Eksperci o dodatku covidowym: idea była słuszna, gorzej z wykonaniem. "Wywołał wiele konfliktów i zdestabilizował pracę"

Autor: JJ • Źródło: Rynek Zdrowia24 czerwca 2021 10:48

Dodatek covidowy skierowany szerokim strumieniem nie tylko do tych, którzy pracowali z ciężko chorymi na Covid-19, był błędem i wywołał wiele napięć - oceniają eksperci.

Dodatki covidowe dla wszystkich były błędem - to konkluzja z dyskusji ekspertów w OIL w Warszawie. Fot. mat. pras. OIL w Warszawie
  • Dodatek covidowy wywołał wiele konfliktów w szpitalach i zdestabilizował pracę wielu z nich
  • Pomijając kwestię wysokości i formy płacenia za ciężką pracę przy pacjentach chorych na Covid-19, personelowi medycznemu należała się dodatkowa gratyfikacja
  • Ekonomia i zarządzenie także wymagają diagnostyki. Dawanie pieniędzy według nieprecyzyjnego klucza, jest źródłem niepotrzebnych emocji

Jak podkreślała Izabela Marcewicz-Jendrysik, członek Rady Naczelnej Polskiej Federacji Szpitali, dyrektor Warszawskiego Szpitala dla Dzieci, dodatek covidowy nie był dobrą zachętą do motywowania lekarzy do pracy z osobami zakażonymi Sars-CoV-2.

Szeroki strumień pieniędzy

- Oczywiście, wszystko zależy od tego o jakim obszarze pracy personelu medycznego mówimy. W mojej ocenie ci, którzy pracowali z pacjentami najciężej chorymi, powinni być odrębnie gratyfikowani. Jednak dodatek covidowy skierowany szerokim strumieniem do wielu obszarów był, jeśli oceniamy z perspektywy czasu, krzywdzący. To była błędna decyzja, która zainicjowała niesnaski pomiędzy zespołami, co bardzo zdestabilizowało organizację pracy w szpitalach - mówiła dyrektor Marcewicz-Jędrysik.

Jak podkreślała, nie wszyscy pracownicy izb przyjęć powinni być nagradzani dodatkiem covidowym. Na przykład w szpitalach pediatrycznych, w których rzadko kiedy pojawiali się pacjenci o faktycznym statusie covidowym. Ale jak przyznała, było wielu podejrzewanych o covid, bo choroby wieku dziecięcego mają wspólne objawy.

Czytaj również: Piloci LPR będą protestować przed Ministerstwem Zdrowia. Chodzi o dodatek covidowy

Nieprecyzyjne przepisy

Jakub Kraszewski, szef Uniwersyteckiego Centrum Klinicznego w Gdańsku, podkreślał, że przepisy dotyczące tzw. dodatku covidowego były bardzo nieprecyzyjne.

- Covid się kiedyś skończy, a kontrole - zaczną. Jest też kwestia tego, że ktoś inny wystawia czeki, a kto inny je trasuje. Te „czeki” wystawiali dyrektorzy szpitali i oby nie były bez pokrycia, bo są wystawione z puli publicznych pieniędzy - mówił Dyrektor Kraszewski

Dodał: - Nie wyobrażam sobie, aby komuś zapłacić dodatek covidowy, bo ktoś słyszał, że ktoś powiedział, że na oddziale był pacjent covidowy. Niestety, taka formuła została przyjęta w niektórych szpitalach. Dodatki covidowe spowodowały także wzmożony ruch migracyjny lekarzy w niektórych obszarach między jednostkami. To źle świadczy o systemie.

Jak podkreślał, za ciężką pracę przy pacjentach chorych na covid-19 należała się jednak dodatkowa gratyfikacja. Jeśli ktoś musiał pracować w kombinezonie przez wiele godzin, to należy uchylić przysłowiową czapkę z głowy.

- To naprawdę ciężka robota. My też musieliśmy stworzyć oddział na 120 łóżek covidowych. Nie wiedzieliśmy, że będą za to wypłacane dodatki, zrobiliśmy jednak wśród personelu zaciąg ochotniczy. Potem się okazało, że będą za to dodatkowe pieniądze. I osoby, które podjęły ten trud, w pełni na nie zapracowały – argumentował dyrektor Kraszewski.

Wspominał także sytuacje, w których nawet po kilku miesiącach pojawiały się u niego osoby upominające się o dodatkową gratyfikację. - Mówili - „zapłać, co ci zależy, to nie są twoje pieniądze…” - zaznacza Jakub Kraszewski.

- To faktycznie nie są moje pieniądze, ale publiczne. Powstały wokół nich duże emocje i napięcia. Jednak sama idea wspierania ludzi pracujących na pierwszej linii była słuszna, pomijając kwestię wysokości dodatków i sposobu ich płacenia. Spełniło to generalnie swoją rolę, tym bardziej, że większość osób stanęła do walki z pandemią nie wiedząc, że będą płacone jakiekolwiek dodatki. I za to należy im się szacunek - podsumował dyrektor UCK w Gdańsku.

Czytaj koniecznie: NIK zbada dodatki covidowe dla medyków. Chodzi m.in. o ich liczbę i wysokość

Wciąż czekają na dodatki

Jak podkreślał Łukasz Jankowski, prezes Okręgowej Izby Lekarskiej w Warszawie, nadal jest grupa pracowników, którzy walczyli z covidem i dodatków nie otrzymali. Z tego powodu są w sporze z pracodawcami.

- Te konflikty powstały między zespołami, na linii pracodawca - pracownik. Zostały spowodowane brakiem precyzji plecenia jakie w tej sprawie wydało NFZ Ministerstwo Zdrowia - mówił prezes OIL.

Znaczenie precyzji przepisów, szczególnie w takich kwestiach jak finansowe, podkreślał również Artur Prusaczyk, wiceprezes zarządu Centrum Medyczno-Diagnostycznego.

- To jest jak z precyzją diagnostyki w onkologii, kardiologii czy w podstawowej opiece zdrowotnej. Nie poddamy pacjentki z nowotworem „jakiemuś” leczeniu. Musimy wiedzieć jaki to nowotwór i na jakim etapie jest choroba, aby ją skutecznie leczyć. Ekonomia i zarządzenie także wymagają diagnostyki. Dawanie wszystkim pieniędzy według nieprecyzyjnego klucza wywołuje niepotrzebne emocje - mówił prezes Prusaczyk.

Jak przekonywała dr Małgorzata Gałązka-Sobotka, wszystkie te doświadczenia powinny nam wskazać lepszą praktykę w przyszłości. Tym bardziej, że powinniśmy się przygotować na to, że zagrożenie epidemiologiczne nie zniknie i będziemy musieli mu stawić czoła.

-  To pokazuje także, że jeśli z poziomu centralnego podejmuje się interwencję w relację operacyjną pracodawcy z pracownikami, i się tego nie doprecyzuje, to będziemy mieli sytuacje nadinterpretacji czy nadużyć interpretacyjnych przepisów. Dobrym przykładem są tu „miękkie” rekomendacje prezesa NFZ o wstrzymaniu planowych świadczeń - podkreślała.

Polecamy: Pielęgniarki nie składają broni: "Jedno życie - jeden etat’’. Krystyna Ptok: będzie druga fala strajków

Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum