Dąbrowa Górnicza: taki kryzys jest możliwy w każdej samorządowej lecznicy?

Autor: Jacek Janik/Rynek Zdrowia • • 21 marca 2016 05:49

Łaska pańska na pstrym koniu jeździ - tak w skrócie można opisać historię Zagłębiowskiego Centrum Onkologii - Szpitala Specjalistycznego im. Sz. Starkiewicza w Dąbrowie Górniczej. Niemal z dnia na dzień lecznica stała się zwierciadłem, w którym odbijają się różne problemy placówek samorządowych.

Po wznowieniu działalności interny i w pełnym wymiarze SOR-u, kłopoty dąbrowskiego szpitala się nie skończyły. Strona związkowa domaga się podwyżek płac dla wszystkich pracowników w wysokości 300 zł brutto, zapowiada strajk ostrzegawczy. Fot. Andrzej Wawok/PTWP

O szpitalu zrobiło głośno, kiedy pod koniec stycznia pełniący obowiązki dyrektora Zbigniew Grzywnowicz wystąpił do NFZ o zawieszenie na pół roku działalności oddziału chorób wewnętrznych, z powodu braku lekarzy o tej specjalności.

Jeszcze jesienią złożyli oni wypowiedzenia, łącznie z ordynatorem. Dyrektor zaprzecza, że konflikt, który spowodował odejście z pracy lekarzy specjalistów, był personalny.

- Jego podłoże było przede wszystkim ekonomiczne. Zaczął się wewnątrz oddziału. Przebiegał na linii oddział wewnętrzny - SOR. Jego źródłem było podporządkowanie sobie możliwości decydowania o zasadności hospitalizacji - mówi dyrektor.

Rzutem na taśmę
W poniedziałek (14 marca) dyrekcja dąbrowskiego szpitala wysłała do Urzędu Wojewódzkiego, NFZ, a także do mediów pismo informujące, że ustały przyczyny braku możliwości zapewnienia udzielania świadczeń na oddziale chorób wewnętrznych oraz SOR i szpital ponownie podjął działalność w tym zakresie.

W trakcie oficjalnej konferencji prasowej wznowienie działalności dąbrowskiego szpitala w pełnym zakresie potwierdził także dyrektor Śląskiego Oddziału Wojewódzkiego NFZ Jerzy Szafranowicz, przyznając, że problem udało się zażegnać w ostatniej chwili. Gdyby szpital nie zatrudnił lekarzy, straciłby część kontraktu, bo o północy umowa na świadczenie usług medycznych na internie i SOR z placówką zostałaby zerwana.

Jak poinformował, na oddziale internistycznym dąbrowskiego szpitala pracuje obecnie 8 lekarzy, a w SOR - 24, w tym 5 internistów. Potwierdził także, że w szpitalu od kilku dni trwa kontrola Funduszu, która ma zbadać działalność SOR, a także sprawę zgonu pacjentki, odesłanej z dąbrowskiego szpitala w czasie, kiedy nie działał tam oddział. Wyniki kontroli mają być znane do dwóch tygodni.

Nie koniec problemów
Po wznowieniu działalności interny i w pełnym wymiarze SOR-u kłopoty szpitala się nie skończyły. Zaostrza się konflikt między związkami zawodowymi a dyrekcją placówki. Wszystkie związki zawodowe działające w szpitalu zapowiadają na wtorek (22 marca) dwugodzinny strajk ostrzegawczy. Strona związkowa domaga się podwyżek płac dla wszystkich pracowników w wysokości 300 zł brutto.

W ocenie związkowców wynagrodzenia w szpitalu są zbyt niskie. Część osób otrzymuje podwyżki tylko, gdy rośnie płaca minimalna. Dodatkowo zarobki na tych samych stanowiskach są znacznie zróżnicowane. Jak podkreślają reprezentanci organizacji związkowych, z tego powodu i ze względu na złą organizację pracy ze szpitala odchodzi wielu specjalistów.

- Jesteśmy po pierwszym spotkaniu dotyczącym roszczeń płacowych z mediatorem. Nie uchylam się od regulacji płacowych. Jednak przy niewiadomej związanej z kontraktowaniem świadczeń podejmowanie przeze mnie płacowych zobowiązań długoterminowych nie jest zasadne. Przewidywane są także nowe regulacje dotyczące stawek godzinowych. Muszę wiedzieć, jakich grup zawodowych to będzie dotyczyło i jak wpłynie na finanse szpitala - mówi Grzywnowicz.

Jak podkreśla, związki zawodowe nie chcą przyjąć do wiadomości, że od 2007 roku, kiedy w szpitalu trwały strajki głodowe lekarzy i pielęgniarek, placówka nie może do dzisiaj odbudować wielkości swojego dawnego kontraktu, z którego utracono 30 procent.

- Apeluję w tej sprawie o zdrowy rozsądek. Zobowiązałem się przed stroną społeczną i mediatorem, że przygotuję dokumenty, które będą przedmiotem analizy i podstawą do dalszych rozmów - mówi dyrektor.

Polityka pomaga i przeszkadza
Dynamiczny rozwój szpitala związany był niewątpliwie z polityką. To tu dyrektorował Zbigniew Podraza (formalnie wciąż dyrektor na urlopie bezpłatnym), poseł (SLD), późniejszy wiceminister zdrowia, obecnie prezydent miasta Dąbrowa Górnicza, a po nim Beata Małecka-Libera (dyrektor w latach 2002-2005), późniejsza posłanka (PO), jeszcze w ubiegłym roku wiceminister zdrowia.

Polityczne zaplecze szpitala zapewne miało wpływ na to, że zapadły decyzje o budowie Zagłębiowskiego Centrum Onkologii. Najpierw była poradnia onkologiczna, później oddział chemioterapii, oddział onkologii klinicznej. Powstała w końcu koncepcja stworzenia radioterapii z dwoma bunkrami - miał kosztować 85 mln zł. Ostatecznie jednak zdecydowano się na budowę kompleksowego ośrodka onkologicznego, którego koszt przewidziano na kwotę 200-220 mln zł.

- Zarzucając nam przeinwestowanie zapomina się o strukturze finansowania przedsięwzięcia. Część pieniędzy - 12 mln zł - otrzymaliśmy z Ministerstwa Zdrowia i została ona uzupełniona o nasz własny wkład. Pozostała część inwestycji miała zostać sfinansowania przez jej wykonawcę - mówi dyrektor Grzywnowicz.

Zamówienie zostało skonstruowane na zasadzie: wybuduj, wyposaż, sfinansuj - a szpital przez 15 lat miał tę inwestycję spłacać. To jasne, że obsługa finansowa też kosztuje. Dzisiaj, jak informuje dyrektor, szpital zamknie rok stratą szacowaną ok. 2,5 mln zł, a szacunkowe zobowiązania wynoszą 5-6 mln zł. Amortyzacja to ok. 21 mln zł, a gros należności za inwestycję jest przedmiotem sporu sądowego.

Działalność ZCO musiała zostać uruchomiona, mimo braku kontraktowania przez NFZ, bo jej brak groził zwrotem dotacji. Za ubiegły rok wykonano tam świadczenia na kwotę 8 mln zł, które szpital musiał wypracować poza kontraktem z NFZ.

Przemyślana decyzja
Jak przekonuje Zbigniew Podraza, prezydent Dąbrowy Górniczej, decyzja o stworzeniu Centrum Onkologii właśnie w Dąbrowie Górniczej nie jest przypadkiem.

- Naturalną konsekwencją uruchomienia placówki był zamysł, aby do leczenia nowotworów podejść kompleksowo. Region Zagłębia posiada jeden z najwyższych w kraju wskaźnik zachorowalności na nowotwory. Od samego początku projekt jego stworzenia był wspierany przez ówczesnego wojewodę śląskiego Zygmunta Łukaszczyka, marszałka Adama Matusiewicza oraz gliwicki Oddział Centrum Onkologii Instytutu im. Marii Skłodowskiej-Curie, który podjął się koordynacji merytorycznej i opracowania projektu - stwierdza prezydent Podraza.

Tłumaczy, że obecna sytuacja finansowa szpitala w dużej mierze jest efektem trudnej do zrozumienia decyzji władz śląskiego oddziału Funduszu oraz braku kontraktu na opiekę onkologiczną, która mimo wszystko udzielana jest pacjentom dąbrowskiego szpitala.

Bez kontraktu
Braku kontraktowania w czasach, kiedy zapadały decyzje o budowie ZCO nie można było przewidzieć. Jednak czy rzeczywiście ośrodki onkologiczne w całej Polsce powstają w ramach przemyślanej długofalowej strategii inwestycji dostosowanych do obecnych i przewidywanych potrzeb?

Dr Rafał Muchacki, wojewódzki konsultant w dziedzinie chirurgii onkologicznej, który wizytował ZCO, nie ma zastrzeżeń co do ilości zatrudnionych tam specjalistów, odpowiedniego sprzętu i ilości przeprowadzanych zabiegów.

- Trudno jednak jest mówić o jakiejś koordynacji, kiedy każdy z obecnie pięciu ośrodków onkologicznych na Śląsku ma innego właściciela. Także ustawa o działalności leczniczej i o konsultantach wojewódzkich czy krajowych jest tak skonstruowana, że nie maja oni w ogóle wpływu na to, co powstaje i gdzie. Nikt o zdanie się ich nie pyta - mówi dr Muchacki.

Także zdaniem prof. Macieja Krzakowskiego, konsultanta krajowego w dziedzinie onkologii klinicznej w wielu województwach są tworzone nowe ośrodki onkologiczne, których powstanie bardzo często nie jest poprzedzone rzetelnym określeniem: częstości i struktury zachorowań oraz innych, bardziej szczegółowych wskaźników oraz możliwości zapewnienia odpowiedniej liczby kwalifikowanych pracowników.

- W wielu przypadkach nikt nie zasięga w tej sprawie opinii tzw. nadzoru specjalistycznego. W efekcie w niektórych regionach dochodzi do skupienia nadmiernej liczby ośrodków, z których jedynie część posiada pełne możliwości prowadzenia wielospecjalistycznego postępowania przeciwnowotworowego. Potrzebne jest jak najszybsze tworzenie przez resort zdrowia tzw. map potrzeb - stwierdza prof. Krzakowski.

Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum