Dyrekcje szpitali potwierdzają: od poniedziałku odmrażamy zabiegi planowe

Autor: PW/Rynek Zdrowia • • 04 maja 2020 06:00

Szpitale ogólne w całym kraju zapowiadają odmrażanie działalności wstrzymanej epidemią koronawirusa. Przekaz, by przywracać zabiegi planowe płynie nie tylko z Ministerstwa Zdrowia, ale już także od wojewodów i ze strony regionalnych oddziałów NFZ. Lecznice chcą ruszyć ku normalności od poniedziałku (4 maja).

Lecznice chcą ruszyć ku normalności od poniedziałku (4 maja). Fot. archiwum

Jak zaznaczył w opublikowanym w piątek (1 maja) wywiadzie udzielonym PAP prezes NFZ Adam Niedzielski, wszelkie kroki ku odmrożeniu planowych zabiegów w szpitalach trzeba wykonywać rozważnie, kierując się racjonalnością i obserwując efekt. - Nikt z nas nie chciałby, aby w wyniku podjętych decyzji, przywracających normalność, nastąpił przyrost krzywej zachorowań na COVID-19, która w Polsce przebiega w tej chwili bardzo łagodnie - podkreślił prezes Funduszu.

- Podczas telekonferencji z wojewodą i dyrektorem podlaskiego Funduszu padły sugestie , żeby powoli powracać do normalnej działalności - mówił nam jeszcze w poprzedzający długi weekend czwartek (30 kwietnia) Waldemar Kwaterski, dyrektor SP ZOZ w Sejnach.

Jak tłumaczy, szpital najpierw chce zapraszać tych pacjentów, których zabiegi wypadły w grafiku akurat na czas wprowadzanych ograniczeń związanych z epidemią i dlatego zostały przesunięte na późniejszy termin.

Jak nie wpuścić koronawirusa do szpitala
- To oni będą mieli pierwszeństwo, nie zamierzamy odsyłać ich na koniec kolejki, bo byłoby to absurdalne. Oczywiście priorytet przyjęcia będą mieli ci pacjenci planowi, u których lekarze dostrzegą pogorszenie stanu zdrowia - zaznacza dyrektor, dodając że powrót do zabiegów planowych nie jest większym problemem organizacyjnym, wymaga natomiast utrzymania reżimu epidemiologicznego wprowadzonego po wybuchu epidemii koronawirusa.

W SP ZOZ w Sejnach, żeby nie wpuścić koronawirusa do szpitala - podobnie jak w wielu innych placówkach - zostały wprowadzone i nadal będą funkcjonowały specjalne procedury triażu pacjentów.

- Ilość zaleceń konsultantów krajowych była tak duża, że postanowiliśmy opracować, opierając się na logice, własny standard postępowania - wyjaśnia dyr. Kwaterski. Dodaje: - Mamy przed szpitalem trzy namioty, pierwszy jest selekcyjny. Jeżeli są wątpliwości co do stanu zdrowia pacjenta, to jest on kierowany do drugiego, ogrzewanego namiotu i poddawany dalszej ocenie pod kątem medycznym. W razie potwierdzenia dużego ryzyka wynikającego z objawów lub kontaktów pacjent  trafia do trzeciego namiotu - izolatki, w którym oczekuje na transport do szpitala zakaźnego.

Dyrektor SP ZOZ w Sejnach zapewnia, że szpital posiada zapas środków ochrony osobistej dla personelu, napływają kolejne dostawy. Ten warunek odmrożenia planowej działalności szpitala jest spełniony. Pewne wątpliwości nasuwa natomiast wykonywanie testów na koronawirusa.

- Ze strony ministerstwa i NFZ płynie przekaz, że za testy wykonywane dla szpitali zapłaci Fundusz, z drugiej jednak strony laboratorium z listy nie chce podpisać z nami umowy przekonując, że wycena testu na 280 zł jest za niska - tłumaczy dyrektor Kwaterski, postulując, by zwolnić szpitale z podpisywania takich umów, cedując te procedury bezpośrednio na płatnika, skoro pieniądze na ten cel są przeznaczane z budżetu państwa.

Jak mówi nam dyrektor, placówka oczekuje na obiecane szybkie testy, z przeznaczeniem głównie dla pracowników szpitali. Padły zapewnienia, że wkrótce dotrą.

Epidemia trwa dalej, ale...
Renata Jażdż-Zaleska, prezes zarządu Specjalistycznego Centrum Medycznego w Polanicy Zdroju, przyznaje, iż trudno uznać, że pod względem stopnia zagrożenia epidemiologicznego zaszły w kraju widoczne zmiany. - Epidemia trwa dalej, ale musimy leczyć ludzi i tego się podejmiemy od poniedziałku, 4 maja - zapowiada.

Uważa, że półtora miesiąca, jakie upłynęło od wdrożenia ograniczeń przyjęć wywołanych epidemią był czasem dobrze wykorzystanym na nauczenie się przez pracowników szpitala, jak pracować w nowej sytuacji epidemiologicznej.

- Są określone zasady dotyczące przebierania się przez personel, sposobu używania środków ochrony osobistej, przemieszczania się po szpitalu wyznaczonymi traktami, ograniczenia do niezbędnego minimum kontaktów personelu z różnych oddziałów. Hospitalizowani pacjenci mają zakaz wychodzenia poza oddziały - wylicza.

Jak tłumaczy, szpital i tak pozostawał w gotowości do zabiegów, gdyż stan zdrowia pacjentów po wstrzymaniu zabiegów planowych był weryfikowany telefonicznie. - Większość łóżek na oddziałach takich jak neurochirurgia, chirurgia ogólna, chirurgia urazowo-ortopedyczna, kardiologia, położnictwo była obłożona pomimo epidemii. W przypadku pogorszenia pacjenci byli proszeni o przyjazd do szpitala. Jeżeli pacjent nie był zakażony, miał od razu wykonywany zabieg operacyjny. Takich pacjentów było wielu, szczególnie na neurochirurgii i chirurgii urazowo-ortopedycznej, ogólnej - mówi Renata Jażdż-Zaleska.

Niższy, 30-procentowy stan obłożenia łóżek dotyczył natomiast takich oddziałów jak otolaryngologia, chirurgia plastyczna, ginekologia czy okulistyka - tam były przyjmowane tylko przypadki ostrodyżurowe. Teraz i tam mają szerzej powrócić pacjenci.

Szpital - jak zapewnia prezes - posiada wystarczającą ilość środków ochrony osobistej dla personelu. Wcześniej dział epidemiologiczny przeszkalał pracowników, każdego oddziału z osobna, jak prawidłowo używać środki ochrony, m.in. jak zdejmować odzież ochronną, by się nie zakazić.

Zabieg, krótka hospitalizacja i wypis do domu
Zebrano doświadczenie w postępowaniu z pacjentami zakażonymi. - Gdy uzyskaliśmy informację o pierwszym zakażonym pacjencie personel, który miał z nim kontakt przechodził kwarantannę w szpitalu w jednoosobowych pokojach jakimi normalnie dysponujemy dla rodzin pacjentów. Wszyscy medycy okazali się zdrowi. Tamta sytuacja pokazała, że jeżeli personel stosuje środki ochrony indywidualnej w sposób prawidłowy, to pomimo kontaktu z pacjentem z COVID-19 ma dużą szansę uchronić się od zakażenia - ocenia prezes Jażdż-Zaleska dodając, że te procedury obowiązują nadal.

Od 4 maja pacjenci z kolejki będą zapraszani na zabiegi planowe. - Zadzwonimy do pacjenta, sekretarka medyczna przeprowadzi z nim wstępny wywiad epidemiologiczny. Jeśli pacjent nie zgłosi złego samopoczucia czy kontaktu, przyjedzie na zabieg. Kolejny, tym razem poszerzony wywiad epidemiologiczny, z pomiarem temperatury, zostanie z nim przeprowadzony przy głównym wejściu do szpitala, w rejestracji do planowych zabiegów - objaśnia procedury ostrożnościowe prezes.

Zaznacza, że pacjenci będą hospitalizowani możliwie krótko i wypisywani do domu. Przed opuszczeniem szpitala będą zobowiązani do wypełnienia i podpisania specjalnych formularzy, w których m.in. jasno sprecyzowano, że przez 14 dni od wyjścia ze szpitala po zabiegu operacyjnym mają pozostawać w domu ze względu na obniżoną odporność i większe ryzyko zakażenia koronawirusem.

Szpital od poniedziałku uruchamia m.in. rehabilitację, z tym, że ze względu na konieczność zachowania dystansowania będzie zapraszał o połowę mniej pacjentów do sal gimnastycznych czy na basen; do zabiegów będą umawiani na konkretną godzinę, by nie gromadzili się w kolejkach.

Odmrożenie - nie wszędzie można je zaplanować
Nie wszędzie jednak można w prosty sposób przewidzieć odmrożenie zabiegów planowych, taka sytuacja dotyczy np. w Szpitala Wojewódzkiego w Bielsku-Białej, który co prawda nie jest szpitalem jednoimiennym, ale postawiony przez wojewodę w stan podwyższonej gotowości podlega nieco innym procedurom. To placówka, który musi zabezpieczyć łóżka na wypadek pojawienia się ognisk zakażeń w innych szpitalach lub domach opieki społecznej. Już przejęła pacjentów z takich jednostek.

- Cały czas utrzymujemy rezerwę łóżkową. Przy czym z około 470 łóżek dla dorosłych mamy faktycznie do dyspozycji około 340 łóżek - zaznacza Sabina Bigos-Jaworowska, dyrektor Szpitala Wojewódzkiego w Bielsku-Białej. Jak tłumaczy, doświadczenia szpitala wskazują bowiem, że konieczne jest zmniejszeni zagęszczenia łóżek w celu ograniczenia przenoszenia potencjalnych zakażeń. Stąd sale trzyosobowe są teraz dwuosobowymi, a sale dwuosobowe zamieniono na jednoosobowe.

Szpital z racji szczególnych wymagań został podzielony na odcinki. - W sektorze czerwonym, w którym umieszczani są pacjenci podejrzani o zakażenie, wszystkie sale są jednoosobowe, ten sektor traktujemy jako potencjalny obszar zakaźny. W sytuacji, gdy konieczne okaże się skierowanie personelu na kwarantannę, nie wyłączymy dużych odcinków, będziemy w stanie dalej działać - opisuje organizacyjne rozwiązania dyr. Bigos-Jaworowska.

Pytana o zapasy środków ochrony osobistej też - podobnie jak inni dyrektorzy szpitali z którymi rozmawialiśmy - zapewnia, że ilość tych środków jest wystarczająca, z tym że ich zakupy stały się kosztowniejsze. Ceny wzrosły średnio 5-krotnie, nawet więcej; maseczka chirurgiczna przed epidemią kosztowała 30 gr, obecnie ok. 2.40 zł; jest droższa już u chińskiego producenta.

Jak zaznacza dyrektor, wykonywanie testów na koronawirusa w ilościach "standardowych" nie powoduje problemu, pojawia się on natomiast, gdy trzeba przeprowadzić testy u większej grupy pacjentów, jeśli napłyną do szpitala. Lecznica od kilku dni ma możliwość wykonywania testów we własnym laboratorium - maksymalnie ok. 30 na dobę.

- Staramy się o zakup kolejnego aparatu, marszałek wyasygnował pieniądze, ale musimy czekać u producenta, najkrótszy termin dostawy to dzisiaj 3 miesiące, bo teraz wszyscy kupują - mówi dyrektor. Doświadczenie szpitala wskazuje, że dla płynnej pracy konieczne jest, aby wyniki testów spływały w ciągu 24 godzin.

Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum