Dzierżawienie szpitali: licząc na korzyści pamiętajmy o kilku pułapkach

Autor: Ryszard Rotaub/Rynek Zdrowia • • 08 lipca 2014 06:17

Po siedmiomiesięcznej przerwie spowodowanej zmianą dzierżawcy, należący do powiatu częstochowskiego Szpital im. Rudolfa Weigla w Blachowni wznowił działalność. Uroczystości, jakie miały miejsce 1 lipca nie sprzyjały dopytywaniu o przeszłość i nie zawsze dobre relacje między właścicielem szpitala a jego poprzednim dzierżawcą.

- Nie mam żadnego doświadczenia w rozwiązywania umów z samorządami. Nam się coś takiego nie zdarzyło i mam nadzieję, że się nie zdarzy - powiedziała Rynkowi Zdrowia Anna Szczerba-Sachs, prezes Polskiej Grupy Medycznej (PGM). Firma ta 25 czerwca br. uzyskała kontrakt z NFZ (7 mln zł do końca tego roku) i na 25 lat wydzierżawiła (za 90 tys. zł miesięcznie) szpital w Blachowni.

Poprzedni dzierżawca opuścił go 30 listopada 2013 r. Następnego dnia lecznicę przejęła PGM i - nie mając jeszcze kontraktu na leczenie - rozpoczęła inwestowanie (np. remont izby przyjęć kosztował ok. 950 tys. zł, a malowanie budynków 350 tys. zł).

Czyt.: Szpital powiatowy w Blachowni wznowił działalność

Anna Szczerba-Sachs ma rację - rzadko kto ma doświadczenia związane z zerwaniem umowy dzierżawy. Marek Wójcik, ekspert ochrony zdrowia Związku Powiatów Polskich, twierdzi, że rozwiązanie umowy z dzierżawcą i przekazanie prowadzenia szpitala innemu jest czymś wyjątkowym.

- Nie jest to zjawisko powszechne. Jeśli pojawiają się problemy, strony starają się negocjować. Są zainteresowane tym, żeby umowa miała trwały charakter, a są to zazwyczaj umowy na 25, 30 lat - zauważa Marek Wójcik w rozmowie z portalem rynekzdrowia.pl.

Jednak konfliktów między dzierżawcą a wydzierżawiającym, grożących zerwaniem umowy, jest coraz więcej. Ostatnio doszło do nich np. w Połczynie Zdroju (spółka Szpitale Polskie vs. zarząd powiatu świdwińskiego) i w Opatowie (spółka "Twoje Zdrowie" Lekarze Specjaliści vs. zarząd powiatu opatowskiego). Mają one ekonomiczne podłoże.

W pierwszym przypadku chodzi o zmianę profilu działalności leczniczej na bardziej opłacalną, w drugim - o zaległości w regulowaniu czynszu i kłopoty finansowe spółki.

Zbyt wysoki czynsz może dobić spółkę
Według Marka Wójcika czasowe przekazanie całego majątku szpitala (nieruchomości i ruchomości) lub znacznej jego części dotyczy obecnie kilkunastu lecznic samorządowych w Polsce. Natomiast mniej więcej co czwarty szpital samorządu powiatowego lub wojewódzkiego oddał w dzierżawę jakąś nieruchomości na działalność medyczną.

Dzierżawa szpitali nie jest więc czymś powszechnym. Jeśli jednak wziąć pod uwagę perspektywę kilkudziesięciu lat, na jakie oddaje się placówkę zewnętrznemu operatorowi, nie będzie przesadą stwierdzenie, że problem dotknąć może każdej ze stron. Przez ćwierć wieku wiele bowiem może się zdarzyć, łącznie z utratą źródła finansowania.

Pułapki czyhają już na etapie negocjowania warunków dzierżawy. Jakiś czas temu opowiadał nam o tym Adam Roślewski, przewodniczący Rady Nadzorczej Grupy Nowy Szpital. Przejęła ona od samorządów 12 placówek w trzech województwach.

- Samorządy oddające w dzierżawę szpitale są głodne pieniędzy, te szpitale z reguły mają poważne długi. Dlatego bardzo wysoko stawiają poprzeczkę, jeśli chodzi o opłaty. Rozsądny poziom dzierżawy to moim zdaniem maksimum 3 proc. rocznego kontraktu z NFZ. Natomiast są w Polsce przykłady, gdy stawki dzierżawy sięgają 10 proc. rocznego kontraktu z NFZ. Wtedy wszyscy mają problemy.

Roślewski wspominał także, że kiedy Grupa Nowy Szpital negocjuje umowy, to mówi wprost samorządowcom, że nie można mieć wszystkiego, bo to jest system naczyń połączonych. - Jeśli na coś wydamy więcej, to na inne potrzeby wydamy mniej. Zawsze postępowaliśmy ostrożnie. Natomiast niektórzy nasi konkurenci mocno przeszarżowali z opłatami na rzecz właściciela.

Kontrakt to niemal licencja na rządzenie
W kłopoty finansowe popadła ostatnio spółka "Twoje Zdrowie", dzierżawiąca szpital w Opatowie (świętokrzyskie). Jednym z warunków umowy zawartej pomiędzy powiatem opatowskim - właścicielem szpitalnych gruntów, budynków i sprzętu - a kontrahentem, było wykończenie wnętrza i wyposażenie nowego obiektu lecznicy.

Inwestycja została zrealizowana, ale wykonawcy nie dostali należnych im ok. 20 mln zł. Spółka ma też zaległości m.in. w regulowaniu bieżących opłat. Wierzyciele wystąpili do sądu o zwrot długu i komornicy zablokowali konto spółki. To z kolei uniemożliwiło terminową wypłatę pensji pracownikom szpitala za maj.

W tej sytuacji władze powiatu opatowskiego zadeklarowały natychmiastowe przejęcie placówki. Jak powiedział 30 czerwca PAP starosta opatowski Bogusław Włodarczyk, zarząd powiatu zdecydował o wypowiedzeniu umowy spółce "Twoje Zdrowie" Lekarze Specjaliści z Katowic ze skutkiem natychmiastowym, z powodu dwumiesięcznych zaległości w zapłacie czynszu za dzierżawę szpitala.

- Zgodnie z umową spółka musi opuścić szpital w ciągu 30 dni (termin wypowiedzenia umowy dzierżawy upływa 24 lipca - red.). W związku z tym, że ma trudną sytuację finansową, zaproponowaliśmy przejęcie lecznicy w każdej chwili. Czekamy na potwierdzenie przyjęcia tej oferty - mówił starosta.

Po wypowiedzeniu umowy zarząd powiatu podjął decyzję o przekazaniu szpitala w użytkowanie spółce Top Medicus, w której lokalny samorząd ma 100 proc. udziałów.

Przejęcie szpitala przez powiat opatowski, mimo że samorząd ma wyspecjalizowaną spółkę, nie jest jednak takie proste, bo prawo do kontraktu na leczenie należy do spółki "Twoje Zdrowie". Z najnowszych informacji (z 2 lipca) wynika, że prezes spółki nie przyjął propozycji cesji kontraktu w zamian za rekompensatę za inwestycje, które jego firma przeprowadziła w szpitalu.

Kosztownie doświadczenia
W Blachowni sprawa była bardziej skomplikowana, ale zakończyła się happy endem. Po pierwsze, stary i nowy dzierżawca nie porozumieli się w sprawie przejęcia kontraktu z NFZ (kontrakt wygasł). W rezultacie pod koniec listopada ubiegłego roku trzeba było przewieźć hospitalizowanych w Blachowni pacjentów do innych placówek.

Po drugie, powiat nie miał w rękawie asa w postaci własnej spółki gotowej praktycznie z dnia na dzień pokierować placówką. Na domiar złego w Polsce boom na dzierżawy szpitali skończył się.

- Kiedyś było więcej intratnych zakresów działalności, którymi chciały się zajmować zewnętrznie firmy, np. kardiologia inwazyjna. Obecnie, jeśli coś jest bardziej dochodowe, to sam szpital chce się tym zajmować - komentuje Marek Wójcik.

Plusem był natomiast roczny okres wypowiedzenia umowy. - To dało nam czas na ogłoszenie przetargu - wspomina wicestarosta częstochowski Janusz Krakowian i dodaje, że ma świadomość tego, iż czynsz jaki płacił pod koniec swojej działalności poprzedni dzierżawca był za wysoki. - Nastąpił kryzys finansów, doszło do zmniejszenie kontraktu - przyznaje.

- Biorąc pod uwagę nasze przykre doświadczenia z wydzierżawieniem szpitala, myślę, że firmy, które nie chcą rzetelnie prowadzić medycznego biznesu, nie będą teraz stawały do przetargu. Z drugiej strony samorządy, które znajdą się w podobnej sytuacji będą miały wytyczoną przez nas drogę - podsumowuje Janusz Krakowian.

Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum