Dziennik Polski/Rynek Zdrowia | 16-10-2020 13:17

Dr Friediger: setki szpitali wyłączono z walki z epidemią, nie pojmuję tego

Cały ciężar walki został zrzucony na barki wojewódzkich i powiatowych szpitali sieciowych, znajdujących się bezpośrednio pod nadzorem NFZ i przezeń finansowanych. Wyłączone są setki szpitali, które są spółkami, choć również korzystają ze środków publicznych - mówi dr Jerzy Friediger, dyrektor Szpitala Specjalistycznego im. Stefana Żeromskiego w Krakowie oraz członek prezydium Naczelnej Rady Lekarskiej.

Na zdj. dr Jerzy Friediger, dyrektor Szpitala Specjalistycznego im. Stefana Żeromskiego w Krakowie. Fot. PTWP

Jerzy Friediger, zapytany, jak ocenia krajową strategię w walce z koronawirusem, podkreśla, że przede wszystkim wyłączono z niej setki szpitali, które są spółkami, ale korzystają ze środków publicznych.

Zaznacza, że funkcjonują dziś poza systemem zabezpieczenia przeciwepidemicznego i nadal pracują w trybie planowych przyjęć oraz mogą samodzielnie decydować, kogo i kiedy chcą leczyć. Friediger ocenia, że "w ten sposób mają duże przychody przy stosunkowo niewielkich kosztach".

- Zupełnie nie rozumiem, dlaczego te placówki pozostają bez obciążeń związanych z pandemią, a w tym samym czasie my działamy w stresie, w trybie dyżurowym, mamy oddziały ratunkowe i izby przyjęć, więc tylko do nas trafiają pacjenci z koronawirusem - mówi w rozmowie z "Dziennikiem Polskim".

Dodaje, że nie jest w stanie pojąć tego podziału. Zaznacza, że sytuacja finansowa jego szpitala jest przez to bardzo ciężka.

Według szefa krakowskiej placówki jest wiele miejsc dysponujących sprzętem i pomieszczeniami, do których można by wstawić łóżka.

"Tak jest na terenie po szpitalu uniwersyteckim przy ul. Śniadeckich czy przy Botanicznej, w Proszowicach mamy wolne pomieszczenia po zawieszonych oddziałach zakaźnym i pulmonologii. Wielki potencjał ma też np. mało obciążony szpital w Rabce, ale jakoś nikt go nie zauważa, zaś całe odium walki na tamtym terenie spada na ledwie dychający szpital w Nowym Targu. To nie jest normalne" - czytamy w wywiadzie.

Ocenia, że dopóki nie będzie na terenie województwa osoby, która po analizie sytuacji będzie mogła jednoosobowo podejmować odpowiedzialne decyzje o przekazywaniu szpitalom nowych obowiązków związanych z pandemią, źle widzi przyszłość. Ostrzega, że "pacjenci będą umierać w karetkach krążąc pomiędzy szpitalami, bo nie starczy dla nich miejsc, a tymczasem w innych placówkach będzie się luksusowo przyjmować planowych chorych".

Więcej: dziennikpolski24.pl