WOK/Rynek Zdrowia | 05-12-2017 14:43

Elżbieta Makulska-Gertruda: nasz szpital rodzi się na nowo

- Chcemy położyć kres cięciu kosztów osobowych. Tracąc lekarzy, nasz szpital tracił zarazem prestiż i pacjentów. Uważamy, że dla istniejącego potencjału wiedzy oraz umiejętności można i trzeba tworzyć warunki ekonomicznie opłacalnego działania komercyjnego - mówi Elżbieta Makulska-Gertruda, prezes Szpitala Czerniakowskiego Sp. z o.o.

Elżbieta Makulska-Gertruda, prezes Szpitala Czerniakowskiego Sp. z o.o.

Rynek Zdrowia: - Jakie były główne powody podjęcia decyzji o przekształceniu formy prawnej Szpitala Czerniakowskiego z SPZOZ w spółkę?
Elżbieta Makulska-Gertruda: - Mówiąc najprościej, głównym powodem było stworzenie formalno-prawnych warunków do wybrnięcia z finansowej zapaści. Zanim - w styczniu tego roku - podjęłam decyzję o objęciu stanowiska dyrektora szpitala, przyjrzałam się dokładnie jego sytuacji finansowej. W ostatnich kilkunastu latach była ona bardzo zła. Szpital praktycznie zbankrutował. Zadłużenie przekraczało dwukrotnie wartość rocznego kontraktu. Konta były blokowane przez komorników i podmioty finansowe skupujące wierzytelności szpitali.

W tych okolicznościach decyzja o przekształceniu w spółkę była jedynym możliwym rozwiązaniem. Ten status szpital uzyskał 17 maja 2017 roku. Dość późno, biorąc pod uwagę fakt, że ma on wieloprofilowy zakres świadczeń, świetny zespół i obsługuje ok. 200 tysięcy mieszkańców Warszawy.

Te argumenty przekonały radnych miasta stołecznego Warszawa. Decyzja zapadła. Było to naprawdę jedyne wyjście i ostatni dzwonek. Przychody z działalności operacyjnej (w formule SPZOZ-u) nie pozwalały na pokrycie narastającego w poprzednich latach zadłużenia.

- Urosło do naprawdę dużych rozmiarów - w czwartym kwartale 2016 zobowiązania ogółem szpitala sięgały 94,5 mln zł, w tym wymagalne aż 48,1 mln zł...
- Skala tego długu stanowiła ogromne wyzwanie. Podjęłam się przekształcić szpital w spółkę i zainicjować proces oddłużania, czyli przygotować program naprawczy. Tak rozumiałam swoją rolę. Jednak zostałam. Przede wszystkim, dlatego, że z czasem świetnie zaczęliśmy się rozumieć się z załogą. Bardzo duże znaczenie miał fakt przejęcia 66 proc. zobowiązań przez miasto. Zdaję sobie sprawę jak dalece przerzucenie tych zobowiązań de facto na podatników jest dla nas i dla mnie osobiście zobowiązujące. Dług finansowy stał się długiem moralnym.

Po utworzeniu spółki szpital szybko został dokapitalizowany do kwoty zobowiązań natychmiast wymagalnych. Ale to nie wszystkie zobowiązania. Część objęta jest jeszcze postępowaniami sądowymi, które pociągają za sobą koszty. Tam, gdzie tylko napotykamy na chęć negocjacji staramy się znaleźć polubowne rozwiązania. W odniesieniu do wielu wierzycieli się to udaje - zgadzają się na wycofanie spraw z sądu.

- Jakie są planowane kolejne działania - z jednej strony zmierzające do optymalizacji kosztów, z drugiej strony - do zwiększania przychodów?
- Mocną stroną naszego szpitala jest współpraca z Warszawskim Uniwersytetem Medycznym, który prowadzi w szpitalu trzy kliniki. Będziemy tę współpracę rozwijać przede wszystkim w interesie pacjentów, bowiem formuła szpitala klinicznego przekłada się bezpośrednio na stosowanie wysokich standardów leczenia.

Zmieniamy również zasadniczo filozofię wychodzenia z impasu: pod hasłem „mniej restrykcji - więcej kreatywności”. W tym sensie nasz szpital rodzi się na nowo. Wcześniejsze działania naprawcze, kiedy funkcjonował on jeszcze jako SPZOZ, sprowadzały się głównie do zwolnień i ograniczania zakresu świadczeń. Utracona zastała m.in. część kontraktu na laryngologię i całą chirurgię naczyniową. Uznaliśmy, że nie tędy droga.

Wspólnie z rektorem WUM, zdecydowaliśmy zagospodarować każdy skrawek wolnej powierzchni. Planujemy uruchomienie dwóch dodatkowych klinik WUM. Oczywiście to trudne przedsięwzięcie, ale oprócz oczywistych korzyści dla naszych pacjentów, ma na celu zwiększyć znacząco przychody szpitala.

Chcemy położyć kres cięciu kosztów osobowych. Tracąc lekarzy, szpital tracił zarazem prestiż i pacjentów. Uważamy, że dla istniejącego potencjału wiedzy oraz umiejętności można i trzeba tworzyć warunki ekonomicznie opłacalnego działania komercyjnego. Na razie w obszarze diagnostyki, przy wykorzystaniu istniejącego zaplecza.

- Zarządzając szpitalem nie da się jednak uniknąć podejmowania decyzji w zakresie racjonalizacji kosztów, sięgania po różnego rodzaju narzędzia finansowe czy np. outsourcing.
- Zdecydowaliśmy się na outsourcing związany z informatyzacją. Nie mieliśmy innego wyjścia, gdyż nie jesteśmy w stanie zaoferować etatowym informatykom satysfakcjonujących ich wynagrodzeń. Środki finansowe niezbędne na zmodernizowanie aparatury medycznej i systemów informatycznych w naszym szpitalu szacujemy na 11 mln zł. Aby sprostać temu wyzwaniu, składamy m.in. wnioski o unijne dofinansowanie.

Outsourcingiem obejmiemy wkrótce także w całość usług sprzątania i zachowania czystości. Wcześniej mieliśmy spore problemy z obsadą personalną w dziale higieny; pracownicy często odchodzili, m.in. do prac sezonowych w rolnictwie. Trwa przygotowywanie dokumentacji. Robimy to bardzo starannie i rzetelnie, biorąc od uwagę nie tylko opłacalność kosztową, ale też jakość. To kwestia zachowania reżimu epidemiologicznego redukującego ryzyko zakażeń szpitalnych.

Natomiast już od dłuższego czasu w formule outsourcingu mamy wyżywienie pacjentów. To rozwiązanie sprawdza się bardzo dobrze. W części medycznej outsourcing obejmuje diagnostykę laboratoryjną. To również dla nas optymalne rozwiązanie. Oczywiście wszystkie sfery dotyczące współpracy z podmiotami zewnętrznymi są przez nas ściśle nadzorowane i kontrolowane.

- Czy można już dziś powiedzieć o planach rozwoju szpitala?
- Nie jesteśmy dużą placówką. W perspektywie mamy jednak rozbudowę. Powstała już koncepcja tego przedsięwzięcia, obejmującego między innymi otwarcie nowego bloku operacyjnego oraz rozbudowanie szpitalnego oddziału ratunkowego. Nasz SOR jest już dziś zdecydowanie za mały w stosunku do potrzeb.

W nowym pawilonie będzie także centralna sterylizatornia oraz oddział anestezjologii i intensywnej terapii. Mając własną sterylizatornię będziemy mogli także świadczyć takie usługi dla innych szpitali. Jednak sterylizatornia jest dla nas ważna głównie dlatego, że jesteśmy przede wszystkim szpitalem zabiegowym.

- Można już dokonać pierwszej próby oceny funkcjonowania Szpitala Czerniakowskiego w tzw. sieci szpitali?
- Moja ocena tego rozwiązania, oczywiście z perspektywy naszego szpitala, jest na razie pozytywna. Na początku obawiałam się tego, że baza wyjściowa ustalania finansowego ryczałtu oparta jest na wykonaniach świadczeń w 2015 roku, kiedy nasza jednostka borykała się z wieloma problemami.

Udało nam się jednak w postępowaniach konkursowych zakontraktować świadczenia m.in. w zakresie chirurgii ogólnej i laryngologii. W sumie ryczałt i część kontraktowa przychodów gwarantuje nam poziom finansowania, umożliwiający lepsze wykorzystanie naszego potencjału niż w poprzednich latach.

Jak wiadomo, wysokość ryczałtu na razie ustalona jest na ostatni kwartał bieżącego roku, dla nas wyjątkowo ważnego, dającego nadzieję, ale zarazem trudnego. Zaledwie od kilku miesięcy funkcjonujemy w nowej formie prawnej. Dlatego tak bardzo ważne, wręcz kluczowe jest to, że w realizowaniu założonych celów mogę liczyć na wsparcie całej załogi Szpitala Czerniakowskiego.