Coraz mniej publicznych środków dla szpitali prywatnych. Ratunkiem dodatkowe ubezpieczenia?

Autor: Daniel Kuropaś/Rynek Zdrowia • • 23 listopada 2018 05:55

Model finansowania szpitali prywatnych nadal oparty jest w większości na środkach publicznych. Problem w tym, że wyraźne przekierowanie środków do sieci szpitali znacznie osłabiło finansowy grunt pod fundamentami placówek prywatnych. Czy jedyną szansą na odbicie jest rozwój prywatnych ubezpieczeń zdrowotnych?

Coraz mniej publicznych środków dla szpitali prywatnych. Ratunkiem dodatkowe ubezpieczenia?
Fot. archiwum

Szpitale prywatne stowarzyszone w Ogólnopolskim Stowarzyszeniu Szpitali Prywatnych stanowią ok. 15 proc. liczby wszystkich szpitali stacjonarnych ogólnych (w łóżkach szpitalnych to z kolei jedynie ok. 5 proc. rynku), razem z innymi szpitalami prywatnymi niepublicznymi jest to nawet 41 proc. To już poziom, o który warto zawalczyć.

- Szczególnie, że z najprostszych zestawień wynika, że szpitale prywatne działają lepiej, efektywniej, co jest rezultatem dbałości o koszty i działań optymalizacyjnych: każda złotówka jest przeliczana, skraca się pobyt pacjenta, a firmy zgłaszają, że są w stanie obsłużyć ich więcej - przekonywała Katarzyna Kamińska, ekspert OSSP na IV Kongresie Szpitali Prywatnych w Warszawie (22 listopada).

Wyraźna tendencja
Specjalistka polemizowała też z częstą opinią, iż szpitale prywatne to takie, które wybierają sobie tylko określone, zyskowne specjalizacje.

- To, co oferują szpitale prywatne to nie jest kwestia rodzynków. To kwestia uzupełnienia oferty publicznej dostępnej na rynku, czyli zaspokojenia popytu, który zgłaszają pacjenci. Można powiedzieć, że szpitale prywatne w pewnym sensie zabezpieczają sektor publiczny - zaznaczała Kamińska.

Choć szpitale prywatne są przygotowane na szybki rozwój, to bieg wydarzeń w kraju powoduje, że ich potencjał jest niewykorzystywany. Miało na to wpływ m.in. obniżenie kontraktów po 2015 r. oraz wprowadzenie sieci szpitali.

Największym płatnikiem dla szpitali prywatnych OSSP jest oczywiście NFZ, który finansował 62 proc. wartości przychodów w 2016 r. (tu notujemy spadek tylko o 3 proc. w porównaniu do roku 2015). Pacjenci finansowali natomiast 35 proc. przychodów, a ubezpieczyciele zaledwie 3 proc.

Dużo większy spadek widzimy z kolei, jeśli przyjrzymy się liczbie placówek Ogólnopolskiego Stowarzyszenia Szpitali Prywatnych z kontraktem z NFZ oraz wartości tych umów. Między 2011 a 2015 r. nie mniej niż 90 proc. jednostek OSSP posiadało kontrakt z Funduszem, ale w 2016 r. ta liczba gwałtowanie spadła do 76 proc. (i to jeszcze przed wprowadzeniem sieci szpitali). Wartość kontraktów szpitali OSSP spadła z kolei z 1 544,1 mln zł w 2015 r. do 1 350 mln zł w 2016 r.

- Istotna rzecz, że te dane kończą się na 2016 roku, a dopiero później zaczęła się rzeczywista tragedia - oceniał Andrzej Mądrala, wiceprezes OSSP.

Mimo to model finansowania szpitali prywatnych nadal, w większości oparty jest na środkach publicznych.

Nowy model finansowania?
- Jeśli kontrakty maleją, to przyjmujemy mniej pacjentów, którzy korzystają z naszych usług w ramach kontraktu, mamy mniejsze obłożenie łóżek i mniejsze wykorzystanie bazy. Dlatego rozwiązaniem, szansą dla całego systemu jest zmiana modelu finansowania - oceniała Katarzyna Kamińska.

- W naszym rozchybotanym otoczeniu finansowym może nas obecnie uratować jedynie rozwój prywatnych ubezpieczeń zdrowotnych - wskazywał prezes OSSP Andrzej Sokołowski. - Jeśli politycy nie mają pieniędzy i nie chcą wejść w konflikt ze społeczeństwem podnosząc podatki, to apelujemy, żeby pomyśleli o tym właśnie rozwiązaniu.

Jak porównywał, w Polsce jedynie 3 proc. przychodów szpitali prywatnych pochodzi od ubezpieczycieli - w Hiszpanii jest to 35 proc.

Andrzej Sokołowski ocenił, że w Polsce sektor prywatny jest zdecydowanie na dalszym planie, ale w wielu krajach europejskich tak nie jest i administracja z nim ściśle współpracuje. Dlaczego?

- Bo może zamortyzować pewne zawirowania finansowe i personalne, być takim buforem, którego potencjał można wykorzystać i wpisać w system.  W Polsce szpitale prywatne deklarują, że ich zasoby umożliwiają przyjęcie o 30 proc. więcej pacjentów - tłumaczył.

Sfera ryzyka
Jarosław Kozera, ekspert Pracodawców RP, stwierdził z kolei, że należy dzielić placówki niekoniecznie na prywatne i publiczne, ale na podmioty racjonalnie i nieracjonalnie działające. ''Racjonalne'' działają w środowisku pewnego ryzyka, m.in. upadłości. Ci, którzy nie muszą być ''racjonalni'', nie mają żadnego ryzyka.

- Ta sfera ''racjonalna'' lepiej organizuje proces leczenia, efektywniej. Cóż to oznacza? To sfera ''racjonalna'' powinna być naturalnym partnerem płatnika, bo mówiąc wprost, za tę samą kwotę będzie mógł więcej świadczeń kupić, a nie kupować spokój społeczny, co de facto teraz się odbywa - oceniał.

Ta sfera prywatna jego zdaniem w zasadzie jest i będzie takim partnerem, bo nie ma możliwości dalszego koncentrowania zasobów w szpitalach w momencie, kiedy starzeje nam się społeczeństwo.

- Jeśli obecnie przekierowaliśmy środki na sferę publiczną, szczególnie do szpitali w sieci, a zobowiązania wzrosły, to jeśli to przekierowanie ma na względzie zabezpieczenie dostępności, to skutek jest zgoła odwrotny - wskazywał.

Katastrofy nie było
Z krytycznymi poglądami obecnych na spotkaniu nt. skutków wprowadzenia sieci szpitali polemizował Dariusz Dziełak, dyrektor Departamentu Analiz i Strategii NFZ.

- Chcieliśmy porównać, co się wydarzyło po roku od wprowadzenia sieci, zweryfikować poglądy, że będzie jakaś katastrofa. Nie nastąpiło przede wszystkim globalnie zmniejszenie liczby świadczeń udzielanych przez podmioty w sieci. Wzrost był o ok. 2,7 proc. przeciętnie w skali kraju (tylko w woj. lubuskim mniej), a była obawa, że jak pojawi się ryczałt, to spadnie motywacja do udzielania świadczeń - wyjaśniał dyrektor Dziełak.

O ile blisko tej średniej jest opieka szpitalna i ambulatoryjna, to trochę niepokojące jest to, że zmniejszyła się liczba świadczeń stacjonarnych rehabilitacyjnych w szpitalach sieciowych.

- Nastąpiła pewna stabilizacja i łącznie ryczałty na II półrocze 2018 r. są o około 200 mln zł wyższe, tj. o 1,8 proc., przy czym największy wzrost odnotowały szpitale pediatryczne - to głównie kwestia zmian w taryfikacji. Natomiast ogólnie zmniejszyła się liczba podmiotów, które z okresu rozliczeniowego na okres otrzymały mniejsze kwoty ryczałtów. Było to 15 proc. szpitali (88 podmiotów). Przy pierwszym przeliczeniu było to prawie 23 proc. - wyliczał przedstawiciel Funduszu.

Co do poprawki? Niedostatecznie ukierunkowano sieć na ambulatoryjną opieką specjalistyczną, poprawia się już nocną i świąteczną opiekę, a lepiej wykorzystać istniejącą bazę mają pomóc tzw. ostre i tępe dyżury w szpitalach.

- Mamy bardzo dużo podmiotów leczniczych, które dyżurują całodobowo ostrodyżurowo, zdecydowanie więcej niż w większości państw europejskich. Jak objeżdżałem Polskę, w wielu ośrodkach wojewodowie prosili, żeby zlikwidować część SOR-ów, po to, żeby można było jeździć do jednostek, które są w stanie wykonać w pełnym zakresie leczenie pacjenta (np. udarowe). Ponadto jeśli każdy musi dyżurować, to wiadomo, że koszty są olbrzymie - wskazywał wiceminister zdrowia Maciej Miłkowski.

Podaż i popyt
Dariusz Dziełak sprzeciwił się też tezie, która pojawiła się w dyskusji, że struktura udzielanych świadczeń w placówkach publicznych i prywatnych jest podobna: - Chciałbym zwrócić uwagę, że jednak znaczną część, szczególnie w szpitalach pierwszopoziomowych stanowią łóżka i oddziały chorób wewnętrznych, które w szpitalach prywatnych w praktyce się nie znajdują. Natomiast z naszych prognoz wynika, że przy zmianach demograficznych, za 5-15 lat to będzie najbardziej obciążony i potrzebujący typ oddziału szpitalnego.

- Jeśli działalność na oddziałach wewnętrznych będzie odpowiednio wyceniona to zapewniam, że natychmiast powstaną oddziały wewnętrzne w sektorze prywatnym w całej Polsce. Wszystko jest w rękach politykach, my tylko reagujemy na ich decyzje - ripostował Andrzej Sokołowski.

Maciej Miłkowski zwrócił także uwagę na efektywność pracy w ochronie zdrowia, która jest bardzo słaba. Jego zdaniem częściej chyba w podmiotach publicznych niż niepublicznych. 

- Widać to także w POZ. Dobre podmioty wykorzystują różne funkcje, różne osoby, żeby odciążyć najdroższe zasoby (lekarskie), ale nie wszystkie. Organizacja jest bardzo ważna, bo w wielu zakresach od tego zależy utrzymanie podmiotów leczniczych czy oddziałów. Niektóre podmioty się zamykają ze względu braku personelu, który często odchodzi, ponieważ nie ma wsparcia administracyjnego - podkreślał wiceminister.

Dowiedz się więcej na temat:
Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum