PW/Rynek Zdrowia | 27-09-2019 05:50

Dyrektorzy: ten rok jest trudny dla szpitali. Wiceminister: trzeba było zadbać o kadry

Rok 2019 jest wyjątkowo trudny dla szpitali, bo wzrost wynagrodzeń i koszty z tym związane wyprzedzają ich refundację przez płatnika - podkreślali uczestnicy dyskusji podczas sesji "Finansowanie, organizacja, kadry - kilka trudnych pytań o ochronę zdrowia", odbywającej się w czwartek (26 września) podczas VI Wschodniego Kongresu Gospodarczego (WKG) w Białymstoku.

Marek Malinowski, członek Zarządu Województwa Podlaskiego podczas sesji zaznaczył, że zwrócił uwagę, że sytuacja szpitali pogorszyła się pomimo przeznaczania przez płatnika dużych środków na ich finansowanie. Fot. PTWP/Paweł Pawłowski

W trakcie sesji goście poszukiwali odpowiedzi na pytania dotyczące tak istotnych dla systemu lecznictwa kwestii jak m.in. stan finansów szpitali, dostępność do świadczeń i sytuacja kadrowa w ochronie zdrowia.

Podczas dyskusji wiceminister zdrowia Sławomir Gadomski podkreślił, że nakłady na ochronę zdrowia rosną dynamicznie, szybciej niż zakładała to ustawa "6 procent".

- Na rok 2019 planowaliśmy, iż będzie to 97 mld zł, ale już dzisiaj wiemy, że na ochronę zdrowia wydamy ok. 102, 5 mld zł. Nakłady dosyć konserwatywnie zaplanowane na rok następny, to 107 mld zł. Jeśli zostanie utrzymany wzrost gospodarczy zakładany w ustawie budżetowej, to wydaje się, że nakłady na zdrowie w 2020 r. mogą być nawet większe - sięgające 110 mld zł. Gdy zbliżymy się w wydatkach do takiej kwoty, to będziemy mogli mówić aż o 20 mld zł wzrostu w ciągu dwóch lat - mówił wiceminister Sławomir Gadomski, odnosząc to porównanie do planu na 2018 r., w którym początkowo zakładano wydanie 90 mld zł na ochronę zdrowia.

Było więcej pieniędzy, są straty
Dr Marzena Juczewska, zastępca dyrektora ds. medycznych Podlaskiego Oddziału Wojewódzkiego Narodowego Funduszu Zdrowia pytana o kolejki jako miernik dostępności do wybranych świadczeń powiedziała, że poprzez dofinansowanie praktycznie zlikwidowane zostały na Podlasiu kolejki w operacjach zaćmy; tu oczekiwanie kilkuletnie skróciło się do kilkudniowego. Nie ma również kolejek do badań diagnostycznych tomografii komputerowej, a z raportowanych do NFZ danych wynika, że pacjent czeka też krócej na opis takiego badania. Zmniejszyły się kolejki do badań rezonansu magnetycznego - z kilku miesięcy, czy nawet pół roku, do kilku tygodni.

- Staramy się, żeby kolejki zmniejszały się także w innych zakresach, ale niestety w endokrynologii, kardiologii czy chirurgi naczyń jest to poza możliwościami, bo brakuje specjalistów - zaznaczyła Marzena Juczewska.

Marek Malinowski, członek Zarządu Województwa Podlaskiego zwrócił uwagę, że sytuacja szpitali wojewódzkich pogorszyła się pomimo przeznaczania przez płatnika dużych środków na ich finansowanie. Nie pokrywa ono zwiększających się wydatków, m.in. na wzrost płac. W szpitalu wojewódzkim w Białymstoku koszty zatrudnienia wzrosły o 43 proc. w roku 2018 w stosunku do roku 2016, w Łomży odnotowano wzrost o 38 proc., a w Suwałkach o 36 proc.

W roku 2018 samorząd wojewódzki nie musiał pokrywać strat, na co duży wpływ miała amortyzacja wynikająca z inwestycji o wartości aż 295 mln zł w ciągu ostatnich lat. - Niestety liczymy się z tym, że w tym roku będziemy zmuszeni pokryć straty niektórych szpitali - mówił Marek Malinowski.

Przedstawiając sytuację Szpitala Wojewódzkiego im. dr. Ludwika Rydygiera w Suwałkach dyrektor lecznicy Adam Szałanda powiedział, że dotąd szpitalowi udawało się zbilansować. - Jednak ten rok jest inny niż poprzednie. Szpital wykazuje obecnie stratę w granicach 2,5 mln zł, z tym że przewidziany 3 proc. wzrost ryczałtu zrekompensuje ją w ok. 80 proc. - wyjaśniał.

Jak tłumaczył, strata jest wynikiem wzrostu wynagrodzeń tych grup zawodowych, które nie były objęte regulacjami - techników radiologii, fizykoterapeutów, techników analityki medycznej. - Uniknęliśmy konfliktu, szpital mógł pracować. Mamy wykonanie, jeśli chodzi o sam ryczałt w graniach 103 proc., a to gwarantuje zrealizowanie całego kontraktu - mówił, dodając, że finansowanie zwiększają nieznacznie dodatkowe umowy, co pozwala optymistycznej spojrzeć na końcówkę roku.

Pomysł sieci był dobry, ale co z finansowaniem
Podkreślał, że obawy budzi wzrost najniższego wynagrodzenia w nadchodzącym roku, kiedy zostanie wyłączona z tego wynagrodzenia wysługa lat. - Wrócą protesty płacowe tych grup, które je zakończyły, bo siatka płac zostanie spłaszczona - przewiduje dyrektor.

- Sieć była dobrym pomysłem, a jeżeli mamy jako dyrektorzy szpitali problemy to dlatego, że finansowanie podstawowego zabezpieczenia jest niewystarczające - mówił Janusz Boniecki, prezes zarządu Powiatowego Zespołu Opieki Zdrowotnej w Ostródzie SA. Podał, że w tym roku szpital już wygenerował 1 mln zł straty, podczas gdy ubiegły rok zamknął się stratą 200 mln zł.

Uznał, że kłopoty z finansowaniem szpitali wynikają w części z niepełnego wykorzystania ich potencjału. - Są szpitale, w których jest 250 porodów rocznie, a ocenia się, że dobre wykorzystanie potencjału oddziału ginekologiczno-położniczego jest możliwe przy 600-800 porodach. Gdyby to był warunek funkcjonowania takiego oddziału, wtedy możliwe byłoby uzyskanie bardzo dobrych standardów wyposażenia, a każdy oddział zapewne byłby w stanie oferować usługę ze znieczuleniem. Dzisiaj, nawet 600 porodów to za mało, by znaleźć anestezjologa do pracy - rozważał Janusz Boniecki, przekonując, że szpitale powinny zawierać porozumienia zamiast konkurować z sobą.

Jak przypomniano podczas, sesji narzędziem, które miało ułatwić planowanie rozmieszczenia szpitalnych oddziałów i przeznaczenia łóżek miały stać się mapy potrzeb zdrowotnych.

Wiceminister zdrowia Sławomir Gadomski przyznał, że mapy potrzeb zdrowotnych nie są dzisiaj jeszcze przydatne do celu alokacji środków w takim stopniu jak tego oczekiwano. Stanowią raczej dokument z pewnym rysem historycznym. - Jesteśmy na etapie przygotowania nowych map, które pokażą nam faktyczne potrzeby zdrowotne, będą zawierały czytelne rekomendacje - zapowiedział.

Przekazał też, że Ministerstwo Zdrowia pracuje nad ustawą, która przełoży wiedzę z map na decyzje na szczeblu centralnym i regionalnym. - To ma być narzędzie, które przekaże władzę do regionów. Każde województwo zostanie zobligowane do przygotowania planu transformacji na najbliższe lata, strategii jednoznacznie bazującej na mapach potrzeb, oczywiście z narzędziami umożliwiającymi weryfikację - zaznaczył.

Konsultacje - czy pomogą?
Interesującą dyskusję wywołał temat opieki koordynowanej, która miałaby być realizowana już od 2020 roku w podstawowej opiece zdrowotnej. W założeniu taka organizacja ma spowodować m.in. zmniejszenie kolejek do specjalistów, gdyż pacjenci szybciej będą powracać z nich do leczenia przez lekarzy rodzinnych.

Włodzimierz Bołtruczuk, prezes Podlaskiego Związku Lekarzy Pracodawców Porozumienie Zielonogórskie przekonywał, że o powodzeniu tak prowadzonej opieki przez lekarza POZ zdecyduje to, czy możliwe będzie szybkie skonsultowanie pacjenta u lekarza specjalisty. - Dzisiaj, gdy wypiszę skierowanie, pacjent trafia do lekarza specjalisty i nie wraca do mnie przez pół roku, albo i rok. Gdy się wreszcie pojawia, przynosi karteczkę z kodem rozpoznania i paroma zdaniami informacji od lekarza specjalisty, ale to nie jest konsultacja - podkreślał. Uznał, że przyzwyczajenie pacjentów do leczenia się u specjalistów doprowadziło do tego, że stali się oni "peozetem bis".

Jeśli pacjent nie powraca do lekarza rodzinnego przez tak długi okres, plan leczenia, rehabilitacji absolutnie nie jest realizowany. - Zatem pieniądze, które teraz wydajemy na specjalistykę nie są wykorzystywane najlepiej. Koordynowana opieka zdrowotna ma służyć temu, żeby pacjent po skierowaniu do specjalisty wracał do nas w czasie nie dłuższym niż 3 tygodnie, z planem dalszego postępowania opartym o to, co specjalista ma do powiedzenia w tej sprawie - tłumaczył.

Jak zgodził się odpowiadając dr Henryk Grzesiak, prezes Okręgowej Rady Lekarskiej w Białymstoku, kolejki do specjalistów są częściowo sztuczne, bo rzeczywiście poradnie specjalistyczne nierzadko spełniają rolę "peozetów bis".

- W poradni kardiologicznej co najmniej 60 proc. pacjentów to są chorzy przychodzący od wielu lat z nadciśnieniem, po przebytym zawale serca, z niewydolnością serca. Ci pacjenci oczywiście są badani, jeśli trzeba mają przeprowadzaną diagnostykę, ale w zdecydowanej większości pojawiają po to, żeby przepisać, przedłużyć leki. To zadanie może wypełnić lekarz POZ - przyznał.

Tłumaczył skąd niechęć lekarzy specjalistów do konsultowania dla POZ: - Lekarz specjalista, stojąc przed koniecznością przyjęcia 4 pacjentów na godzinę, nie ma czasu, żeby takiej konsultacji udzielić.
W ocenie prezesa ORL w Białymstoku udzielanie konsultacji mogłoby jednak doprowadzić do tego, że pacjenci szybciej będą wychodzić z kolejek w AOS i powracać pod opiekę lekarzy POZ. - Jeśli tak by się stało, to specjaliści zyskają czas - podsumował.

O kadry trzeba było wreszcie zadbać
Podsumowując niektóre wątki dyskusji wiceminister Sławomir Gadomski podkreślał, że zwiększone środki na ochronę zdrowia nie są wydawane tylko na kadry.

- Wydatki na świadczenia bezlimitowe, przekraczające w skali roku już ponad 1 mld zł, idą wprost do pacjenta. Narzekamy na wyceny szpitalne, ale przeznaczyliśmy na ich wzrost w 2019 r. grubo ponad 1 mld zł, do tego należy dołożyć wzrost finansowania SOR-ów od 1 lipca. W latach 2016-2019 na inwestycje wydaliśmy ponad 6 mld zł, nigdy nie było takiego zastrzyku finansowego na te cele - wyliczał.

Podał, że na podwyżki z budżetu centralnego dla pielęgniarek przeznaczono prawie 5 mld zł, dla lekarzy specjalistów prawie 500 mln zł, dla rezydentów ponad 1 mld zł. - Rozumiem, kiedy dyrektorzy mówią, że to pociągnęło to za sobą falę kolejnych podwyżek, ale kiedyś o te kadry trzeba było wreszcie zadbać i rząd wziął na siebie za to odpowiedzialność - powiedział wiceminister.