Co zmieniła sieć szpitali? Są pierwsze opinie, ale na dane jeszcze poczekamy

Autor: PW/Rynek Zdrowia • • 29 stycznia 2018 05:23

Już prawie cztery miesiące funkcjonuje sieć szpitali. Co zmieniła w systemie ochrony zdrowia dla lecznic, a przede wszystkim dla pacjenta? To pytanie jeszcze pozostaje bez jednoznacznej odpowiedzi. Niemniej w oparciu o opinie dyrektorów szpitali można wysnuć pierwsze wnioski.

Ważną sprawą jest obecnie uporządkowanie wycen, zmiana taryfikacji świadczeń Fot. Archiwum (zdjęcie ilustracyjne)

Sieć szpitali ruszyła 1 października 2017 r. W założeniu ma ułatwiać pacjentom dostęp do świadczeń, a dyrektorom szpitali zarządzanie. Jak przyznaje dr Jerzy Gryglewicz, ekspert Instytutu Zarządzania w Ochronie Zdrowia Uczelni Łazarskiego, nie ma jeszcze jednoznacznych sygnałów czy to pozytywnych, czy negatywnych na temat funkcjonowania sieci.

Pierwszą analizę informującą jak wprowadzenie sieci szpitali wpłynęło na system poznamy dopiero wtedy, kiedy NFZ opublikuje dane dotyczące JGP.

- Z tej statystyki wyniknie jakie świadczenia są realizowane częściej, a jakich ubywa. Jeśli się okaże np., że mamy wzrost świadczeń realizowanych w trybie szpitalnym w chorobach, których w pełni wyleczyć się nie da, jak np. choroba zwyrodnieniowa stawów czy osteoporoza, to będzie to oznaczało, że oczekiwanej racjonalności nie uzyskujemy. Ale jeśli odnotujemy wzrost liczby procedur zabiegowych, to będzie to sygnał, że zmiany zmierzają w dobrym kierunku - mówi Jerzy Gryglewicz.

Ryczałt i koniec nadwykonań
Jak wynika z informacji uzyskanych przez nas w NFZ, pierwszych analitycznych danych płatnika ukazujących działanie sieci można spodziewać się nie wcześniej niż za miesiąc.

Przypomnijmy, że system opiera się obecnie na nowym sposobie finansowania, którego zasadniczym narzędziem jest ryczałt. To z góry określona, zagwarantowana pula środków dla szpitala, wyliczana w oparciu o wykonanie świadczeń w poprzednim okresie rozliczeniowym. Ryczałtowanie likwiduje jednocześnie tzw. nadwykonania. Szpital nie może już liczyć na to, że po przekroczeniu kwoty ryczałtu (tak jak kiedyś kontraktu) uzyska zapłatę za świadczenia wykonane ponad limit.

Ministerstwo Zdrowia argumentowało, że zarządzanie szpitalem w oparciu o nowe zasady finansowania będzie łatwiejsze niż dotąd, bo m.in. znacznie wzrasta rola dyrektora szpitala.

- Do tej pory to Fundusz określał liczbę i kwotę na określoną grupę świadczeń, teraz to dyrektor szpitala decyduje o tym, jak będzie dysponował tymi zasobami. Zakładamy racjonalizację i wzrost efektywności działania systemu właśnie również dzięki temu, że dyrektorzy będą lepiej dostosowywać swój potencjał do potrzeb pacjentów, a także do możliwości swojego podmiotu - wyjaśniał wiceminister zdrowia Piotr Gryza w pierwszych dniach funkcjonowania sieci.

Tam kolejki maleją, ale to nie efekt sieci
Mariusz Wołosz, wiceprezes Związku Szpitali Powiatowych Województwa Śląskiego, dyrektor SPZOZ - Szpital nr 2 w Mysłowicach zauważa, że pierwsza i zasadnicza zmiana jaka wynika z wprowadzenia sieci w zarządzanym przez niego szpitalu, to konieczność dostosowania się do obowiązującej zasady dysponowania zasobami finansowymi zakreślonymi przez płatnika wysokością ryczałtu.

- Po prostu musimy dostosować się do ryczałtu nie generując żadnych nadwykonań. Nie robimy nic więcej, nic mniej, tylko tyle ile mamy w umowie - mówi dyrektor, krótko i prosto podsumowując jeden z pierwszych zauważalnych w szpitalu efektów wprowadzenia sieci.

Dodaje: - Jeśli chodzi o ryczałtowanie i wyznaczoną nim ilość procedur to u nas wszystko się zgadza, ale gdy mowa o zapotrzebowaniu na świadczenia i o rzeczywiście ponoszonych kosztach, to niestety na tym tracimy i tracą pacjenci jako beneficjenci wyniku finansowego. Pacjenci dostają termin i czekają, bo jeśli wiemy, że za nadwykonane świadczenia nikt nam nie zapłaci, to ich po prostu nie możemy realizować.

Przyznaje natomiast, że w szpitalu maleją kolejki do zabiegów w tych zakresach, gdzie były największe, co jednak nie jest zasługą funkcjonowania mechanizmów sieci, ale lepszego finansowania w końcówce roku wybranych świadczeń.

- Wszczepianie endoprotez i operacje zaćmy, tam wyłożono w ostatnim czasie bardzo dużo pieniędzy i rzeczywiście zrobiliśmy tych zabiegów znacząco więcej. Jeśli taka tendencja się utrzyma, to kolejki w tych zakresach, przynajmniej jeżeli chodzi o nasz szpital, będą malały - podkreśla dyrektor Mariusz Wołosz.

Teraz pieniądze co miesiąc
Marcin Kuta, dyrektor Specjalistycznego Szpitala im. E. Szczeklika w Tarnowie mówi nam, że jak dotąd sieć praktycznie nic nie zmieniła w codziennym zarządzaniu kierowaną przez niego lecznicą. Zarządzaniu towarzyszy natomiast świadomość, że wynikiem pracy w IV kwartale 2017 r. i pierwszym kwartale 2018 r. będzie wysokość kontraktu na II półrocze. Za tym idzie przewidywalność i stabilność finansowania.

Dyrektor przyznaje też, że rzeczywiście - jak oczekiwano - nowe rozwiązania wprowadzające finansowanie w oparciu o ryczałt przyniosły bardziej elastyczny dopływ środków do szpitala. - W poprzednim systemie w oddziałach, w których mieliśmy nadwykonanie otrzymywaliśmy środki do wysokości kontraktu, a tam gdzie nie było wykonania - do wysokości wykonania oczywiście. Potem, po bilansowaniu, po przesunięciu świadczeń, odzyskiwałem te pieniądze i podobnie dyrektorzy innych szpitali, lecz działo się to - powiedzmy - po pół roku, 9 miesiącach, czasem przy rozliczeniu roku - przypomina.

Teraz pieniądze za tak wykonane procedury szpital otrzymuje co miesiąc. - I to jest niewątpliwy plus nowego rozwiązania. Mam na myśli to, że oddziały które nadwykonywały świadczenia - po zbilansowaniu z tymi, które w danym miesiącu świadczeń nie wykonały - i tak w ryczałcie się mieszczą. To w tej chwili najbardziej istotna zmiana. Te pieniądze po prostu mamy szybciej, co pozwala bardziej elastycznie zarządzać - słyszymy od dyrektora.

Dyr. Marcin Kuta zarządza zbilansowanym szpitalem. - Będąc lekarzem mam również świadomość misji szpitala i nie zamierzam w tej chwili czynić rewolucji, jeśli chodzi o przesunięcia w zakresie procedur wykonywanych na poszczególnych oddziałach - zapowiada.

Czekając na taryfikację
Klaudia Rogowska, dyrektor SPSK Nr 7 SUM w Katowicach, Górnośląskiego Centrum Medycznego, potwierdza, że faktycznie zgodnie z zapowiedziami środki, które szpital otrzymał na IV kwartał pozwoliły przewidzieć ilość pieniędzy jaką GCM będzie dysponowało w pierwszym półroczu 2018 r. - Możliwość zaplanowania środków na kolejne okresy rozliczeniowe jest istotnym ułatwieniem w zarządzaniu szpitalem - zaznacza.

Dodaje: - Co do alokacji środków wewnątrz szpitala, to też korzystamy z tej możliwości, przesuwając je tam gdzie dostrzegamy potrzebę większej dostępności dla pacjenta. Na razie obserwujemy ruch pacjentów i liczbę realizowanych procedur, i tu jeszcze nie mamy jasnych wniosków.

Szpital oczekuje jednak na wprowadzanie innych elementów reformy, które towarzyszą funkcjonowaniu sieci szpitali.

- Dla nas w tym zakresie najważniejszą sprawą jest uporządkowanie wycen, zmiana taryfikacji świadczeń - zaznacza dyr. Klaudia Rogowska. Tu dyrektor wymienia: choroby wewnętrzne, geriatrię, rehabilitację, psychiatrię, onkologię, część procedur w ortopedii w zakresie traumatologii, chirurgię ogólną, które są wycenione poniżej kosztów. - Nadal oczekujemy na to, że finansowanie tych procedur będzie podlegało zmianom - zaznacza.

Z myślą o zmianach
- System działa poprawnie, wszystkie szpitale podpisały uzgodnienia finansowe w nowym systemie i pacjenci są bezpieczni. Żadnego chaosu, wbrew głosom niektórych sceptyków, którzy funkcjonowali w poprzednim systemie, nie było i nie ma - podkreślał wiceminister Piotr Gryza w październiku 2017 r. tuż po wprowadzeniu nowego systemu.

Zapewne i dzisiaj diagnoza wypowiadana przez ministra byłaby podobna, z tym tylko, że zagrożeniem, dla funkcjonowania szpitali w sieci i zabezpieczenia świadczeń staje się brak lekarzy.

- Dochodzi lokalnie do zawieszenia działalności niektórych oddziałów i bardzo poważnych utrudnień w dostępie do usług zdrowotnych. To z kolei stwarza dla szpitali także zagrożenie dla ustalenia ryczałtu na kolejne okresy - zauważa wicemarszałek opolski Roman Kolek w nawiązaniu do kłopotów jakie przeżywają szpitale w Kluczborku i Oleśnie, gdzie od tygodni nie działają oddziały chorób wewnętrznych.

Pojawia się zatem taka myśl, że warto by było w niektórych częściach opieki szpitalnej przyjąć model dzienny. - Po to, żeby szpitale mogły te świadczenia wykonywać wypełniając potrzeby pacjentów bez konieczności stałego angażowania dużej kadry w nadzór i opiekę całodobową - mówi wicemarszałek, sugerując jeden z kierunków, jakie warto rozważać z myślą o zmianach w sieci szpitali.

- Owszem we wzorze obliczania ryczałtu znalazł się element premiujący lecznictwo ambulatoryjne, ale pozostaje obawa, że szpitale nadal będą koncentrowały się na hospitalizacjach - konstatuje, nawiązując do oczekiwań regulatora, że część procedur zostanie przesunięta do lecznictwa ambulatoryjnego poprawiając efektywność wydatkowania środków w ochronie zdrowia.

Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum