Emeryci łatają dziury kadrowe

Autor: Sabina Augustynowicz/Rynek Zdrowia • • 29 maja 2009 06:21

Braki kadrowe w niektórych dziedzinach medycyny odczuwają wszystkie województwa. Na Mazowszu jest za mało pediatrów i neonatologów, ortodontów i geriatrów. - Tylko w stolicy brakuje 50 pediatrów - alarmuje prof. Andrzej Radzikowski, wojewódzki konsultant w dziedzinie pediatrii i przyznaje, że średnia wieku dziecięcych lekarzy rośnie w zastraszającym tempie.

Z danych gromadzonych przez Śląskie Centrum Zdrowia Publicznego wynika, że nadal ubywa anestezjologów (w 2002 roku

Niektóre placówki musiały poprosić o pomoc emerytowanych lekarzy. Czas więc chyba na rewizję polityki edukacyjnej. Zwłaszcza, że podwyżki dla rezydentów okazują się chyba się niewystarczającym argumentem dla potencjalnych specjalistów, za to w niektórych regionach zdążyły już poróżnić środowisko medyczne.

W województwie podlaskim dramatycznie zaczyna brakować lekarzy rodzinnych. Podobnie zresztą dzieje się w całym kraju. Ci, którzy praktykują, zbliżają się do wieku emerytalnego. W małych miejscowościach na Podlasiu nie ma już komu leczyć!. W jednym z ZOZ-ów po śmierci lekarza od trzech lat próbują znaleźć kogoś na jego miejsce. Z 700 lekarzy rodzinnych w województwie, aż 60 proc. w ciągu najbliższych lat osiągnie wiek emerytalny.

Lubelskie Centrum Zdrowia Publicznego (LCZD) wyliczyło, że w placówkach ochrony zdrowia na Lubelszczyźnie brakuje trzystu lekarzy i około stu siedemdziesięciu pielęgniarek. Jak podaje Jolanta Herda, zastępca dyrektora LCZP, w ciągu ostatnich sześciu lat ubyło trzystu specjalistów.

Z danych gromadzonych przez Śląskie Centrum Zdrowia Publicznego wynika, że nadal ubywa anestezjologów (w 2002 r. – 587, dziś – 478), specjalistów chorób zakaźnych (w 2002 r. – 77, dziś – 52), chirurgów (w 2002 roku – 1565, dziś – 1093), ale także ginekologów, urologów i dermatologów. Śląsk cierpi również na brak specjalistów chorób dziecięcych. Trudna sytuacja dotyczy również tzw. nadspecjalizacji. Jak twierdzi doc. Małgorzata Janas-Kozik, konsultant wojewódzki w dziedzinie psychiatrii dzieci i młodzieży, na cały Śląsk przypada np. zaledwie trzynastu psychiatrów dzieci i młodzieży, z tego trzech jest w wieku emerytalnym.

Dlaczego nie chcą takich specjalizacji?
W opinii prof. Antoniego Dyducha, kierownika Katedry i Kliniki Pediatrii, Nefrologii i Endokrynologii Dziecięcej Śląskiego Uniwersytetu Medycznego oraz konsultanta wojewódzkiego w dziedzinie pediatrii, od lat spada liczba chętnych do robienia tej specjalizacji. Młodych odstraszają m.in. złe warunki pracy w dziecięcych szpitalach i zbyt niskie pensje. Podobnie jest z neonatologami zajmującymi się noworodkami i wcześniakami. Doc. Małgorzata Janas-Kozik problemy z brakiem powszechnego dostępu do specjalistów wiąże natomiast z dużym stopniem prywatyzacji usług. Młodzi lekarze przy wyborze specjalizacji często kierują się tym, czy będą mogli otworzyć własną praktykę.

Piotr Kuna, dyrektor Szpitala im. Barlickiego w Łodzi, przyznaje, że spośród 12 szpitalnych neurologów w przyszpitalnej przychodni chce pracować tylko dwóch. Za pacjenta, którego wizyta trwa od pół godziny do godziny w szpitalu otrzyma 15-20 zł netto, w prywatnej przychodni nawet 70 zł.

Ameryka znalazła proste rozwiązanie
Kierujący placówkami szukają własnych sposobów na rozwiązanie problemów kadrowych. Kilka miesięcy temu Szpital Powiatowy w Rawiczu wyznaczył nagrodę finansową dla tego, kto przyprowadzi... specjalistę, który podejmie w szpitalu pracę na stałe. Inne placówki, np. Klinika Pediatrii ŚUM – jak przyznaje prof. Dyduch – ściągają lekarzy na dyżury poprzez firmy.

Dziecięcy Szpital Rehabilitacyjny w Ameryce zdecydował się natomiast na kształcenie lekarzy z własnych środków. Niestety, większości placówek na to nie stać na tak niezależne rozwiązanie.

To wszystko jednak są działania doraźne i nie rozwiążą narastającego problemu. Generalnie bowiem specjalistów brakuje, co potwierdza, m.in. Wojewódzki Urząd Pracy w Lublinie. Urszula Żolińska z tegoż urzędu mówi, że bezrobocie w zawodach medycznych jest niewielkie, a ofert pracy dla specjalistów dużo.

– W drugim półroczu 2008 roku zarejestrowało się jako osoby bezrobotne 97 lekarzy, a na koniec roku w rejestrach bezrobotnych figurowało już tylko 29 osób... - dodaje Urszula Żolińska.

Trzeba będzie teraz jeszcze raz pomyśleć...
Wiele wskazuje, że jest już czas na rewizję polityki edukacyjnej. Zwłaszcza, że podwyżki dla rezydentów okazały się niewystarczającym argumentem dla przyszłych specjalistów, a czasami wręcz poróżniały środowisko, jak chociażby w Toruniu, gdzie strajkujący specjaliści domagali się wyrównania płac z młodymi lekarzami, czy w Białymstoku, gdzie lekarze złożyli wnioski o podwyżkę, która wyrównałaby różnicę w zasadniczych poborach.

Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum