Ewa Borek: pacjent to kiepski kontroler, lepiej by był partnerem

Autor: Ewa Borek/Rynek Zdrowia • • 20 lipca 2018 15:14

Nie wiem, ile kosztował system ZIP, ale jeśli miał być narzędziem kontroli nad uczciwością realizowanych świadczeń, to inwestycja w niego nigdy się nie zwróci - Ewa Borek, prezes Fundacji MY Pacjenci, komentuje najnowsze sprawozdanie NFZ na temat nieprawidłowości zgłoszonych za pośrednictwem Zintegrowanego Informatora Pacjenta.

Ewa Borek, prezes Fundacji MY Pacjenci: - Może z czasem doczekamy się, że ZIP będzie miał te funkcjonalności, które powinien mieć od początku. Fot. PTWP

Przypomina, że pacjenci zgłosili tylko 300 przypadków nieprawidłowości, przy czym jedynie połowę z nich uznano za zasadne. Odzyskano 3400 zł nienależnie wpłaconych środków, nałożono 1000 zł kary i skierowano jedną sprawę do prokuratury.

Czytaj: NFZ o nieprawidłowościach zgłaszanych przez pacjentów na podstawie ZIP

Wobec skali ponad 300 mln świadczeń realizowanych przez NFZ za ponad 80 mld zł rocznie, to wyniki wskazujące, że mamy bardzo uczciwych świadczeniodawców i niemal absolutnie szczelny system -  pisze Ewa Borek.

Jej zdaniem ZIP jako narzędzie kontroli pacjentów nad systemem nie wypaliło. Niewielu pacjentów zarejestrowało się w ZIP, żeby obejrzeć swoje dane o wydatkach NFZ na świadczenia, jeszcze mniej wchodzi tam regularnie, niewielu zgłasza nieprawidłowości.

Pacjent na tropie
- Zawsze zastanawiało mnie dlaczego płatnik tak bardzo interesował się wynikami pacjenckiego nadzoru nad systemem czy tropieniem niewłaściwie rozlicznych świadczeń, a nigdy nie analizował posiadanych danych o błędach medycznych czy powikłaniach leczenia.

Nie mogłam zrozumieć, dlaczego od zakażeń szpitalnych, powtórnych operacji, powtórnych hospitalizacji, krwotoków czy zgonów ważniejsze są analizy poprawności rozliczania świadczeń, aktualne dane o potencjale wykonawczym, kontrole ordynacji lekarskiej czy tropienie koincydencji świadczeń - pisze dalej Ewa Borek.

Zauważa jednak, że w systemie ZIP dostrzeżono wreszcie jego ukryty potencjał filaru e-zdrowia i zaplanowano oparcie na nim koncepcji Internetowego Konta Pacjenta.

- Może z czasem doczekamy się, że ZIP będzie miał te funkcjonalności, które powinien mieć od początku. Czyli stanie się nośnikiem informacji o zdrowiu pacjenta i będzie mógł być wykorzystywany przez świadczeniodawców dla ratowania życia czy zdrowia.

Martwi natomiast utrwalone przywiązanie organizatorów systemu do obarczania pacjentów rolą kontrolerów świadczeń NFZ. Pomysł ten powrócił ostatnio pod postacią Karty Ubezpieczenia Zdrowotnego (KUZ), która miałaby być potwierdzeniem, że pacjent stawił się w placówce i uzyskał świadczenie - dodaje Ewa Borek.

Systemy oparte na zaufaniu są tańsze
W dobie nadchodzących e-dowodów osobistych i świadczeń odbywających się niekoniecznie w placówkach ochrony zdrowia stawianie na KUZ nie jest perspektywicznym kierunkiem - pisze Borek.

Wyjaśnia, że ma na myśli health anywhere, czyli udzielanie świadczeń zdrowotnych w miejscu i czasie określonym przez pacjenta. To porady telemedyczne czy telefoniczne lub udzielone na czacie, to również mobilne centra diagnostyczne lub lecznicze, to w końcu homespital, czyli opieka specjalistyczna w domu pacjenta.

Po co potwierdzać fizyczną realizację świadczeń, gdy te migrują do strefy wirtualnej? - stawia pytanie.

- Szkodliwa jest sama koncepcja „ubierania” pacjenta w odpowiedzialność i uniform systemowego kontrolera zaopatrzonego w kartę do potwierdzania wykonania świadczeń. Oznacza ona, że utrwalamy i tak już poważny problem braku zaufania pacjentów do lekarzy.

Ten brak zaufania osiągnął poziom krytyczny i poważnie ogranicza dobrą współpracę i skuteczność leczenia. Polska jest krajem zamykającym ranking zaufania do lekarzy (43% respondentów darzą zaufaniem lekarzy w Polsce, podczas gdy średnia w krajach UE jest powyżej 75% - NEJM 2014). Administracja publiczna powinna więc świadomie unikać zmian, które pogłębiają kryzys zaufania i przyczyniać się raczej do jego odbudowy - podsumowuje.

Nie brnijmy więc w kolejne tego typu rozwiązana - apeluje. Zdaniem prezes Fundacji MY Pacjenci należałoby raczej pomyśleć, jak budować system oparty na zaufaniu, dobrej współpracy i partnerstwie w leczeniu.

- Pacjent powinien być partnerem, a nie kontrolerem. Dajmy lekarzom swobodę podejmowania decyzji, rozluźnijmy gorset ograniczeń, pomóżmy w budowaniu partnerstwa na rzecz dobrych wyników leczenia. Systemy oparte na współpracy i zaufaniu są tańsze. To właśnie zaufanie jest w naszym systemie tym ostatnim obszarem, który może jeszcze wygenerować jakieś oszczędności - przekonuje Ewa Borek.

 

Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum