Dyrektor Madowicz ma wyprowadzić szpital z poważnego kryzysu. "To skok do basenu z niewielką ilością wody"

Autor: Monika Chruścińska- Dragan • Źródło: Rynek Zdrowia20 sierpnia 2022 06:00

Dr Jarosław Madowicz jest nowym dyrektorem Wojewódzkiego Szpitala Specjalistycznego nr 3 w Rybniku. Placówka zmaga się z poważnym kryzysem kadrowym. Lokalni działacze mówią o misji samobójczej. - Przyrównałbym to raczej do skoku do basenu z niewielką ilością wody - odpowiada dyrektor.

Dyrektor Madowicz ma wyprowadzić szpital z poważnego kryzysu. "To skok do basenu z niewielką ilością wody"
Dr Jarosław Madowicz jest też prezesem zarządu głównego Polskiego Towarzystwa Ratowników Medycznych Fot. PAP/Mateusz Marek
  • Wojewódzki Szpital Specjalistyczny nr 3 w Rybniku od dłuższego czasu mierzy się z kryzysem kadrowym. W czerwcu z powodu odejścia części medyków, musiał na dwa miesiące zawiesić oddział chirurgii ogólnej
  • Z tej samej przyczyny rok temu zamknięta została także interna oraz otolaryngologia dla dzieci i dorosłych. Przez pewien czas zawieszona była też pediatria 
  • - Myślę, że nie musimy uruchamiać wszystkiego, co było do tej pory. Są świadczenia, które nie muszą być wykonywane w każdej placówce - mówi dr Jarosław Madowicz, który w lipcu tego roku objął funkcję dyrektora w szpitalu w Rybniku 
  • W rozmowie z Rynkiem Zdrowia zdradza, jaki ma pomysł na placówkę i kiedy szpital wznowi działalność porodówki. Opowiada o tym, co dobija finansowo szpitale i czy startując w konkursie na szefa rybnickiego ośrodka nie wystraszył się, że będzie to misja samobójcza 

Kryzys kadrowy. "Są świadczenia, które nie muszą być wykonywane w każdej placówce"

Startując do konkursu nie obawiał się pan, że będzie to misja samobójcza? Radny sejmiku województwa i członek rady społecznej placówki, Grzegorz Wolnik, przyrównał objęcie funkcji do skoku do basenu bez wody.

Dr Jarosław Madowicz, dyrektor Wojewódzkiego Szpitala Specjalistycznego nr 3 w Rybniku i prezes Polskiego Towarzystwa Ratowników Medycznych: Ja przyrównałbym raczej do skoku do basenu z niewielką ilością wody. Szpital ma bowiem duży potencjał, jest jedną z większych jednostek szpitalnych woj. śląskiego. Część placówki, owszem, przestała działać, ale pozostałe oddziały cały czas udzielają świadczeń. Objęcie w nim funkcji dyrektora traktuję jako pewnego rodzaju wyzwanie. Myślę, że pomimo trudnego i skomplikowanego systemu opieki zdrowotnej, który mamy w Polsce, jesteśmy w stanie małymi krokami doprowadzić szpital do tego, aby funkcjonował sprawnie i w takim zakresie, jaki jest potrzebny mieszkańcom subregionu.

Czy to oznacza, że nie wszystkie oddziały powrócą?

Myślę, że nie musimy uruchamiać wszystkiego, co było do tej pory. Są świadczenia, które nie muszą być wykonywane w każdej placówce.

Mam tu na myśli świadczenia wysokospecjalistyczne – np. otolaryngologię dziecięcą (pozostaje zawieszona od ponad roku – przyp. red). Stosunkowo blisko są ośrodki, które wyśmienicie wyspecjalizowały się w tej dziedzinie i uważam, że uruchamianie w niepełnym zakresie takiego oddziału w Rybniku nie ma większego sensu.

Czy bardzo zaskoczyła pana sytuacja kadrowa, jaką zastał w szpitalu?

Nie chciałbym odnosić się, ani oceniać tego, jak szpital był zarządzany. Nie ja podejmowałem tutaj decyzje. Po prostu przyszedłem w takim, a nie innym momencie.

W sierpniu udało się reaktywować oddział chirurgii. Kiedy i jak zamierza pan przywrócić pacjentom oddział internistyczny oraz porody w szpitalu?

Obecnie trwają rozmowy – moje i pełniącego obowiązki dyrektora medycznego – ze środowiskiem lekarzy w regionie. Nie ściągniemy do Rybnika kadry z drugiego końca woj. śląskiego czy z innego zakątka Polski. Rozmawiamy z medykami, którzy mieszkają, pracują i są skupieni wokół Rybnika i okolic. Te rozmowy idą w dobrym kierunku.

Nie można oczekiwać, że będziemy w stanie z dnia na dzień uruchomić zamknięty od roku oddział. Zachodzi tutaj wiele zależności, jest to mozolna praca, przypominająca budowanie oddziałów od podstaw. Chciałbym także zaznaczyć, że kiedy uda się ponownie uruchomić zawieszone jednostki, to nie od razu będą one dysponować taką samą liczbą łóżek jak wcześniej. Będziemy uruchamiać je sukcesywnie, powoli rozszerzając działalność aż osiągniemy stuprocentową zdolność do świadczenia usług.

Szpital bowiem, co również jest istotne, przechodzi aktualnie i będzie przechodzić w najbliższym czasie inwestycje związane z wymianą instalacji wodnej. To także wpłynie na jego pracę. Ostatecznie jednak poprawi komfort pracy i pobytu pacjentów w szpitalu. Z kranów bowiem poleci w końcu ciepła woda.

Jeśli mówimy o porodówce, to rozumiem, że rybniczanie i mieszkańcy powiatu rybnickiego chcą, aby ich dzieci przychodziły na świat w Rybniku, niemniej nie mogłem pozwolić na to, aby dyżury na oddziale neonatologii pełnił personel, który nie temu jest dedykowany. Stąd zapadła decyzja o zawieszeniu bloku porodowego i oddziału neonatologii, na razie na dwa miesiące. Rozmowy z lekarzami neonatologami cały czas trwają. Specjaliści, którzy zgodzą się u nas pracować, muszą przedefiniować swoje dotychczasowe życie zawodowe. Okres urlopowy nie służy temu, żeby to wszystko sprawnie przebiegało. Będę zadowolony, jeśli uda się do października uruchomić oddział.

Kiedy możemy spodziewać się reaktywacji interny?

Nie ma dnia, żebyśmy nie prowadzili rozmów ze specjalistami, potencjalnymi nowymi pracownikami szpitala. Gotowymi nie tylko do pracy na oddziałach internistycznym i neonatologii, ale też w pozostałych. Szukamy wsparcia m.in. dla oddziału nefrologii. Potencjalni liderzy oddziałów również poszukują współpracowników w swoim środowisku.

"Problemy finansowe nie tylko związane są z podnoszeniem wynagrodzeń"

Pana poprzedniczka sięgnęła po medyków z Ukrainy. Będzie pan kontynuował ten kierunek?

Obecnie mamy na pokładzie dwie osoby, które przeszły już procedurę i nabyły prawo wykonywania zawodu lekarza. Wiem, że kolejni obywatele Ukrainy oczekują na uregulowanie swojego statusu w tym zakresie. Jeśli tylko pojawiają się następni zainteresowani pracą w szpitalu, to jesteśmy na takie rozwiązanie otwarci.

Dr n. o zdrowiu Jarosław Madowicz. Fot. archiwum/Megrez
Dr n. o zdrowiu Jarosław Madowicz. Fot. archiwum/Megrez

Lekarzy specjalistów generalnie jest na rynku mało. Coraz częściej tą kartą przetargową jest wynagrodzenie. Szpital stać na takie targowanie się?

Wynagrodzenia, jakie szpital już teraz oferuje nie odbiegają od standardów, które obowiązują w innych placówkach. Jako szpital publiczny – z uwagi na misję, którą musi on pełnić – nie możemy realizować tylko tych świadczeń, które są korzystne finansowo. Musimy pełnić ostry dyżur przez całą dobę, siedem dni w tygodniu. Nie możemy pozwolić sobie na półśrodki.

Problemy finansowe nie tylko związane są z podnoszeniem wynagrodzeń. Owszem, stanowią one dużą część kosztów, ale z dnia na dzień rosną także koszty związane z utrzymaniem działalności szpitala. Pomijając już inflację, która nam towarzyszy, to sama specyfika wykonywanej działalności generuje wysokie koszty.

W szpitalu wszystko musi mieć certyfikat kontroli jakości. To powoduje, że utrzymanie placówki medycznej jest o wiele droższe niż zwykłej firmy. Wszystko kupujemy w oparciu o prawo zamówień publicznych. Jeśli zawieramy z dostawcami umowy długoterminowe – roczne i dłuższe – to mają oni prawo raz w roku podnieść cenę. Firmy cateringowe, oferujące usługi pralnicze, sprzątające, transportowe bardzo chętnie z tego prawa korzystają. Nam nie ma kto rekompensować tych rosnących kosztów.

Kolejną sprawą, która wymaga rozwiązań systemowych, jest uregulowanie rynku usług związanych z serwisowaniem sprzętu medycznego. Firmy żądają bardzo wysokich kwot za wykonanie przeglądów. Nie chcą przystępować do przetargów, nie chcą podpisywać umów ramowych, a jeśli podpisują, to na kwoty bardzo wysokie. W mojej ocenie nie działają transparentnie.

Czy rosnące koszty prac budowlanych odbiją się na planowanych i realizowanych inwestycjach szpitala?

Koszty usług budowlanych w ostatnim czasie bardzo poszybowały. Oferty, które firmy złożyły do przetargu na zaplanowany remont oddziału ginekologiczno- położniczego, przewyższają szacowany koszt modernizacji. W związku z tym podjąłem decyzję, że zostanie ona zrealizowana w dwóch etapach. Pierwszy etap będzie stanowił remont porodówki i oddziału neonatologii i zostanie sfinansowany z pieniędzy miejskich, na drugi – modernizację oddziału ginekologii i położnictwa – chciałbym pozyskać pieniądze od zarządu województwa, z którym prowadzę rozmowy w tej sprawie.

Czy widzi pan jeszcze duże potrzeby inwestycyjne w szpitalu?

Szpital jest mało nowoczesnej konstrukcji. Bardzo stabilnej z punktu widzenia technologicznego, ale nie wykorzystuje optymalnie przestrzeni. Brakuje nam trochę miejsca do wykonywania świadczeń, za to mamy bardzo przestronne klatki schodowe, korytarze i łączniki. Obecnie trwa wymiana pionów wodnych, za chwilę rozpocznie się remont ginekologii, przed nami również remont i modernizacja oddziału onkologii, równolegle trwają termomodernizacja i inwestycja związana z kogeneracją.

Nie możemy przesadzić z inwestycjami, bo musimy cały czas prowadzić działalność medyczną. Chciałbym w pierwszej kolejności, przez okres najbliższych dwóch lat, zrealizować to, co zostało już zaplanowane, a potem sukcesywnie planować kolejne inwestycje w budynku.

Otwarcie na pacjenta, więcej świadczeń komercyjnych i lepsza realizacja kontraktów

Jaką ma pan wizję rozwoju placówki?

Chciałbym przede wszystkim ustabilizować sytuację w szpitalu. Jak wspominałem, nie da się uruchomić z dnia na dzień jednostek, które nie działają już od dłuższego czasu. Kiedy już się to uda, można myśleć, co dalej.

Jestem po rozmowach z kierownikami poszczególnych zakładów i oddziałów. Będziemy bardziej otwierać się na pacjenta. W niektórych przypadkach będziemy oferować świadczenia komercyjne. Nasze laboratorium przygotowało ciekawą ofertę. Mamy pomysł na fajne pakiety badań dla mieszkańców. Myślę, że spotka się to z aprobatą.

Będziemy również wykonywać usługi dla innych podmiotów leczniczych w zakresie patomorfologii i sterylizacji, bo mamy na to zaplecze. W tych obszarach będziemy chcieli bardziej otworzyć się na zewnątrz. Oczywiście nie przyniesie to pieniędzy, które pozwolą nagle diametralnie poprawić wynik finansowy i zredukować zadłużenie, ale zależy mi na tym, aby powoli każda z komórek zaczęła się bilansować i zarabiać na siebie. Byłoby to dużym sukcesem i pozwoliło nam wyjść na prostą.

Tam, gdzie realizujemy tylko świadczenia publiczne, nie wymyślimy cudów. Są jednak komórki, których wynik finansowy i realizację kontraktów chciałbym poprawić. Będę podejmował działania zmierzające do tego.

Wielu szpitalom po podpisaniu aneksu z Narodowym Funduszem Zdrowia wciąż brakuje pieniędzy na realizację ustawowych podwyżek dla personelu. Jak wygląda sytuacja szpitala w Rybniku?

Nie udało się podpisać porozumienia ze stroną społeczną. Wydałem zarządzenie zgodnie z ustawą. Niestety pieniądze, które zaproponował nam NFZ, nie są wystarczające.

Wystąpiliśmy już – wraz z innymi szpitalami – do pana ministra Adama Niedzielskiego, a także samodzielnie do NFZ, z informacją, że brakuje nam środków na realizację ustawy o podwyżkach. Na razie wypłacamy podwyżki do poziomu, który zapewniają nam pieniądze z NFZ. Brakuje nam 1 mln 300 tys. zł miesięcznie. Poinformowaliśmy o tym także właściciela szpitala.

Uważam, że jeśli nie pojawią się nowe rozwiązania systemowe w tym względzie, to kolejne szpitale będą zamykać rok na minusie. Niewiele szpitali w Polsce będzie w stanie pochwalić się dodatnim wynikiem finansowym.




Dowiedz się więcej na temat:
Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum