Czas spłacić dług zdrowotny. W szpitalach będzie więcej miejsc dla chorych przewlekle, ale nie od razu

Autor: PW • Źródło: Rynek Zdrowia05 kwietnia 2022 15:00

Z początkiem kwietnia zlikwidowane zostały oddziały covidowe w szpitalach. Jest szansa, że intensywniej niż dotąd będzie można zmniejszać dług zdrowotny wywołany przez COVID-19. Przywrócenie pacjentom takiej liczby łóżek jak przed pandemią wymaga jednak czasu - zwracają uwagę dyrektorzy szpitali. Nam mówią na jakie problemy natrafiają.

Czas spłacić dług zdrowotny. W szpitalach będzie więcej miejsc dla chorych przewlekle, ale nie od razu
Od 1 kwietnia zlikwidowane zostały oddziały covidowe w szpitalach. Przybędzie łóżek. Fot. PAP/Leszek Szymański
  • Od 1 kwietnia nie ma już wyodrębnionych szpitali i oddziałów covidowych
  • Nim jednak liczba łóżek dla pacjentów wróci do stanu sprzed epidemii COVID-19 upłyną jeszcze miesiące
  • Szpitale przede wszystkim muszą odbudować braki kadrowe
  • Jeśli część urządzeń medycznych stała nieużywana, potrzebny jest ich dokładny przegląd
  • COVID-19 poluzował, ale koronawirus nadal z nami zostaje. Szpitale muszą posiadać przy oddziałach izolatki

COVID-19. Teraz w szpitalach przyjęcia już bez wymazów i triażu covidowego

Od 1 kwietnia nie ma już wyodrębnionych łóżek covidowych w szpitalach. Cały system leczenia pacjentów z koronawirusem został - jak kilka dni temu wyjaśniał minister zdrowia Adam Niedzielski - inkorporowany do zwykłego systemu opieki zdrowotnej.

Pandemia koronawirusa poluzowała, możliwe jest uwolnienie łóżek, na które czekają pacjenci z innymi chorobami. Nim jednak liczba łóżek wróci do stanu sprzed epidemii COVID-19 upłyną jeszcze miesiące. Do pokonania są problemy organizacyjne i kadrowe.

Główną oznaką powrotu do normalności sprzed epidemii jest ograniczenie testów na koronawirusa. Do 31 marca pacjenci przyjmowani w szpitalach do zabiegów planowych, także wymagający zabiegów w trybie nagłym, byli poddawani testom na COVID-19, antygenowym lub genowym. Od 1 kwietnia taka procedura już nie obowiązuje.

- Od 1 kwietnia pacjentom przyjmowanym planowo i w trybie pilnym nie wykonujemy testów, jeśli nie wykazują objawów koronawirusa. Z wytycznych Ministerstwa Zdrowia wprost wynika, że nie przeprowadza się testów, dlatego nie mamy podstaw prawnych, by postępować inaczej - stwierdza Mariola Szulc prezes zarządu, dyrektor generalny Wojewódzkiego Szpitala Specjalistycznego w Tychach, Megrez Sp. z o.o.

- Zlikwidowaliśmy przy wejściach do obu izb przyjęć dodatkowe kontenery, w których prowadziliśmy wymazy, triaż. Tego już nie ma, nie testujemy, gdy pacjent nie ma objawów - mówi Przemysław Gliklich, prezes Szpitala Miejskiego nr 4 w Gliwicach, potwierdzając niejako powszechność zmian.

COVID-19. Normalność wraca, izolatki zostają

W tym szpitalu jedną z oznak poluzowania reżimu pandemicznego jest demontaż kabiny prysznicowej w... sekretariacie prezesa.

- W tym miejscu w czasie pandemii potrzebna była śluza. Wracam na stare miejsce. Poczułem niesamowitą ulgę i nadzieję, że to co najgorsze, związane z koronawirusem już za nami - wyznaje Przemysław Gliklich.

W zarządzanym przez prezesa szpitalu po raz pierwszy od bez mała dwóch lat budynek placówki w jednej z dwóch lokalizacji, przeznaczony na początku pandemii w całości dla pacjentów covidowych, wraca do normalnego użytkowania. 31 marca w szpitalu przebywało jeszcze 10 pacjentów covidowych. Gdy formalnie od 1 kwietnia oddział wieloprofilowy przeznaczony dla przypadków covidowych przestał funkcjonować większość pacjentów została wypisana do domu, pozostali zostali przekazani do szpitali zakaźnych.

Jak przypomina prezes, wcześniej, testowanie pacjentów do zabiegów planowych, ale i pacjentów pilnych, pozwalało na szybsze wychwycenie przypadków covid.

- Jak brak testowania wpłynie na ciągłość pracy szpitala trudno przewidzieć, ale staram się być optymistą. Z doświadczenia wiemy, że wiosna i lato to okres zdecydowanego spadku zachorowań. Jeśli pacjentów z COVID-19 będzie kilku, to poradzimy sobie bez problemów - mówi prezes Przemysław Gliklich, zaznaczając, że przy każdym z oddziałów są izolatki, w których tacy pacjenci mogą być leczeni.

Jak zauważa Mariola Szulc z Wojewódzkiego Szpitala Specjalistycznego w Tychach po inkorporowaniu pacjentów covidowych do normalnie działającego systemu zdrowia, szpitale z oddziałami zakaźnymi mają o tyle łatwiejszą sytuację, że mogą tam ulokować takich pacjentów.

- U nas na oddziale zakaźnym leży teraz 13 pacjentów covidowych, 2 łóżka są wolne. To tam skohortowaliśmy chorych z całego szpitala. Dwa tygodnie temu mieliśmy jeszcze 30 pacjentów covidowych. Powoli ich wypisujemy, a nowi nie napływają, więc liczba niezbędnych łóżek redukuje się stopniowo - mówi dyr. Mariola Szulc.

Łóżka same nie leczą, potrzebna odbudowa kadr

W szpitalu dla pacjentów covidowych wykorzystywano, oprócz oddziału zakaźnego także łóżka internistyczne, oddziału geriatrycznego i kardiologii zachowawczej. Teraz można je wreszcie zwolnić. Jak jednak zaznacza Mariola Szulc, przygotowanie dla pacjentów przez szpital takiej samej liczby łóżek jak przed pandemią nie dokona się z tygodnia na tydzień, czy nawet z miesiąca na miesiąc.

- Sale otwierane dla pacjentów niecovidowych wcześniej muszą być zdezynfekowane, przygotowane - podkreśla. Ponownego udostępnienia wymaga jeszcze około 10 proc. łóżek z ok. 400 jakimi dysponuje szpital.

- Żeby dotychczasowe oddziały covidowe zaczęły normalną pracę zgodną z ich przeznaczeniem sprzed pandemii  (interna, geriatria czy kardiologia zachowawcza) najpierw trzeba odpowiednio dostosować grafiki pracy personelu.

- Od trzech tygodni spodziewaliśmy się decyzji ministerstwa o zmianie w systemie, jednak trzeba wziąć pod uwagę, że grafiki personelu, który pracuje także na dyżurach w innych placówkach, są planowane z 2-3- miesięcznym wyprzedzeniem. Dopiero po tym czasie można je będzie w pełni dostosować do potrzeb szpitala - wyjaśnia dyr. Mariola Szulc.

Jak przypomina, szpital w pierwszym roku pandemii był szpitalem jednoimiennym. Z powodu tego przekształcenia, w pierwszym roku pandemii utracił 25 proc. personelu i teraz stopniowo odbudowuje braki kadrowe. Musi też konkurować o pacjenta z innymi szpitalami, do których nie przylgnęła opinia „tych, do których przywożono pacjentów z covidem”.

- Taka opinia wpływa na to, czy pacjent szuka innego szpitala, który nie kojarzy mu się z koronawirusem. Ma też bezpośrednie znaczenie dla wykonania kontraktu - zwraca uwagę dyr. Mariola Szulc.

Sprzęt do przeglądu

Także prezes Przemysław Gliklich podkreśla, że ponowne uruchomienie szpitala pracującego w normalnym trybie, przywrócenie liczby łóżek, takiej jak sprzed pandemii wymaga czasu m.in. z dwóch powodów: sprzętowych i kadrowych.

Część urządzeń medycznych stała nieużywana i z tego powodu potrzebny jest ich dokładny serwis. Konieczne było przywrócenie aktualności paszportów urządzeń, gdyż technicy w warunkach covidowych, gdy sprzęt stał nieużywany, nie wykonywali przeglądów.

- Okazało się, że np. części sprzętu na nieczynnym podczas pandemii oddziale okulistycznym wymagają wymiany, bo sprzęt nie działa należycie. Mamy tam pełnowymiarową salę operacyjną, wyposażoną m.in. w lasery do zabiegów okulistycznych. Szacuję, że przywrócenie sali do użytku będzie wymagało, oprócz czasu, wydatkowania do 50 tysięcy zł na przeglądy i części. Trzeba też odnowić paszporty w pracowni endoskopii - mówi prezes Gliklich.

Wątpliwe, czy uda się uruchomić kriokomorę, z której znany był szpital. - Kriokomora też wymaga kosztownej naprawy, bo stała nieużywana. Z wstępnej oceny jej stanu technicznego wynika, że koszty naprawy mogą czynić ja nieopłacalną - dodaje.

I w tym szpitalu pojawi się problem z kadrami. - Lekarzy akurat mamy, uzyskaliśmy wiele miejsc specjalizacyjnych. Kłopot będzie z pielęgniarkami, bo wiele pań zrezygnowało z pracy i odeszło na emeryturę. Tu zasoby personelu zmniejszyły się nam o ok. 15-20 proc. Problem stanie się jeszcze większy, gdy po ustaniu pandemii COVID-19 zapadnie decyzja o pełnym przywróceniu obowiązujących wcześniej norm pielęgniarskich - zwraca uwagę prezes gliwickiego szpitala.

Oddziałów covidowych nie ma, ale koronawirus z nami zostaje

W wielu szpitalach, a tak jest np. w Zduńskiej Woli, zwolnione łóżka covidowe niemal natychmiast zapełnili pacjenci z chorobami przewlekłymi.

Zduńskowolski Szpital Powiatowy Sp. z o.o.do 21 marca był jednoimiennym szpitalem covidowym.

- Na internie mamy 38 łóżek i wszystkie są już zajęte. Widać dług zdrowotny jaki powstał w czasie pandemii - przyznaje Małgorzata Majer, dyrektor Zduńskowolskiego Szpitala Powiatowego Sp. z o.o.

Sytuacja epidemiologiczna widziana z perspektywy tego szpitala powiatowego potwierdza, że Covid-19 poluzował, ale koronawirus nadal z nami zostaje. - Mamy aktualnie 2 pacjentów z potwierdzonym covidem, przebywających w izolatkach - przekazała dyrektor Majer. Powiat zduńskowolski liczy ok. 67 tysięcy mieszkańców.



Dowiedz się więcej na temat:
Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum