Eksperci: za dużo wydajemy na leczenie szpitalne

Autor: Luiza Jakubiak/Rynek Zdrowia • • 30 czerwca 2010 06:30

Na leczenie szpitalne NFZ wydaje ok. 47 proc. budżetu. To bardzo dużo, jeśli porównamy te wydatki procentowo z innymi krajami europejskimi. - W czasie kontraktowania nie ma racjonalnej debaty na temat organizacji finansowania lecznictwa - mówi Maciej Dworski, wiceprezes NFZ.

Są oczywiście państwa, których ze względu na specyfikę usługi szpitalne są szeroko dostępne, np. w Szwajcarii. Jednak w większości państw, gdzie jest inny system organizowania tych świadczeń, procentowe wydatki na szpitalnictwo są znacznie niższe. Według NFZ proporcjonalnie za dużo wydajemy na leczenie szpitalne.

– Wyższe wydatki nie przekładają się na większą efektywność. Taka alokacja zasobów nie jest wynikiem racjonalnych decyzji, ale odbywa się pod presją i lobbingiem samych szpitali – twierdzi Maciej Dworski, wiceprezes Narodowego Funduszu Zdrowia. – Zawsze pod koniec roku, sytuacja powtarza się.

Jego zdaniem, w czasie kontraktowania nie ma racjonalnej debaty na temat organizacji finansowania lecznictwa. Jest za to lobbing szpitali, które wieszczą kryzys polskiego szpitalnictwa i katastrofę zdrowotną Polaków. Każdy stara się wyrwać dla siebie jak najwięcej pieniędzy.

Eksperci zauważają, że nadal o alokacji zasobów decyduje polityka, co widać choćby w obecnej kampanii prezydenckiej.

– Do debat celowo została wybrana ochrona zdrowia, bo nie ma większego braku wiedzy niż w tej dziedzinie – stwierdza prof. Jacek Ruszkowski z Akademii im. Leona Koźmińskiego.

Na brak politycznej odwagi wskazywał też prof. Witold Tłustochowicz, konsultant krajowy w dziedzinie reumatologii, mówiąc o konieczności podjęcia decyzji o zamknięciu części oddziałów reumatologicznych, zmniejszeniu liczby łóżek na tych oddziałach czy ograniczeniu wydatków na „leczenie” sanatoryjne.

RZS – choroba ambulatoryjna

Złą organizację podziału środków pokazuje przykład leczenia reumatoidalnego zapalenia stawów (RZS). Jak podał Jerzy Gryglewicz, ekspert ds. ochrony zdrowia i b. dyrektor Instytutu Reumatologii, na leczenie szpitalne RZS
• wydajemy rocznie 195 mln zł,
• na programy zdrowotne, w których mieści się podawanie drogich terapii – 110 mln zł i
• zaledwie 78 mln zł na opiekę ambulatoryjną.

– Widać niepokojąca tendencję. O ile wydatki na lecznictwo szpitalne utrzymują się na tym samym poziomie, to nakłady na ambulatoryjną opiekę specjalistyczną w ciągu ostatnich dwóch lat zmalały – zauważył dyrektor Gryglewicz, wskazując na możliwe powody takiej sytuacji. – Może jest to efektem braku reumatologów, starzeniem się tej grupy specjalistów i brakiem osób mogącym ich zastąpić lub przechodzeniem lekarzy reumatologów do POZ, gdzie jest lepszy poziom finansowania.

Najmniejszy odsetek środków z puli płatnika na podstawową opiekę zdrowotną w RZS zastanawia również prof. Tłustochowicza:

– Reumatologia jest klasyczną dziedziną ambulatoryjną. Chodzi o to, by pacjent mógł jak najszybciej rozpocząć leczenie.

Rozwiązanie problemu widzi m.in. w:
• ograniczeniu dostępu do szpitali i
• przesunięcie większych pieniędzy do AOS,
bo jego zdaniem, inwestycje na opiekę podstawową są za małe. Również sam system stawki kapitacyjnej nie sprawdza się. Lekarz nie jest zmotywowany finansowo, by zlecić pacjentowi wykonanie badań. Najchętniej odsyła go do szpitala.

– Lekarz pozbywa się problemu, a chory jest szczęśliwy, że leży w szpitalu. Polski chory lubi leczyć się w szpitalu i sanatorium. Jeśli chodzi o reumatologię, mamy chyba najwięcej oddziałów na świecie – 87. Dla porównania w Niemczech jest ich 17 (przy dwa razy większej populacji). W Polsce jest 2,5 tys. łóżek na oddziałach reumatologicznych, w Niemczech 600-700 – informuje prof. Tłustochowicz.

POZ – generator kosztów szpitalnych
Dlatego prof. Jacek Ruszkowski uważa, że rozwiązanie leży w redefinicji funkcji POZ w Polsce.

– Wbrew nadziejom POZ okazała się największym generatorem kosztów szpitalnych. Sposób finansowania POZ (system kapitacyjny) i sposób postępowania lekarzy z tego obszaru powoduje, że najlepiej się opłaca skierować pacjenta do szpitala albo ograniczyć mu dostęp do konsultacji i badań laboratoryjnych.

Zdaniem profesora Ruszkowskiego relacja szpital – POZ wymaga zmiany i budowy systemu od nowa. Wspomniał, że we wczesnych latach dziewięćdziesiątych – kiedy organizowany był system medycyny rodzinnej – lekarze byli szkoleni w Wielkiej Brytanii i Holandii, z nadzieją, że POZ przejmie bardzo drogie funkcje lecznicze, które nie potrzebnie realizowały szpitale.

– To jak widać kompletnie zawiodło.

Polska jest wyjątkowym krajem, gdzie są trzy poziomy organizacji ochrony zdrowia:
• POZ,
• specjalistka ambulatoryjna i
• szpitalnictwo.

Na świecie na ogół funkcjonuje podstawowa opieka zdrowotna i opieka specjalistyczna, ponieważ usług specjalistycznych udzielają szpitale.

– Z nimi związane jest pojęcie specjalistyki ambulatoryjnej szpitalnej. Dzięki takiej organizacji usług medycznych, pacjent leczony ambulatoryjnie, a potem hospitalizowany, jest często leczony przez tego samego lekarza. To działa też w drugą stronę: po wyjściu ze szpitala jest leczony ambulatoryjnie przez tego samego lekarza, który był odpowiedzialny za postępowanie z pacjentem w szpitalu – opisuje prof. Ruszkowski.

Alternatywa dla stawek kapitacyjnych
Przed wprowadzeniem systemu kapitacyjnego, NFZ płacił lekarzowi oddzielnie za poradę, oddzielnie za badania. Teraz lekarz wykonuje badania w ramach jednej stawki. Lekarze rodzinni uważają, że niesłusznie zarzuca im się branie pieniędzy za chorego i oszczędzanie na zlecaniu badań.

Włodzimierz Bołtruczuk – prezes Podlaskiego Związku Pracodawców Porozumienie Zielonogórskie – zauważa, że stawka kapitacyjna nie jest najlepszym rozwiązaniem i część problemów zdrowotnych można rozwiązać w inny sposób.

W 2008 roku podniesiono nakłady na opiekę POZ, przeznaczając większe pieniądze na sfinansowanie m.in. programów opieki nad pacjentami chorymi na cukrzycę i lepszą opiekę nad pacjentami chorymi na choroby układu krążenia. W efekcie wprowadzenia tego programu wycena za poradę została podniesiona trzykrotnie. Celem tego działania było wyselekcjonowanie i zdiagnozowanie przez lekarzy rodzinnych chorych na wybrane schorzenia. Lekarze rodzinni zaczęli chętniej wykonywać proste testy w kierunku wykrycia cukrzycy i nadciśnienia. Nastąpił wzrost wykrywalności choroby. Zdaniem dr Bołtruczuka, nie byłoby tego efektu, gdyby zamiast podwyższenia stawki za poradę, wrzucić te dodatkowe pieniądze na podwyższenie stawki kapitacyjnej.

Podobny alternatywny program w leczeniu RZS zapowiada prof. Tłustochowicz:

– Chcemy by chory trafiał do nas wcześnie. Zapewne od nowego roku ruszymy z programem profilaktycznym, polegającym na tym, że lekarz rodzinny będzie mógł od razu skierować chorego do ośrodka referencyjnego... Nie po to, by hospitalizować, ale zdiagnozować. Prezes NFZ obiecał na to pieniądze…

Na podstawie debaty „Wydatki, których państwo nie widzi. Ukryte koszty chorób”, zorganizowanej 25 czerwca w Warszawie, przez redakcję dziennika „Rzeczpospolita”.

Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum