Fizjoterapeuci, diagności laboratoryjni: nie mówicie nam, że możemy sobie dorobić

Autor: Katarzyna Gubała/Rynek Zdrowia • • 09 października 2019 05:55

Młodzi ludzie kształcący się na kierunku fizjoterapii, analityki medycznej czy ratownictwa medycznego przyznają, że nie wyobrażają sobie harówki kosztem własnego zdrowia i prywatnego życia. Rezygnują z wejścia do zawodu, z pracy w publicznych placówkach.

Fot. Fotolia (zdjęcie ilustracyjne)

Dr Tomasz Dybek, przewodniczący Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Pracowników Fizjoterapii, wskazuje, że przekaz od decydentów i dyrektorów szpitali dla 20 tys. fizjoterapeutów pracujących w publicznej ochronie zdrowia to: tu macie najniższą pensję, ale możecie sobie dorobić.

- Najniższe pensje fizjoterapeutów to 1600-1700 zł. Kto się dzisiaj za taką sumę utrzyma? Fizjoterapeuta musi dorabiać, żeby godnie żyć. Robi to z przymusu, nie z pazerności, jak twierdzą niektórzy. A gdzie czas na wypoczynek, dla rodziny, dzieci? Trzy czwarte grupy fizjoterapeutów to kobiety, które wracają do domu późnym wieczorem po kolejnej pracy - podkreśla w rozmowie z Rynkiem Zdrowia.

W jego opinii to działania mające wprowadzić całą fizjoterapię na rynek prywatny.

- Z pracy fizjoterapeuty korzystają wszystkie grupy wiekowe - od noworodków po seniorów. Działania decydentów prowadzą do tego, żeby te świadczenia trafiły w ręce prywatne. Wtedy pacjenci będą płacić za nie z własnej kieszeni, a jak nie będą mieć pieniędzy - trudno, ale państwo już nie będzie wydawać na ich rehabilitację - wskazuje dr Dybek.

Jego zdaniem to samo dotyczy kształcenia fizjoterapeutów.

 - Polski minister nauki powinien zostać odznaczony medalem za zasługi od Niemców, Francuzów czy Brytyjczyków za dostarczanie tym krajom wykwalifikowanych kadr medycznych. W dodatku ci fizjoterapeuci, którzy wyjadą za granicę będą się dokształcać za pieniądze pracodawców. U nas sami muszą płacić za kolejne szkolenia. Muszą na to zarobić, a właściwie dorobić, bo z pensji ich na to nie stać - zaznacza przewodniczący Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Pracowników Fizjoterapii.

Młodzi nawet nie wejdą do zawodu
Matylda Kłudkowska, wiceprezes Krajowej Izby Diagnostów Laboratoryjnych, wskazuje, że utrzymanie się z jednego etatu diagnosty laboratoryjnego - szczególnie w dużym mieście, gdzie koszty życia są wyższe - wymaga poszukiwania dodatkowego źródła dochodu.

- Sytuacja jest uzależniona od wielkości ośrodka. W małych miastach jest znacznie mniej możliwości znalezienia dodatkowej pracy w branży, w dużych - prywatny sektor często korzysta z pracy diagnostów laboratoryjnych, którzy na co dzień pracują w szpitalach. Podejmujemy też dodatkową pracę na uczelniach, bierzemy udział w projektach badawczych - wylicza w rozmowie z Rynkiem Zdrowia Matylda Kłudkowska.

Dodaje, że diagności laboratoryjni w niektórych specjalnościach mają dyżury 24-godzinne.

- To nieco reperuje nasze budżety domowe, ale po podliczeniu liczby godzin pracy okazuje się, że wypracowujemy kolejny etat za niewielkie sumy. Przy czym mówimy tu o pracy w nocy, w weekendy i święta. To dotyczy również lekarzy, pielęgniarek, fizjoterapeutów. Żeby osiągnąć jedną godną pensję, musimy wypracować dwa etaty! W sumie, gdy obliczymy ile zarabiamy za godzinę pracy, wychodzą kwoty żenujące - podkreśla wiceprezes Krajowej Izby Diagnostów Laboratoryjnych.

Zaznacza przy tym, że możliwość dorabiania dotyczy tylko niektórych specjalności, reszta zostaje tylko z wynagrodzeniem zasadniczym rzędu 2250-3000 zł brutto.

Zwraca uwagę na odchodzenie z zawodu diagnosty laboratoryjnego i na to, że kształcący się obecnie młodzi ludzie nie chcą podejmować pracy w tym zawodzie.

- Studenci kierunku analityka medyczna mają obowiązkowe praktyki w trakcie studiów. Po zapoznaniu się z tym, jak wygląda praca, stwierdzają, że szkoda im życia, żeby pracować w nocy, w święta za te pieniądze. Część nie chce wchodzić do zawodu z takimi zarobkami - podsumowuje Matylda Kłudkowska.

Ratownicy wciąż poza domem
Dwa lata temu było głośno o reportażu Pawła Kapusty, w którym pisał o Danielu, ratowniku medycznym, który zarabia na kontrakcie 14 zł netto za godzinę swojej ciężkiej pracy, a po niej pracuje jeszcze w kawiarni, żeby związać koniec z końcem. ''Robiąc kawę, jedyne ryzyko, jakie podejmuje to popsucie wzoru serduszka na spienionym mleku. W karetce błędna decyzja może zabić pacjenta'' - ten przykład bardzo przemawiał do wyobraźni, mówiono o nim w mediach, czytelnicy niedowierzali.

Jakub Nelle, ratownik medyczny, moderator społeczności ''Ratownictwo medyczne - łączy nas wspólna pasja'' na Fb przyznaje, że nie zna ratownika medycznego, pracującego na co dzień w Państwowym Systemie Ratownictwa, który by nie dorabiał do pensji.

- To konieczność, bo pensja minimalna zasadnicza nie wystarcza do normalnego egzystowania. Praca kadr medycznych z wyższym wykształceniem wyceniana jest na poziomie 2300-2500 zł netto. Bardzo dużo ratowników medycznych dorabia w sektorze ochrony zdrowia, co wiąże się w wyrabianiem większej liczby godzin i idącym za tym obciążeniem, albo szuka dodatkowej pracy poza ratownictwem, w zupełnie innej branży - opowiada Rynkowi Zdrowia Jakub Nelle.

Wskazuje, że są miejsca w Polsce, gdzie ratownik medyczny na kontrakcie pracuje za 20 zł brutto za godzinę. Żeby wypracować samą kwotę ZUS, podatki, księgową i inne koszty stałe - czyli 2 tys. zł - musi pracować sto godzin.

- W chwili obecnej Ministerstwo Zdrowia gwarantuje nam dodatki w wysokości 1200 zł brutto do etatu, co daje na etacie ok. 690 zł. Więc etat plus dodatek to daje 3000-3200 zł netto za ratowanie życia. Jest wiele miejsc w Polsce, gdzie śmiało ratownik medyczny bez tej odpowiedzialności i stresu mógłby zarobić tę kwotę. Dlatego bardzo dużo dobrych ratowników ucieka z profesji, np. do firm farmaceutycznych. Tam czeka praca za 5000 zł netto i benefity, o których w publicznej ochronie zdrowia nie ma co marzyć - podsumowuje.

Pielęgniarki już mają lepiej - to zbyt proste…
Decydenci zapewniają, że dzisiaj pielęgniarki zarabiają już ''całkiem przyzwoite pieniądze'', a w czasie rządów PiS ich wynagrodzenia zwiększyły się o 1600 zł. Mariusz Mielcarek, pielęgniarz, redaktor naczelny branżowego portalu dla pielęgniarek i położnych uważa, że odpowiedź na pytanie, czy pielęgniarki muszą dorabiać do pensji i pracować w kilku miejscach, nie jest prosta.

- Generalnie wynagrodzenia pielęgniarek wzrosły, ale mówimy o bardzo szerokiej grupie zawodowej, której sytuacja jest zróżnicowana w zależności od tego, w jakiej placówce pracują. Ale także od tego, w jakiej części Polski mieszkają - mówi Mariusz Mielcarek.

Jego zdaniem inaczej wygląda sytuacja pielęgniarki pracującej w dużym specjalistycznym szpitalu, inaczej tej, która pracuje w szpitalu powiatowym, a jeszcze inaczej tej zatrudnionej w DPS czy punkcie pobrań krwi.

- Wiąże się to z tym, w jakich godzinach pracuje, jakie ma możliwości, by pracować jeszcze w innym miejscu. Liczy się czas, ale i miejsce, w którym żyje. W dużym mieście możliwości dorobienia do pensji będzie więcej - wylicza pielęgniarz.

Twierdzi, że pielęgniarki nie muszą już koniecznie dorabiać do pensji, ale…

- Tu wiele zależy od sytuacji rodzinnej. Chcemy lepszego, a raczej normalnego życia - dojeżdżać do pracy autem a nie autobusem, mieć swoje mieszkanie, jechać na wakacje, kształcić dzieci... Na to wszystko nie wystarcza z pensji, to już wymaga pozyskiwania pieniędzy z dodatkowej pracy. Obserwuję, że ogłoszenia o pracy dodatkowej dla pielęgniarek cieszą się największym zainteresowaniem - dodaje Mielcarek.

Podkreśla przy tym, że sumy, które zarabiają obecnie pielęgniarki są faktycznie większe niż w latach ubiegłych, ale gdyby przeliczyć je na godziny pracy oraz na to, że jest to praca zmianowa, wykonywana w nocy, w weekendy i święta, to nadal nie są satysfakcjonujące.

Na prowadzonym przez niego portalu branżowym pielęgniarki i położne odpowiadały na pytanie, na ilu etatach pracują. Przeważały odpowiedzi: ''Jeden i w zależności od miesiąca od 3 do 6 dyżurów dodatkowo na zlecenie’’, ''Etat szpital plus dyżury medyczne i opieka długoterminowa’’, ''Od 16 lat na dwóch etatach, bywały miesiące że na trzech’’, ''Szpital etat i umowa zlecenie prywatna przychodnia'', ''Jeden etat i 48h lub 60h w drugim’’, ale też ''Na jednym. Pracowałam na 1,5 i nigdy więcej. Trzeba mieć czas na życie''.

 

 

 

Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum