Dyrektorzy śląskich szpitali: koronawirus kosztuje nas coraz drożej, oby w NFZ nie zabrakło pieniędzy

Autor: PW/Rynek Zdrowia • • 14 maja 2020 19:31

Dostajemy teraz miesięcznie po 1/12 ryczałtu z Funduszu, ale wiemy, że spływ składki zdrowotnej do NFZ w marcu i kwietniu był na poziomie 30-40 proc. Nie mamy gwarancji czy Fundusz będzie miał pieniądze, dlatego szpitale muszą ruszać z przyjęciami planowymi - uważa Jerzy Szafranowicz, dyrektor Zespołu Szpitali Miejskich w Chorzowie.

Dyrektorzy śląskich szpitali: koronawirus kosztuje nas coraz drożej, oby w NFZ nie zabrakło pieniędzy
Fot. Adobe Stock. Data Dodania: 16 grudnia 2022

Pomimo wypłacania przez NFZ szpitalom ryczałtu w niezmienionej kwocie istnieją obawy, że i tak znajdą się one w trudnej sytuacji finansowej na koniec roku - wynika z dyskusji jaką prowadzili w czwartek (14 maja) zdalnie podczas wideokonferencji dyrektorzy szpitali zrzeszonych w Związku Szpitali Powiatowych Województwa Śląskiego.

Podczas epidemii koronawirusa szpitale, choć nie wykonują zabiegów planowych, otrzymują co miesiąc finansowanie w kwocie 1/12 rocznego ryczałtu. Stopniowo jednak zaczynają powracać do szerszego wykonywania świadczeń, m.in. ze względów ekonomicznych.

- Może się okazać, że Funduszowi kiedyś zabraknie pieniędzy na kolejną transzę ryczałtu. Poza tym, jeśli Fundusz zdecyduje się na rozliczanie szpitali z rzeczywistego wykonania świadczeń, to możliwe że w przyszłym roku otrzymamy niższy ryczałt. Dlatego te świadczenia musimy starać się nadrobić  - mówił podczas spotkania Jerzy Szafranowicz, dyrektor Zespołu Szpitali Miejskich w Chorzowie. 

Jest ryczałt, ale są i straty
Szpitale już odnotowują straty, co szczególnie dotyczy tych jednostek, w których były wykonywane świadczenia finansowane poza ryczałtem. - Za 3 miesiące szpital ma już stratę na poziomie 900 tys. zł. Dzieje się tak ze względu na strukturę świadczeń, bo ryczałt nie był jedynym źródłem przychodu - zwrócił uwagę Władysław Perchaluk, prezes Związku Szpitali Powiatowych Województwa Śląskiego, dyrektor Szpitala Specjalistycznego nr 1 w Bytomiu.

Dodał, że w wielu szpitalach widać zagrożenie płynności finansowej, które dostrzegalne jest na razie tylko w wyliczeniach na papierze, ale realnie może dać znać o sobie pod koniec roku. - Dlatego kilkakrotnie już zwracałem się do Funduszu o spotkanie, żeby porozmawiać w gronie prezesów szpitali czego można spodziewać się dalej - zaznaczył Władysław Perchaluk.

O stracie szpitala wspomniał też Cezary Tomiczek, prezes Centrum Zdrowia w Mikołowie. - Za 3 miesiące na podstawowej działalności mamy ok. 1 mln zł straty i będzie postępować dalej - prognozuje prezes mikołowskiego szpitala, przypominając, że rozliczanie szpitali z wykorzystania ryczałtu Fundusz ma rozpocząć we wrześniu. Dodaje: - Boimy się, że analizując wykonania Fundusz nie wypłaci transzy ryczałtu i będziemy się borykać z dużą stratą na koniec roku.

Dyrektorzy byli zgodni w ocenie, że sytuacja finansowa szpitali może okazać się bardzo trudna także ze względu na rosnące koszty. Gabriela Buczkowska, dyrektor SP ZOZ Szpital Wielospecjalistyczny w Jaworznie zwróciła uwagę na udział jaki w kosztach stanowią zakupy środków ochrony osobistej dla personelu oraz kosztowne przygotowanie pacjenta do zabiegu planowego.

- Nikt w budżecie tego roku nie założył nietypowych wydatków na środki ochrony. Poza tym ich ceny rosną z miesiąca na miesiąc. Prosimy o ich rozsądne użycie, ale absolutnie nie zakazujemy. W jednym dniu na SOR, jeśli pojawiają się wątpliwi pacjenci, zużywamy nawet 100 kombinezonów - mówiła dyr. Buczkowska.

Jak zaznaczyła, wydatki na środki ochrony indywidualnej pochłaniają już w jaworznickim szpitalu 10-15 proc. ryczałtu, około 80 proc. to wydatki na wynagrodzenia pracowników. - Październik może być krytyczny i nie dlatego, że nas pokona COVID-19, ale dlatego, że nie będziemy mieć dostatecznego finansowania - mówiła.

Tak rosną koszty
Dodała, że rosną też koszty pracy firm zewnętrznych: - O wyższych kosztach informuje firma sprzątająca uzasadniając to zwiększonym zużyciem środków dezynfekcyjnych, firma cateringowa przyznaje, że mniej pacjentów jest w szpitalu, ale i tak oczekuje rekompensaty. 

Dyrektor Gabriela Buczkowska zwróciła również uwagę na fakt, że koronawirus w bardzo długiej perspektywie wpłynie ma koszty szpitali, bo wymusi zmianę procedur. Tak można sądzić analizując koszt metody bezpiecznego przyjęcia pacjentów planowych, jaką próbowano wypracować w szpitalu.

- Planowy pacjent powinien być umieszczony w oddziale przejściowym, bo nim trafi dalej trzeba wykonać testy na obecność kornawirusa. Należy pobrać wymaz od pacjenta w dniu przybycia do szpitala i - dla pewności - w siódmym, bo może się okazać, że kontakt zakaźny miał miejsce tuż przed hospitalizacją. Zatem pacjent pozostaje 7 dni na oddziale, plus 60 godzin oczekiwania na wynik testu (obecnie - red.), co daje 9 dni nim uzyskamy pewność, że pacjent jest ujemny - opisuje optymalną procedurę dyr. Buczkowska. 

- Nim pacjent trafi na oddział już kosztuje nas 2 tys. zł. Takiego wydatku też nie mogliśmy zaplanować - podsumowała dyrektor szpitala w Jaworznie.

Dyrektorzy: testujmy personel medyczny
Zaznaczyła, że trudno oczekiwać, iż przyjęcia planowe powrócą szybko do poziomu sprzed epidemii, jeśli personel medyczny nie uzyska gwarancji testowana na koronawirusa.

Także zdaniem prezesa Władysława Perchaluka bardzo ważne jest, by personel medyczny był poddawany obligatoryjnym, cyklicznym testom. - Wielu pacjentów przechodzi COVID-19 bezobjawowo, stąd większe ryzyko zarażenia personelu podczas triażu. Testowanie jest bardzo ważne, by personel nie zaczął się wykruszać, a musimy przygotować się na dłuższą walkę z epidemią - przekonywał.

Ta uwaga jest tym bardziej istotna, że jak wynika z dotychczasowych badań odporność jaką nabywa się po przechorowaniu COVID-19 nie jest odpornością uzyskaną do końca życia.

Dowiedz się więcej na temat:
Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum