Dr Janusz Meder o swoich honorariach za szkolenia lekarzy

Autor: Anna Kaczmarek/Rynek Zdrowia • • 11 lutego 2009 07:38

W ostatnim czasie opinię społeczną zbulwersowała wiadomość o wysokości zarobków znanych onkologów z Centrum Onkologii w Warszawie, którzy przeprowadzali szkolenia lekarzy rodzinnych. Podano, że dr Janusz Meder, prezes Polskiej Unii Onkologii, przez trzy lata zarobił 619 tys. zł za prowadzenie wykładów, a w sumie na opłacenie wykładowców wydano w tym okresie 2 mln zł.

Okazuje się jednak, że takie stawki za szkolenie co roku akceptowało Ministerstwo Zdrowia. Lekarze tłumaczą, że nie wzięli nawet złotówki więcej niż zaakceptował resort. Z ich wyliczeń wynika, że szkolenie jednego lekarza rodzinnego kosztowało ok. 320 zł.

Aby zrozumieć istotę sprawy, należy przyjrzeć się mechanizmowi finansowania poszczególnych modułów programu i mechanizmowi jego działania. Przypomnijmy, że określony on został ustawą.

– Ona stanowi, że powołuje się Radę ds. Zwalczania Chorób Nowotworowych przy ministrze zdrowia i w jej skład wchodzą: trzech przedstawicieli dyscyplin onkologicznych, dwóch przedstawicieli uczelni medycznych oraz przedstawiciel NFZ. Przewodniczącym Rady jak dotąd był wiceminister zdrowia – tłumaczy portalowi rynekzdrowia.pl dr Janusz Meder. – Rada, która zebrała się do tej pory 40 razy w ciągu trzech lat, etapowo omawiała każdy z modułów programu, na bieżąco zaś to, co się dzieje w każdym z tych modułów. Dodam, że Rada miała charakter doradczy, bo ostateczne decyzje należały do ministra zdrowia. Podejmował je na podstawie wniosków przewodniczącego Rady. To wszystko musiało być jeszcze zaakceptowane przez prezydium rządu i dopiero po akceptacji rządowej rozpisywano konkursy na poszczególne moduły z określeniem warunków konkursowych...

Konkursy na realizację zadań rozstrzygały komisje powoływane przy ministerstwie. Dr Meder zapewnia, że w skład komisji konkursowych nie wchodzili jednak ci, którzy przystępowali do konkursu.

– Każdy podmiot ochrony zdrowia, jaki istnieje w Polsce, mógł przystąpić do konkursu pod warunkiem, że spełniał kryteria konkursu i spełniał kryteria jakościowe. Na podstawie konkursów niezależne komisje konkursowe, w skład których nie wchodzili realizatorzy poszczególnych programów, rozstrzygały konkurs. Teraz próbuje się mówić, że ktoś sobie sam coś załatwił. Ci, którzy realizowali program nigdy nie zasiadali w komisjach konkursowych. Mało tego, nawet jeżeli konkurs był wygrany na realizację zadania w ciągu dwóch czy trzech lat, każdego roku przeprowadzano reklasyfikacje, reewaluacje... Na każdy rok podpisywano nową umowę przyjmując raporty z poprzedniego roku. Nie było tak, że ktoś robił coś przez trzy lata i nie było wiadomo, co się dzieje. Każda decyzja dotycząca realizacji danego modułu musiała być podpisana przez ministra zdrowia i przewodniczącego Rady, czyli wiceministra zdrowia – zapewnia nasz rozmówca.

Zgodnie z regulaminem funkcjonowania Rady, każde jej spotkanie jest nagrywane i rejestrowane. Po posiedzeniu na stronach internetowych Ministerstwa Zdrowia zamieszczano stosowny komunikat.

Zgoda resortu
Pierwszym przewodniczącym Rady był wiceminister Jarosław Pinkas. Później przez krótki okres – wiceminister Andrzej Włodarczyk. Gdy ten podał się do dymisji, przewodniczącym został wiceminister Marek Twardowski.

– W ubiegłym roku przewodniczącym Rady był wiceminister Andrzej Włodarczyk. Miał zastrzeżenia co do finansowania szkoleń. Odchodząc z resortu przekazał temat swoim następcom. Bardzo długo czekaliśmy na decyzję. Zadano nam szereg pytań, na które przesłaliśmy odpowiedzi do Ministerstwa Zdrowia. Po miesiącu odpowiedziano nam, że jest zgoda resortu na wznowienie szkoleń – relacjonuje dr Meder.

Na program wydawano 250 mln zł rocznie, w tym na szkolenia 2 mln zł. Znacząca cześć pieniędzy przeznaczana była na zakup kosztownej aparatury do radioterapii i diagnostyki oraz finansowanie badań przesiewowych.

Ciężka praca

Czy wykładowcy mieli wygórowane stawki? Dr Meder tłumaczy nam, że szkolenia były bardzo pracochłonne, a od kwot, które podają media należy odjąć 40 proc. podatku i koszty poniesione przez wykładowców.

– Za wyszkolenie jednego lekarza zapłacono 320 zł. Nie podano, jak bardzo skomplikowany był program szkoleniowy. Jest realizowany na zasadzie programu autorskiego. Dobrano wysokiej rangi specjalistów, z co najmniej 20-letnim stażem pracy w onkologii, takich jak: radioterapeuci, chirurdzy onkologiczni, ginekolodzy onkologiczni i wielu innych. Byli to liderzy tych specjalności onkologicznych – podkreśla Janusz Meder. – Każdy z wykładowców miał zmiennika na wypadek nieobecności... Zastępowałem innych kolegów, miałem bardzo dużo wykładów i urosło z tego przez trzy lata tyle wykładów, ile urosło.Trzeba pamiętać, że to jest kompleksowa obsługa edukacyjna, gdzie w grę wchodzi stałe przebywanie ze szkolonymi przez cały okres trwania takiej sesji. To jest ośmiogodzinna „burza mózgów“: wykłady, dyskusje, wymiana poglądów, prezentacja przypadków, w których stwierdzano wielomiesięczne opóźnienia w rozpoznaniu choroby nowotworowej. Dostępność nawet w przerwie na kawę. Zostawiamy lekarzom swoje numery telefonów, mogą zawsze kontaktować się z nami. Pomagamy. Jest to kompleksowy program, który trudno rozpatrywać tylko poprzez dzielenie na wykłady. Eksperci mówią, że właśnie tyle kosztuje dobre szkolenie... Jeżeli te 619 tys. zł podzieli się przez 36 miesięcy i odejmie 40 proc. podatku, to przestaje to już być taką ogromną sumą.

Siła zawiści?
Być może zainteresowanie wysokością gaży medyków wynika z zawiści ich kolegów. Lekarze są rozgoryczeni, że „zrobiono na nich nagonkę”.

– Czy chodzi tylko o to, że np. ja zarobiłem 600 tys. zł, a dr Luboiński 400 tys. zł. Czy nie ważniejsze jest to, że szkoliliśmy jednego lekarza za 320 zł. Co jest tu problemem? Za te pieniądze wyszkolenie tylu lekarzy to sukces. Być może to zwykła zawiść. Nikt nie mówi, że za drogie było szkolenie lekarza, głównym problemem stały się zarobki szkolących. Boli nas to, że nikt nie mówi, że wcześniej szkoliliśmy lekarzy przez trzy lata, że mieliśmy świetną opinię Kolegium Lekarzy Rodzinnych. Mieliśmy dobrą opinię, która prawdopodobnie została wzięta pod uwagę przez komisję konkursową – uważa doktor.

Jakie wymierne korzyści przyniosło szkolenie lekarzy pewnie trudno przeliczyć na złotówki. Jednak jak podają specjaliści w Polsce poprawiły się w tym czasie statystyki wyleczalności nowotworów, co już może oznaczać konkretne oszczędności.

– Leczenie pacjenta lekami celowanymi molekularnie kosztuje od 20 do 30 tys. zł miesięcznie. Rok leczenia białaczki, szpiczaka – 180-200 tys. zł – jeden pacjent. Edukacja lekarzy, to inwestycja państwa. Dlaczego nikt nie mówi, że radykalnie poprawiły się w Polsce wyniki wyleczalności? Było 30 proc. jest 40-45 proc. Jestem przekonany, że nasza działalność przyczyniła się do tego, że wcześniej zostaje rozpoczęte leczenie chorego, że lekarze wcześniej kierują na badania, mają czujność onkologiczną. Nie sposób tego nie zauważyć. Przeszkolono 12 tys. lekarzy. Chciałbym, żeby ktoś ocenił efektywność tych działań – stwierdza dr Meder.

Ile za wykład
Czy lekarze z Centrum Onkologii to najlepiej zarabiający medycy w Polsce? Raczej nie. Za sponsorowany przez firmę farmaceutyczną wykład można zarobić jednorazowo nawet 10 tys., a kilkaset złotych za prywatną wizytę u znanego specjalisty stało się już normą.

– Atakują nas moraliści. A ja np. nie brałem udziału w żadnych badaniach klinicznych, które byłyby płatne za pacjenta. Jeżeli uczestniczyłem, to w bezpłatnych we współpracy z kolegami z Europy. Nie mam czasu na praktykę prywatną, a wiadomo, jakie dzisiaj są ceny prywatnych wizyt. Dyżurów lekarskich nie biorę, bo po nocach piszę. Żeby zarobić podobne pieniądze wystarczyłoby brać dyżury w dwa weekendy miesiąca – tłumaczy doktor.

Program, który realizowało Centrum Onkologii miał edukować społeczeństwo, lekarzy i studentów medycyny. Pieniądze przeznaczone na jego realizację nie były przewidziane na leczenie.

– Nie popełniliśmy żadnego przestępstwa. Jestem przygnębiony, ponieważ czuje się malutki wobec machiny, która próbuje mnie zmiażdżyć – podsumował dr Meder.

Wątpliwości wiceministra
Portal rynekzdrowia.pl zapytał byłego wiceministra zdrowia, przewodniczącego Okręgowej Rady Lekarskiej w Warszawie dr. Andrzeja Włodarczyka o to, jakie były jego wątpliwości co wydatków na program zwalczania chorób nowotworowych.

– Procedura akceptacji wydatków na program rozgrywała się tuż przed moim odejściem z Ministerstwa. Miałem uwagi, co do wydatków, które przekazałem kierownictwu resortu. Nie brałem już udziału w podejmowaniu decyzji, co do akceptacji programu w 2008 r. Swoimi uwagami podzieliłem się z minister zdrowia Ewą Kopacz, co skutkowało później wydaniem m.in. rozporządzenia, które wprowadzało procedurę zamówień publicznych do procesu konkursowego w programie – tłumaczy dr Włodarczyk.

Zaniepokojenie byłego wiceministra wzbudziła wysokość kwot przewidzianych na szkolenie jednego lekarza, wliczając koszty cateringu i wykładowców.

– Na jednego szkolącego lekarza planowano przeznaczyć ponad 1600 zł. Niepokojące były również wydatki na filmy szkoleniowe – 30 z nich miało kosztować 500 tys. zł. Dodatkowo niepokoiły mnie też wyceny niektórych procedur – wyższe nawet niż dyktował rynek placówek niepublicznych oraz kwestia dofinansowania zakupu sprzętu do radioterapii i diagnostyki, to dlaczego  kupowano go pojedynczo, a nie w zamówieniach centralnych, co jak wiadomo jest tańsze – wylicza były wiceminister.

Portal rynekzdrowia.pl będzie dalej śledził losy tej sprawy. Niebawem przedstawimy stanowisko Ministerstwa Zdrowia w tej kwestii.

Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum