Czy to łóżko jest zajęte, czyli o przekazaniu pacjenta placówce specjalistycznej

Autor: Marzena Sygut/Rynek Zdrowia • • 01 października 2014 06:15

Jeśli szpital powiatowy lub miejski nie jest w stanie pomóc swojemu pacjentowi - szuka dla niego miejsca w szpitalu specjalistycznym. Okazuje się, że sprawa nie jest prosta. Nie zawsze problemem jest brak wolnych łóżek w specjalistycznych lecznicach.

Jak wiadomo pacjent, z którym nie radzi sobie powiatowy lub miejski szpital to pacjent ciężko chory, co w szpitalnej ekonomii oznacza, że jego leczenie może być bardzo kosztowne. Dlatego specjalistyczne szpitale nie są zbyt chętne do przejmowania takich chorych od placówek o niższej referencyjności.

Są przywileje, powinny być obowiązki
Dr Marek Balicki, były minister zdrowia i były dyrektor Szpitala Wolskiego w Warszawie zwraca uwagę, że specjalistyczne ośrodki otrzymują wyższą wycenę i lepsze kontrakty z NFZ za poszczególne procedury, szczególnie te kosztowne i wymagające wyspecjalizowanego, doświadczonego zespołu oraz drogiej aparatury niezbędnej do wykonywania zabiegów tylko w tzw. referencyjnych ośrodkach, dlatego powinny przyjmować chorych w najcięższym stanie.

Jak twierdzi, jeśli mają przywileje, powinny mieć też obowiązki. Tymczasem, nie raz odmawiają takiego przyjęcia, bądź wypytują dokładnie dzwoniącego lekarza o stan chorego i od tego uzależniają przyjęcie.

Zdanie to podziela prof. Zbigniew Gaciong, konsultant krajowy ds. hipertensjologii, były konsultant krajowy ds. chorób wewnętrznych. Jego zdaniem, szpitale uniwersyteckie, jeśli chcą utrzymać swój status, to powinni przyjmować ciężko chorych.

- To jest rzecz poza dyskusją, myślę też, że chyba żaden z ordynatorów takiej placówki, nie powie że takiego chorego nie przyjmie - zaznacza prof. Gaciong.

Ekspert wyjaśnia również, że u niego w ośrodku zawsze przyjmuje się chorych z innych szpitali. - Jest tylko jedno podstawowe pytanie, czy rzeczywiście w każdym przypadku pacjent wymaga specjalistycznej opieki, bo to, że pacjent jest ciężko chory nie oznacza wcale, że od razu musi być leczony w ośrodku o najwyższym stopniu referencji - tłumaczy prof. Gaciong.

Profesor zauważa jednak, że nawet w ośrodku specjalistycznym nagromadzenie pacjentów potrzebujących drogiego, długiego leczenia w sytuacji, kiedy przyjmuje się na takie leczenie też planowych pacjentów może doprowadzić oddział lub szpital do trudnej sytuacji finansowej. Jako przykład podaje pacjentów ze stopą cukrzycową.

- W ośrodku, w którym pracuję, w Klinice Chorób Wewnętrznych Nadciśnienia Tętniczego i Angiologii WUM SPCSK tacy chorzy też leżą. Jednak w ośrodku referencyjnym jest kolejka, pacjentów w takim stanie jest dużo, a ich leczenie jest bardzo kosztochłonne dla oddziału z uwagi na konieczność długiego pobytu, badań, niejednokrotnie drogich antybiotyków. Tacy chorzy mogą bardzo szybko wyczerpać kontrakt. Jeśli położy się takich chorych kilku, to wówczas oddział stoi w sytuacji szybkiego wyczerpania kontraktu i wygenerowania nadwykonań, za które nikt nie zapłaci - tłumaczy.

Nie zawsze jednak ekonomia, czy brak dobrej woli są przyczyną nieprzyjęcia pacjenta do ośrodka o wyższej referencyjności. Czasami powód jest prozaiczny - brak wolnych łóżek. Wtedy rozpoczyna się szukanie innej, odpowiedniej dla pacjenta lecznicy. Prawdziwy problem zaczyna się wówczas, gdy łóżko potrzebne jest od zaraz.

Czy rzeczywiście brak łóżek?
W ocenie dr Mirosława Ciechanowskiego, lekarza dyżurnego koordynatora w Centrum Zarządzania Kryzysowego Pomorskiego Urzędu Wojewódzkiego, problem ten można by ograniczyć do minimum, gdyby opis ruchu chorych w szpitalu zmieniał się automatycznie poprzez system komputerowy, tak jak to się dzieje np. w systemie bankowym.

Doktor potwierdza, że zarówno dyrektorzy placówek, jak też ordynatorzy szpitali, jako główną przyczynę odmowy przyjęcia pacjenta podają zbyt małą liczbę łóżek szpitalnych i brak na miejscu szefa oddziału. Wyjaśnia, że w woj. pomorskim są pewne rejony, gdzie brakuje łóżek danej specjalizacji, co powoduje, że nie ma gdzie przekazać potrzebujących pacjentów.

- Bardzo zła sytuacja jest np. w Trójmieście, gdzie jest zdecydowanie za mało łóżek na oddziałach psychiatrycznych, chorób wewnętrznych i na OIOM-ach.

Nie bez znaczenia jest także stan zdrowia chorego. Najtrudniej znaleźć jest miejsce dla osób starszych z wieloma chorobami współistniejącymi, czy też chorych przewlekle.

Pomocny w rozwiązaniu problemu ma być zbiorczy monitoring, który działa już w kilku regionach w Polsce.

Danuta Chmiel, kierownik ośrodka koordynacji w Wojewódzkim Pogotowiu Ratunkowym w woj. śląskim wyjaśnia, że działa on od blisko roku na terenie województwa. System opiera się na współpracy wszystkich szpitali, które mają w obowiązku wpisywanie wolnych łóżek każdego typu do tego systemu. Dzięki temu dostępny jest podgląd on line, dotyczący rozmieszczenia wolnych łóżek.

- My też jako pogotowie ratunkowe posiłkujemy się tym systemem, co bardzo ułatwia nam pracę - wyjaśnia Chmiel.

Dr Piotr Koźbiał, lekarz koordynator w Centrum Zarządzania Kryzysowego w woj. śląskim potwierdza, że system bardzo usprawnił pracę zarówno koordynatora, jak też samych dyrektorów szpitali.

- W każdym szpitalu osoba oddelegowana do tych zadań ma obowiązek codziennie aktualizować stan określonych łóżek. Niektóre typy łóżek aktualizuje się raz dziennie, inne dwa razy, a w wypadku łóżek na OIOM nawet trzy razy dziennie - podkreśla dr Koźbiał.

Cenna pomoc koordynatora
Przyznaje również, że czasami, choć jak wyjaśnia niezwykle rzadko, zdarzają się sytuację, że jest miejsce w systemie a szpital pacjenta nie chce przyjąć. Wówczas, jak wyjaśnia, dyrektorzy dzwonią do koordynatora po pomoc.

- To oczywiście nie należy do naszych obowiązków, ale jeśli możemy to staramy się pomóc. Trzeba jednak pamiętać, że nie jest to w naszej jurysdykcji, i że nie możemy nakazać przyjęcia pacjenta z oddziału do oddziału - tłumaczy dr Koźbiał.

Również Piotr Pieleszek z Centrum Prasowego Wojewody Zachodniopomorskiego wyjaśnia, że także u nich w regionie lekarz koordynator posiada aplikację, która pozwala mu orientować się w wolnych łóżkach szpitalnych. W przypadku pytań szpitali powiatowych jest w stanie takiej informacji udzielić.

Zawodna aktualizacja
Dr Koźbiał zwraca uwagę na jeszcze jeden problem. W jego opinii lekarz koordynator nie jest w stanie stwierdzić, czy system jest naprawdę aktualizowany zgodnie z wymogami czasowymi, i czy zawsze wprowadzany jest tam wiarygodny stan wolnych łóżek.

- Zdarzają się przypadki, ale bardzo rzadko, że ktoś zapomni zaktualizować system. Może też się zdarzyć, że miejsca mogą być nieaktualne, trzeba bowiem pamiętać, że jest to proces dynamiczny. O godz. 17 mogło być wolne miejsce, a dziesięć minut później może być już zajęte - zaznacza.

Potwierdza to także dr Ciechanowski, lekarz-koordynator w woj. pomorskim.

- Postulowaliśmy, żeby aktualizacja bazy łóżkowej odbywała się w czasie rzeczywistym i zmieniała się automatycznie poprzez system komputerowy. Miałby to być taki komputerowy ruch chorych w szpitalu. Jeśli lekarz wypisywałby pacjenta to system z automatu sam zmieniałby stan łóżek. Podobnie jak w banku, wysyłam przelew i pieniądze „schodzą” z konta. Tylko wówczas mielibyśmy rzeczywisty obraz wolnych, czy zajętych łóżek, co znacznie ułatwiłoby współpracę pomiędzy szpitalami - tłumaczy dr Ciechanowski.

Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum