KG/Rynek Zdrowia | 14-03-2019 08:29

Dr hab. Sowada: prywatnym szpitalom chętnie zarzuca się "spijanie śmietanki’"

Chętnie zarzuca się szpitalom prywatnym, że ''spijają śmietankę'', kontraktując tylko świadczenia opłacalne, a jeśli już mają pacjenta, który jest bardziej kosztochłonny, to odsyłają go do szpitali publicznych - mówił dr hab. Christoph Sowada, dyrektor Instytutu Zdrowia Publicznego Collegium Medicum Uniwersytetu Jagiellońskiego na sesji ''Medycyna publiczna i niepubliczna - nadzieje czy zagrożenia?'' na IV Kongresie Wyzwań Zdrowotnych (Health Challenges Congress - HCC, Katowice, 7-8 marca 2019 r.).

- To że mamy ''cream skimming'' wynika z niewłaściwej wyceny świadczeń zdrowotnych - mówił dr hab. Christoph Sowada. Fot. PTWP

Dr hab. Sowada zwrócił uwagę, że prywatny kapitał zawsze będzie żądał wynagrodzenia za to, że zainwestował, w postaci zysku czy odsetek.

- To oznacza, że część pieniędzy publicznych wypływa z sektora ochrony zdrowia. Z drugiej strony to właśnie ta możliwość uzyskania wynagrodzenia powoduje, że kapitał prywatny do sektora płynie. W innym wypadku go nie będzie. Czyli mamy do czynienia z sytuacją oddawania czegoś, ale też dawania czegoś - mówił dyrektor Instytutu Zdrowia Publicznego.

Odniósł się też do argumentu, że jeśli pojawiają się zyski, to powinny być reinwestowane. - Równie dobrze moglibyśmy zażądać, żeby wszyscy pracownicy sektora ochrony zdrowia otrzymujący wynagrodzenie finansowane ze środków publicznych, wydawali to wynagrodzenie wyłącznie na świadczenia zdrowotne - wtedy też te publiczne pieniądze poza sektor by nie wypływały - podkreślał dr hab. Sowada.

Czy ''spijanie śmietanki'', inaczej ''cream skimming'' jest czymś specyficznym dla sektora prywatnego?

- Absolutnie nie, bo gdyby tak było, to w ostatnich 15 latach nie pojawiłoby się mnóstwo oddziałów kardiologii inwazyjnej w szpitalach powiatowych. To, że mamy ''cream skimming'', wynika z niewłaściwej wyceny świadczeń zdrowotnych. Zawsze i wszędzie będzie tak, że jeśli coś jest bardziej opłacalne, to będzie to bardziej przyciągać uwagę świadczeniodawców - przekonywał ekspert podczas IV Kongresu Wyzwań Zdrowotnych.

Dodał: - Nie powinno być dla nas żadnym argumentem, że szpitale prywatne próbują spić tę śmietankę, ale mamy na szczęście dobre szpitale publiczne, które będą leczyć wszystkich, nawet jak będą generować straty. Te straty oznaczają zadłużenie albo upadek szpitali publicznych. Jeśli jest zadłużenie, to musi być z czegoś finansowane. Kto finansuje te długi, kto daje kredyty - sektor bankowy, który jest prywatny. Czyli pieniądze też poprzez publiczne szpitale wypływają nam z sektora ochrony zdrowia.

Dr hab. Sowada wskazał, że ''cream skimming'' to problem wyceny świadczeń a nie narzekania na prywatnych świadczeniodawców. Podał, że do tej pory wiele badań wskazywało, iż w niektórych obszarach publiczne szpitale są bardziej efektywne, ale raport dotyczący szpitali w Niemczech, opracowany na podstawie dokumentów pochodzących z 800 szpitali ogólnych, czyli mniej więcej z połowy niemieckich szpitali podaje wyraźnie, że szpitale prywatne są bardziej efektywne.

- Posiadają bardziej efektywną organizację pracy - nie zatrudniają więcej personelu, tylko jest on lepiej zorganizowany. Zarzuca się, że personel w tych placówkach jest bardziej wykorzystywany, ale na pewno tak nie jest, bo pracownicy mogą w każdym momencie przejść do innego szpitala - wszystkie placówki w Niemczech szukają pilnie personelu. Szpitale prywatne w większej części są w stanie zachować swoją substancję materialną, większą część swoich przychodów reinwestują w porównaniu do publicznych i rzadziej korzystają z dotacji budżetowych. I na dodatek, szpitale prywatne płacą jeszcze podatki. Jeśli chodzi o Niemcy, średni podatek od zysku w przeliczeniu na łózko w szpitalu prywatnym wynosił 2900 euro - wyliczał dr hab. Christoph Sowada.

Dodał też, że wskaźniki śmiertelności w szpitalach prywatnych są niższe niż w publicznych, chociaż średnia wieku pacjenta w niemieckim szpitalach prywatnych jest o dwa lata wyższa niż w publicznych.