Finansowanie ochrony zdrowia. O czym warto pamiętać, myśląc o nadchodzącym roku

Autor: PW/Rynek Zdrowia • • 26 października 2020 06:00

Zapisem "ustawy 6 proc." kupujemy trochę czasu, ale niewiele. Wzrosty dopływu publicznych pieniędzy na ochronę zdrowia mogą już nie następować w takim tempie jak dotychczas. Jak pandemia koronawirusa może wpłynąć na finansowanie świadczeń?

Finansowanie ochrony zdrowia. O czym warto pamiętać, myśląc o nadchodzącym roku
Fot. Andrzej Wawok/PTWP

Tzw. ustawa 6 proc. zawiera zapis, który procent produktu krajowego brutto (PKB) przeznaczanego na zdrowie w danym roku określa w oparciu o wielkość PKB sprzed dwóch lat. Czy ten zapis, wcześniej mocno krytykowany, teraz ułatwi uzupełnienie finansów ochrony zdrowia z budżetu państwa w 2021 roku i następnych w przypadku mniejszego spływu składek do NFZ wywołanego spowolnieniem gospodarczym? M.in. na takie pytanie próbowali odpowiedzieć eksperci podczas Internetowego XVI Forum Rynku Zdrowia (19-21 października).

Jak zaznaczył dr hab. Christoph Sowada, prof. UJ, dyrektor Instytutu Zdrowia Publicznego Uniwersytetu Jagiellońskiego Collegium Medicum w Krakowie, zgodnie prognozą NBP odnotujemy w 2020 r. spadek PKB o 3,6 proc. W przyszłym roku nastąpić ma wzrost o 3,7, czyli mniej więcej kompensujący spadek z tego roku, a później - w 2022 roku - wzrost o 3,1 procenta. Trzeba założyć, że to optymistyczne dane, gdyż prognoza powstała w lipcu i nie bierze pod uwagę możliwych gorszych niż zakładano wyników gospodarczych spowodowanych silną jesienną falą pandemii.

Ile na zdrowie za rok, dwa lata...
- Produkt krajowy brutto nominalny w 2018 r. wynosił 2 biliony 116 mld zł, zatem wydatki publiczne tegoroczne na ochronę zdrowia - przyjmując zakładane ustawowo 5,03 proc. PKB na zdrowie w 2020 r. - to ok. 106 mld zł. Wiemy, że można spodziewać się więcej, ale musiałem się oprzeć na oficjalnych danych - mówił prof. Sowada.

Dodał: - W 2021 r. dzięki wynikającemu z ustawy wzrostowi udziału PKB na zdrowie, który ma nadal następować do 2024 roku - a również dlatego, że będziemy się odnosić do PKB z 2019, który był wysoki - normatywne wydatki na ochronę zdrowia powinny wzrosnąć do prawie 120 mld zł. Zatem przyjmowanie do wyliczeń PKB sprzed dwóch lat nieco łagodzi nam wpływ kryzysu ekonomicznego, gdyż pozwala nam na przeczekanie gorszej koniunktury.

Jednak ten instrument działa też w drugą stronę, kontynuował prof. Sowada: - W roku 2022 sięgniemy do PKB z 2020, czyli obecnego, mocno kryzysowego roku. Na szczęście nie spowoduje to absolutnego spadku wydatków publicznych na ochronę zdrowia. Według moich wyliczeń one powinny wtedy wynosić ok. 121 mld zł, ale będziemy mieli na zdrowie tylko o 1 mld zł więcej w 2022 roku niż w 2021 r., gdyż udział wydatków publicznych w 2022 r. ma wzrosnąć do 5,55 proc. PKB, z 5,3 proc. w roku 2021.

Jak zwrócił uwagę prof. Sowada, zapisem ustawy 6 proc. „kupujemy trochę czasu, ale niewiele”. Wzrosty dopływu publicznych pieniędzy na ochronę zdrowia mogą już nie następować w takim tempie jak dotychczas.

Poseł Andrzej Sośnierz, zasiadający w Sejmowej Komisji Zdrowia, mówiąc o wpływie pandemii koronawirusa na możliwość finansowania innych świadczeń zdrowotnych powiedział, że jego zdaniem walka z Covid-19 powinna być opłacana przez budżet państwa, natomiast wszystkie inne świadczenia zdrowotne - z budżetu NFZ.

Potrzebna dotacja do budżetu NFZ na walkę z pandemią
- Jestem z przekonania zwolennikiem rynku, ingerencja państwa to dla mnie ostateczność, jednak dotacje państwa na walkę z pandemią są taką właśnie wyjątkową sytuacją. W normalnych czasach dotacje nie są potrzebne, ale teraz tak. Nie rozumiem, dlaczego się ich nie uruchamia - powiedział Sośnierz, dodając, że już wydajemy przecież setki miliardów złotych na różne tarcze.

Jego zdaniem w trwających dyskusjach o finansowaniu ochrony zdrowia pomija się np. zupełnie nowy wydatek, jakim są testy na koronawirusa. - Ich obecna jednostkowa cena to 280 zł. Dążymy do tego, żeby testowanie miało szeroki zasięg. Testy nie mogą jednak obciążać budżetu NFZ, one muszą być opłacane z budżetu państwa - przekonywał. Przypomniał, że jednocześnie są zapowiedzi zwiększenia stawek dla lekarzy i szpitali, co dodatkowo obciąży Fundusz.

Krzysztof Zaczek, wiceprezes zarządu Związku Szpitali Powiatowych Województwa Śląskiego, prezes zarządu Szpitala Murcki Sp. z o.o. w Katowicach, podkreślał, że pandemia drastycznie wpływa na sposób funkcjonowania szpitali, które są na etapie uruchamiania nowych łóżek covidowych, oddziałów zakaźnych, co wpływa na realizację ich umów z NFZ.

- Mamy zakończenie okresu sieciowego i nie wiemy co będzie w przyszłym roku. To czego nam najbardziej brakuje, to pewnej stabilności i wiedzy. W momencie, kiedy wprowadzano model finansowania w oparciu o sieć szpitali mówiło się o tym, że jego główną zaletą ma być stabilność. Szpitale miały wiedzieć - nie na rok, ale na 4 lata - jak będzie wyglądać ich sytuacja, a my dalej tego nie wiemy. Nie wiemy na przykład czy się nam obniży wartość ryczałtu czy nie - powiedział prezes Zaczek.

Dodał też, że wpływ na sytuację szpitali mają m.in. rosnące koszty, co też trzeba brać pod uwagę proponując im nowe rozwiązania finansowe w nadchodzącym roku. - Wycena świadczeń nie jest aktualizowana wraz z inflacją, wzrostem kosztów. To jest element dla nas bardzo niepokojący, który naraża nas na wpadanie w spiralę zadłużenia - podkreślał.

Leki dostępne, ale już coraz rzadziej polskie
Finansowanie ochrony zdrowia - o czym mówił podczas dyskusji Grzegorz Rychwalski, wiceprezes zarządu Polskiego Związku Pracodawców Przemysłu Farmaceutycznego - to także refundacja leków. W Polsce publiczne wydatki na leki - 0,5 proc. PKB - należą do najniższych w Europie. Dla porównania, na Węgrzech jest to ok. 1,2 proc, w Niemczech 1,7 proc.

- Z planów NFZ na 2021 rok w zakresie katalogu chemioterapii, programów lekowych i refundacji aptecznej wynika, że pieniędzy będzie mniej o ponad 1 mld zł na te 3 katalogi dostępu do leków - mówił prezes Rychwalski, tłumacząc, że taka sytuacja wynika z polityki Ministerstwa Zdrowia, które negocjuje z producentami coraz niższe ceny leków.

Jak dodał, ustawa refundacyjna zakłada górny limit wydatków na leki na 17 proc. wydatków z budżetu na świadczenia, tymczasem na 2021 rok przewiduje się, że ta kwota osiągnie 14 proc. - Zatem widzimy, że jest miejsce na zwiększenie tych wydatków o 3 proc., żeby zwiększyć dostępność leków dla pacjentów - mówił prezes PZPPF. Przypomniał jednocześnie, że dostępność do leków produkowanych w kraju jest miarą bezpieczeństwa lekowego Polski. Niestety, w ostatnich latach już tylko co trzeci lek, a nie jak wcześniej co drugi, kupowany w aptece jest produkcji polskiej.

Podczas dyskusji powrócił też coraz częściej podejmowany wątek zadłużenia szpitali, które już sięga prawie 15 mld zł. Jak powiedział Marcin Michalski, dyrektor Departamentu Klientów Strategicznych Banku Gospodarstwa Krajowego, żadna ze stukilkudziesięciu placówek, które BGK finansuje nie miała dotąd opóźnienia w spłacie kredytów. Jak natomiast podał, kilkanaście procent szpitali wystąpiło o zawieszenie rat „zgodnie z rozwiązaniami, które były na rynku”.

Dodał, że BGK nie zauważył dotąd, by szpitale wstrzymały rozpoczęte działania inwestycyjne. Przyznał, jednak że w wielu jednostkach prawdopodobnie nie będą realizowane te działania, które dotyczyły ograniczania kosztów materiałów i leków, co jest spowodowane wzrostem cen.

- Realizacja programów restrukturyzacyjnych w niektórych jednostkach mogła zostać spowolniona, czasowo nieco wstrzymana. Jednak ze względu na to, że te programy są wieloletnie, trudno już teraz stwierdzić jaki wpływ sytuacja związana z epidemią będzie miała na te realizacje - ocenił. Zaznaczył, że więcej będzie na ten temat można powiedzieć oceniając dane za cały 2020 rok.

Czy oddłużać szpitale?
Poseł Sośnierz, pytany czy należy rozważać kolejne oddłużenie, odpowiedział, że wielokrotnie „przeżywaliśmy incydenty oddłużenia, które niczego nie przynosiły”.

Nawiązał do podnoszonej wcześniej w dyskusji kwestii wycen procedur, jako jednego z zasadniczych powodów, dla którego szpitale popadają w zadłużenie przy rosnących kosztach pracy, mediów i leków.

- Agencja wylicza te ceny z opóźnieniem spowodowanym czasem potrzebnym na zbieranie danych, konsultowanie. Powstaje cena na podstawie danych sprzed dwóch, a czasem i trzech lat. W związku z tym już na starcie jest nieaktualna. Jeżeli nie uregulujemy kwestii wycen, to mamy receptę na stałe zadłużanie się szpitali - podkreślił.

Zdaniem posła Sośnierza powinien istnieć automatyczny algorytm, który zmienia wycenę procedury w przypadku zmiany cen jej składowych. - Taryfy ustalone przez AOTMiT powinny być nie tylko wyliczone jednorazowo, ale powinien powstać w wzór, w którym krocząco, w miarę zmian cen poszczególnych składników, pojawia się wzrost ceny w taryfie. Przypiszmy w takim wzorze pewną wagę czynnikom, które mają istotny wpływ na wycenę świadczenia medycznego, w tym wydatki płacowe - proponował.

Prof. Krzysztof Sowada zgodził się, że periodyczne, bezwarunkowe oddłużanie szpitali jest najgorszym z możliwych rozwiązań. - Prowadzi do tego, że społeczeństwo, tylko z pewnym opóźnieniem i tak te długi płaci, a nawet jeszcze więcej, bo musi płacić za odsetki od tych długów.

Krzysztof Zaczek wskazał, że ustabilizowanie sytuacji finansowej szpitali w nadchodzącym roku nie będzie możliwe, jeśli znowu zabraknie jasnych, trwałych zasad.

Potrzebne jasne reguły finansowania
- Kiedy prowadziłem procesy restrukturyzacyjne w placówkach ochrony zdrowia, tak się za każdym razem składało, że kończąc jakiś etap procesu restrukturyzacyjnego, widząc pewne pozytywne efekty tego działania, nagle obrywaliśmy w głowę. To były sytuacje typu „ustawa 203”, artykuł 59a ustawy dotyczący wynagrodzeń dla określonych grup personelu, to były teraz ustawy dotyczące minimalnych wynagrodzeń pracowników podmiotów leczniczych. Wprowadzanie tych zmian wywoływało efekt lawiny, która zmiatała wszystkie osiągnięcia, jakie cały personel medyczny placówki wypracował - mówił prezes Zaczek.

Jednocześnie nawiązał do podobnych obaw dotyczących zapowiadanych zmian w sieci podstawowego zabezpieczenia, które na razie są tylko sygnalizowane. Miałyby się one opierać m.in. na wskaźnikowej ocenie pracy podmiotów leczniczych. Jak podkreślił, nie wiemy jeszcze w oparciu o jakie wskaźniki szpitale będą rozliczane. - Gdyby brać pod uwagę obłożenie łóżek, inaczej ten wskaźnik powinien być skonstruowany dla oddziału pediatrycznego, inaczej na onkologii czy w SOR - rozważał.

Prezes Zaczek zwrócił też uwagę, że gdyby za taki wskaźnik przyjąć jakość leczenia, to wchodzimy w obszar jeszcze bardziej skomplikowany, bo pojawia się pytania jak ta jakość miałby być mierzona. - Są pacjenci, którzy ze względu na przebieg choroby i sposób leczenia muszą być hospitalizowani na przykład w cyklach 10-dniowych, co wcale nie oznacza, że byli źle leczeni wcześniej.

- To wielkie wyzwanie, aby stworzyć taki system oceny i rozliczania. Obawiam się, że projekt rozporządzenia opisującego te zamiany dostaniemy na kilka dni do zaopiniowania i w tak krótkim czasie nie zdążymy się do nich merytorycznie odnieść - podsumował.

Dowiedz się więcej na temat:
Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum