piotr Wróbel • Źródło: Rynek Zdrowia26 czerwca 2022 18:03

Nadal nie wiadomo dokładnie, jak ma przebiegać fuzja dwóch szpitali uniwersyteckich w Bydgoszczy, którą chce przeprowadzić rektor UMK. Nie odpowiedział na zaproszenie do udziału w sejmowej Komisji Zdrowia. Posłowie poczuli się urażeni. Wiceminister zdrowia Piotr Bromber przyznał, że nie wie, co dzieje się w Bydgoszczy. Narastają plotki i interpretacje, które sięgają do "kompleksu Torunia wobec Bydgoszczy".

Fuzja dwóch szpitali klinicznych budzi protesty. Ministerstwo Zdrowia milczy
Nadal nie wiadomo, jak przebiegac ma fuzja szpitali i czy do niej dojdzie. Fot. PAP/Tytus Żmijewski
  • Władze Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu chcą konsolidować dwa szpitale uniwersyteckie w Bydgoszczy
  • Regionalni politycy od dwóch miesięcy domagają się spotkania z rektorem, by podał argumenty jakie przemawiają za fuzją szpitali
  • Uważają, że zagrożone może być bezpieczeństwo zdrowotne mieszkańców Bydgoszczy i regionu
  • Zaproszony rektor UMK nie pojawił się na sejmowej Komisji Zdrowia. Posłowie chcieli, by przekazał informacje o fuzji
  • Wiedzy na temat przekształcenia nie ma nawet Ministerstwo Zdrowia
  • W tle sporu odżywa zadawniony konflikt między konkurującymi o pozycję w województwie Bydgoszczą i Toruniem

Poseł Latos: wypuszczono dżina z butelki

 Planowane połączenie dwóch szpitali uniwersyteckich w Bydgoszczy: Szpitala Uniwersyteckiego nr 2 im dra Biziela i  Szpitala Uniwersyteckiego nr 1 im. dra Jurasza jest tematem tak gorącym, że dla jego omówienia - co jest ewenementem, gdyż dotyczy tematu regionalnego - zwołano specjalne posiedzenie sejmowej Komisji Zdrowia. Fuzję szpitali forsują władze Uniwersytetu Mikołaja Kopernika, który jest organem właścicielskim obu szpitali.

Na posiedzeniu sejmowej Komisji Zdrowia nie pojawił się zaproszony prof. Andrzej Sokala, rektor Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu. Posłowie nie odebrali dobrze tego posunięcia władz UMK. - Arogancja, lekceważenie - oceniali brak reakcji na zaproszenie do parlamentu.

Jak zauważył przewodniczący  komisji poseł Tomasz Latos, "dyskusja przypomina tę, która toczy się od wielu tygodni, czyli z wieloma niewiadomymi: - Dżina z butelki wypuszczono, natomiast nie wiadomo, co dalej i nikt nie chce odnieść się do szczegółów tych projektów".

Dodał też, że komisja nie ma co prawda uprawnień do opiniowania fuzji dwóch szpitali uniwersyteckich, ma natomiast „obowiązek uczestniczenia w dyskusji na temat bezpieczeństwa zdrowotnego obywateli”.

A to bezpieczeństwo, jak przekonywano podczas komisji, jest zagrożone. O tym, co miałoby się wydarzyć w "Bizielu" i "Juraszu", nie wie nic Narodowy Fundusz Zdrowia, który płaci szpitalom za świadczenia i pilnuje, by był do nich zapewniony dostęp. - Nie bardzo wiemy o jakim połączeniu szpitali jest mowa, żeby się wypowiedzieć musimy wiedzieć jak dokładnie wygląda ten pomysł - mówił Filip Nowak, prezes NFZ.

Minister Bromber: nie dysponujemy informacjami

Wiceminister zdrowia Piotr Bromber przyznał otwarcie, że nie ma pojęcia, co dzieje się w związku z projektem łączenia dwóch szpitali klinicznych w Bydgoszczy. Powiedział tylko, że Ministerstwo Zdrowia wystosowało pismo do rektora UMK w Toruniu w tej sprawie. - Nie mamy odpowiedzi. Oprócz informacji prasowych żadnymi innymi nie dysponujemy - powiedział wicemnister zdrowia.

Co warto zaznaczyć, minister zdrowia nadzoruje bezpośrednio 9 uniwersytetów medycznych. UMK w Toruniu uniwersytetem medycznym nie jest, ma natomiast w swoich strukturach Collegium Medicum kształcące medyków.

Nadzór nad uczelnią w Toruniu należy do ministra edukacji i nauki Przemysława Czarnka. Ministra nie było na posiedzeniu. - Minister Czarnek upoważnił mnie do stwierdzenia, że wystąpi do rektora o informację i z pismem, w którym przedstawi stanowisko przeciwko łączeniu szpitali - pospieszył z wyjaśnieniem poseł Latos.

Szpitale uniwersyteckie należą do UMK w Toruniu i dlatego to rektor tego uniwersytetu ma pełne prawo decydowania o ich losie. Oba znajdują się w Bydgoszczy. Ich fuzja jest planowana od kilku miesięcy, ale sposób w jaki się o niej rozmawia, czy raczej nie rozmawia z zainteresowanymi, doprowadza do  wzburzenia polityków i lekarzy związanych z Bydgoszczą.

Rektor UMK nie przedstawił dotąd żadnego dokumentu, który pokazałby co zamierza.

- Oczekiwano, że rada Collegium Medicum wypowie się pozytywnie w sprawie łączenia szpitali niejako w ciemno - przypomniał poseł Latos. Na posiedzeniu rady CM nie pojawił się nikt reprezentujący rektora UMK, podobnie jak w kwietniu na posiedzeniu rady miasta w Bydgoszczy, kiedy to politycy chcieli poznać plany dotyczące łączenia szpitali.

Jak przekonywał prof. Grzegorz Grześk, przedstawiciel rady ordynatorów w "Bizielu", w liczącym około 2 miliony mieszkańców województwie kujawsko-pomorskim system opieki zdrowotnej opiera się na dwóch szpitalach uniwersyteckich, które łącznie wykonują ok. 90 rodzajów specjalistycznych procedur ratujących życie.

Jak Bydgoszcz z Toruniem

- Na spotkaniu rady ordynatorów z pełnomocnikiem rektora usłyszeliśmy tylko, że przy fuzji szpitali będą brane pod uwagę przede wszystkim kwestie ekonomiczne. Podobno powstał analityczny raport, ale nie widziała go ani dyrekcja, ani rada ordynatorów jednego czy drugiego szpitala - mówił profesor.

Piotr Płeszka, neurolog, zastępca lekarza kierującego centrum interwencyjnego leczenia udarów mózgu w „Bizielu” mówił z kolei, że zawirowania organizacyjne za chwilę mogą doprowadzić do odejścia lekarzy. - Zespoły tworzy się przez wiele lat. Centrum udarowe, w którym wykonujemy najwięcej procedur trombektomii mechanicznej w kraju, powstało dzięki entuzjazmowi ludzi, a teraz możemy ten dorobek stracić - przestrzegał.

 - Nie kwestionuję prawa rektora do dokonywania zmian organizacyjnych w obszarze, który mu podlega. Jednak nieobecność rektora mimo zaproszenia na posiedzenie komisji zdrowia jest symboliczna. Rozpoczął pewien proces, chce go szybko zakończyć, bez konsultacji z kimkolwiek - stwierdził Rafał Bruski, prezydent Bydgoszczy.

Jak mówił, 13 maja skierował pismo do rektora UMK, w którym prosił o porównanie obecnego potencjału leczniczego i dydaktycznego poszczególnych szpitali z potencjałem jednostki, która ma powstać. Odpowiedzi też nie dostał.

W tle sporu odżywa zadawniony konflikt między konkurującymi o pozycję w województwie Bydgoszczą i Toruniem.

W medycynie konflikt między miastami ma swoje źródło w podjętej kilkanaście lat temu decyzji o przejęciu samodzielnej Akademii Medycznej w Bydgoszczy przez Uniwersytet Mikołaja Kopernika w Toruniu.

Piotr Król, poseł i członek rady społecznej „Jurasza”, nie omieszkał podczas dyskusji zaznaczyć, że to „Bydgoszcz dorobiła się swoim wysiłkiem akademii medycznej”, a potem ten majątek, w tym "dwa szpitale będące dumą miasta", został przejęty decyzją Sejmiku i Senatu akademii przez UMK.

"Szpitala będziemy bronić"

- Efekt tego jest taki, że mieszkańcy Bydgoszczy trafiają do dwóch szpitali, o których decyduje Toruń, który do Bydgoszczy jest mało życzliwie nastawiony - wywodził poseł. Jak przekonywał poseł, kontekst historyczny relacji między oboma miastami jest taki, że „Toruń ma wielki kompleks Bydgoszczy”, a poza tym „Toruń jest miastem, które nie za bardzo ma się czym pochwalić, może poza starówką”.

Odporu tym słowom nie mógł dać nikt z posłów z okręgu toruńskiego, bo nie było ich na sali. - Chyba nie są zainteresowani tematem - podał komentarz z sali.

Jak dowodził poseł Król, w konsolidacji chodzi o to, żeby „w Bydgoszczy zlikwidować jeden szpital i przejąć kadry”. Zapewniał, że dysponuje oficjalną wiedzą, która pozwala mu stawiać taką tezę.

- W 2023 roku w Toruniu będzie trwał II etap rozbudowy szpitala. Jaki jest sens likwidowania jednego szpitala, a 30 kilometrów dalej rozbudowywanie kolejnego, żeby zaspokoić czyjeś kompleksy? - dopytywał. Na koniec spuentował, że sprawę postanowiono załatwić „po krzyżacku”, ale jakoś „miasto które sprawuje kontrolę nad dwoma bydgoskimi szpitalami nie budzi szczególnego zainteresowania ani wśród lekarzy ani wśród naukowców”.

Jak zapewniał poseł, "szpitala będziemy bronić, manifestując w Toruniu". - Nie ma mowy, żebyście zabrali nam szpital - zapowiadał.

Torunia nikt nie bronił. Poseł Czesław Hoc, wiceprzewodniczący sejmowej komisji zdrowia, zauważył, cytując z łaciny, że absens carens, czyli nieobecny traci, sam sobie szkodzi. Uznał, że jeżeli instytucja odpowiedzialna za los szpitali klinicznych w Bydgoszczy nie chce przedstawić na forum sejmowej komisji estymacji kosztów czy koncepcji przekształcenia, to „jest to podejrzane”.

Temperaturę dyskusji próbował nieco ostudzać m.in. poseł Jerzy Hardie-Douglas. Przyznał, że ponieważ sam pracował w szpitalu, w którym ciągle zmieniali się dyrektorzy, wie jakie niepokoje wśród lekarzy wywołuje reorganizacja. - Sama zmiana dyrektora rodzi ogrom plotek. Kogo zwolnią, kogo awansują. A co dopiero łączenie szpitali bez przekazania zainteresowanym jasnej wiedzy na ten temat - mówił.

"Konsolidacja szpitali wcale nie musi być szkodliwa"

Przy okazji dodał, że „w całej Polsce wszyscy wiedzą, że jest niechęć między Toruniem a Bydgoszczą”. - Pamiętam nawet dyskusje, czy to jest mądry pomysł, żeby oba miasta były w tym samym województwie - opowiadał.

Poseł Hardie-Douglas od razu jednak zaznaczył, że nie można doszukiwać się z góry w fuzji szpitali makiawelicznych celów.

- Być może takich tutaj nie ma. Nie wiemy tego dopóki rektor nie wyjaśni swojej motywacji i nie powie czy rzeczywiście miałoby dojść do likwidacji części oddziałów - rozważał, dodając, że konsolidacja szpitali wcale nie musi być szkodliwa.

Przywoływał przykład bliskiego mu województwa zachodniopomorskiego, w którym połączono dwa szpitale marszałkowskie, w sytuacji gdy jeden był w niezłej sytuacji finansowej, a drugi w złej. - Nie przypominam sobie, żeby tam jakiś oddział został zlikwidowany, albo personel migrował, albo żeby doszło do pogorszenia dostępności dla pacjentów.

Trwająca półtorej godziny dyskusja nie wniosła ostatecznie nic nowego do wiedzy na temat zamiarów rektora UMK w sprawie bydgoskich szpitali klinicznych.

- Liczyłem, że dowiemy się więcej. Ale też nie jest tak, że nie wiemy nic. Wiemy nieco o kierunku zamian, jakie zaproponował pełnomocnik rektora Piotr Pobrotyn. A pan doktor mówił m.in. o likwidacji SOR-u w jednym ze szpitali, o likwidacji klinik, a to musi niepokoić. Stąd zwołanie komisji - tłumaczył poseł Tomasz Latos.

"Do rektora pacjenci nie przyjdą"

Dodał, że Bydgoszcz nie ma szpitala wojewódzkiego pełnoprofilowego i oparcie opieki nad tak dużą społecznością (sama aglomeracja bydgoska to ok. 500 tys. mieszkańców) o jeden szpital i jeden SOR jest „w najwyższym stopniu niebezpieczne”.

Poseł Tomasz Latos jest związany z Bydgoszczą. Przypomniał, że kiedy przed laty przekształcano szpital wojewódzki (należący do marszałka) w szpital uniwersytecki (należący do rektora UMK) padały wątpliwości. - Brano pod uwagę lokalne animozje, ale i toruńskie ambicje. Ale padały gwarancje, że ten szpital nie będzie przekształcany - zaznaczał poseł.

Jak przyznał poseł, prawo jest tak skonstruowane, że rektor UMK może zrobić co uważa, natomiast obowiązkiem ministra, wojewody i prezydenta miasta jest zapewnienie bezpieczeństwa pacjentom. - I to do tych osób przyjdą z pretensjami pacjenci, jeśli pójdzie coś nie tak, a nie do rektora UMK w Toruniu - podsumował.

Dowiedz się więcej na temat:
Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum