PAP/Rynek Zdrowia | 25-05-2019 14:52

Fizjoterapeuci i diagności nie rezygnują z głodówki. Od poniedziałku zaostrzenie protestu

Fizjoterapeuci i diagności będą nadal głodować. Zadecydowali o zaostrzeniu akcji protestacyjnej - poinformował na briefingu prasowym w sobotę przewodniczący Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Pracowników Fizjoterapii Tomasz Dybek.

Protestujący pracownicy laboratoriów i fizjoterapeuci domagają się m.in. wyższych płac Fot. Archiwum

- Diagności od poniedziałku zaostrzają protest. Kolejne nasze organizacje związkowe deklarują wstępowanie w spory zbiorowe z dyrekcjami swoich szpitali. Z okazji Dnia Diagnosty Laboratoryjnego, obchodzonego 27 maja, planujemy akcję solidarnościową z osobami głodującymi, polegającą na nieobecności w pracy na podstawie urlopu na żądanie, lub na oddawaniu krwi. Chodzi o pokazanie solidarności - wyjaśniła Agnieszka Gierszon ze Związku Zawodowego Pracowników Medycznych Laboratoriów Diagnostycznych.

- Nie będzie to oznaczało paraliżu szpitali, bo nie do tego dążymy. Zadbamy o to, żeby badania były wykonane na czas, zwłaszcza ratujące życie, natomiast będzie nas mniej w lecznicach - podkreśliła. 

Protestujący pracownicy laboratoriów i fizjoterapeuci domagają się nie tylko wyższych płac, ale również dostępu do bezpłatnych szkoleń specjalizacyjnych i adekwatnych wycen świadczeń. Chcą łatwego dostępu pacjentów do badań laboratoryjnych, szybszego dostępu pacjenta do fizjoterapii oraz poprawy warunków wynagrodzeń i pracy dla innych zawodów medycznych i niemedycznych.

Protest głodowy fizjoterapeutów i diagnostów trwa piąty dzień. W Szpitalu Pediatrycznym przy Żwirki i Wigury w Warszawie głoduje 8 osób, ale - jak mówi Gierszon - chętnych jest o wiele więcej.

- Przyjeżdżają do nas ludzie z całej Polski - dodaje. - Strajkujący są szykanowani: ściągnięto nam baner zawiadamiający o strajku, odłączono prąd w miejscu, gdzie przebywaliśmy, i przenosi się nas z jednego miejsca w drugie, chociaż staramy się nikomu nie przeszkadzać i nie utrudniać pracy - mówiła dziennikarzom Gierszon.

W ramach akcji "Maj bez fizjoterapeutów" fizjoterapeuci najpierw oddawali krew, a potem przystąpili to strajku włoskiego polegającego na skrupulatnym wykonywaniu obowiązków i edukowaniu pacjentów o znaczeniu fizjoterapii.

W połowie maja, na wspólnej konferencji z diagnostami, poinformowali o akcji wysyłania pism do dyrektorów zatrudniających ich placówek w sprawie podwyżek wynagrodzeń, oraz występowania, m.in. do NFZ, z pytaniem o środki na podwyżki. Działania te zostały podjęte w związku z wypowiedzią szefa MZ Łukasza Szumowskiego, który wskazał, że dyrektorzy szpitali otrzymali dodatkowe 680 mln zł w związku ze wzrostem wyceny świadczeń i mogą te środki przeznaczyć na podwyżki dla grup, które ich nie dostały, m.in. dla diagnostów i fizjoterapeutów.

Związki zapowiadały, że kolejnym etapem będzie protest głodowy. Krajowy Związek Zawodowy Pracowników Medycznych Laboratoriów Diagnostycznych wspólnie z Krajowym Związkiem Zawodowym Pracowników Fizjoterapii poinformował 21 maja o rozpoczęciu protestu głodowego.

Minister zdrowia Łukasz Szumowski uważa, że żądanie 1,6 tys. zł podwyżki dla fizjoterapeutów w ciągu roku jest wygórowane. Jednocześnie, w środę, szef resortu zapowiedział wzrost kwoty bazowej, na której podstawie wyliczane są minimalne wynagrodzenia pracowników medycznych. Kwota ta ma wzrosnąć od lipca z 3,9 tys. zł do 4,2 tys. zł.

- Trudno mi się odnieść do żądania 1600 zł, bo uważam, że jest wygórowane w skali jednego roku. Przypominam, że w przypadku pielęgniarek trwało to ponad 4 lata - zauważył.

Kilkanaście dni temu, odnosząc się do akcji protestacyjnej fizjoterapeutów i zapowiedzi aktywizacji diagnostów, minister wskazywał, że "nie ma możliwości prawnej, aby przekazać znaczone (konkretnie przeznaczone - PAP) pieniądze dla grup nieobjętych odrębnymi regulacjami ustawowymi, m.in. fizjoterapeutów, diagnostów czy techników elektroradiologii".

- Te grupy zawodowe nie są w pełni opisane ustawami, w związku z tym nie możemy zastosować do nich takich regulacji, jak (…) np. do lekarzy, pielęgniarek czy ratowników - mówił.

Szef MZ akcentował, że nastąpił wzrost ryczałtów w placówkach. - Pieniądze te są również przeznaczone na koszty, które szpitale poniosły lub będą ponosić na wzrosty kosztów płac dla zawodów nieuregulowanych odrębnie - podkreślał.

- Pieniądze, które Narodowy Fundusz Zdrowia przekazuje do szpitali, są przeznaczone dla różnych interesariuszy, dla administracji szpitala, dla administracji klinik i oddziałów, dla grup zawodowych profesjonalistów medycznych, w tym również techników, fizjoterapeutów, diagnostów, lekarzy, pielęgniarek, ratowników - mówił. - Na pewno dyrektorzy mogą zastanowić się, na ile mogą poprawić sytuacje finansową zawodów, które nie zostały uregulowane odrębnie - stwierdził.

Monika Witkowska - PAP