Co dalej z NFZ? Losy narodowego płatnika już nie są przesądzone

Autor: PW/Rynek Zdrowia • • 26 lutego 2018 05:55

W NFZ odbywają się pozytywne zmiany i z pewnością w obecnej kadencji parlamentu żadne kroki w kierunku jego likwidacji nie będą podejmowane. Tak brzmiała jedna z pierwszych, ważnych deklaracji nowego ministra zdrowia Łukasza Szumowskiego. - Może się okazać, że do likwidacji Funduszu w ogóle nie dojdzie, bo ten z zarządzaniem pieniędzmi na zdrowie radzi sobie coraz lepiej - rozważają eksperci, z którymi rozmawialiśmy.

Zamiar likwidacji NFZ wiązano z koncepcją budżetowej służby zdrowia. Fot. Piotr Waniorek PTWP

Zastąpienie Narodowego Funduszu Zdrowia przez agencje działające przy wojewodach oraz wprowadzenie systemu budżetowego zamiast obecnie funkcjonującego ubezpieczeniowego były jednymi z głównych pomysłów ministra Konstantego Radziwiłła, który w tych działaniach widział drogę ku naprawie systemu ochrony zdrowia. Tłumaczył, że zostanie utworzony Państwowy Fundusz Celowy, "który będzie zawiadywał pieniędzmi dotyczącymi zdrowia". Wskazał, że środki te będą pochodziły "przede wszystkim z podatków".

Pomysł był aktualny przez około półtora roku. - Kwestia ostatecznych decyzji dotyczących likwidacji NFZ to sprawa na następną kadencję - stwierdził w lipcu 2017 r. na konwencji Zjednoczonej Prawicy prezes PiS Jarosław Kaczyński.

Zamiar likwidacji NFZ wiązano z koncepcją budżetowej służby zdrowia. Pomysł budżetowania pojawił się jeszcze w 2005 r., ale się z niego wycofano. Nie popierał go minister zdrowia Zbigniew Religa, który swój udział w rządzie PiS i Samoobrony miał uzależniać od pozostawienia systemu ubezpieczeniowego.

Był zespół, nie było wniosków
- I teraz, jak się wydaje, przeanalizowanie przez polityków odpowiadających za gospodarkę korzyści z likwidacji NFZ i systemu ubezpieczeniowego spowodowało, że prezes PiS podjął publicznie decyzję w tej sprawie, dając do zrozumienia, że odstępuje od pomysłu budżetowej służby zdrowia - mówi nam dr Jerzy Gryglewicz, ekspert ochrony zdrowia z Uczelni Łazarskiego.

Dr Adam Kozierkiewicz, ekspert ochrony zdrowia, uważa, że likwidacja NFZ była postulatem stricte politycznym. - Poza pomysłem likwidacji nie było właściwie kontroferty i przekonujących argumentów, że inna instytucja poradziłaby sobie w systemie lepiej - rozważa.

- Jeśli NFZ miałby być likwidowany, trzeba by się zastanowić nad alternatywną formułą prawno-organizacyjną instytucji i prawdę mówiąc trudno tu znaleźć nową opcję, taką, której byśmy już nie testowali - mówi, przypominając, że postulat likwidacji NFZ był powrotem do pomysłu wiceministra zdrowia Bolesława Piechy, opartego o doświadczenia z działalności wojewodów z lat 80. i 90.

Tamten pomysł, zakładający przejęcie nadzoru nad pieniędzmi na świadczenia zdrowotne przez wojewodów, zlikwidowanie odrębnej składki zdrowotnej i zamienienie jej na kwotę płaconą z podatków, został skrytykowany przez ekspertów. Z reguły uznawali, że zasilanie ochrony zdrowia z podatków nie zapewni koniecznej stabilności finansowania przy podejmowaniu decyzji budżetowych.

Podobne zdanie mieli eksperci zasiadający w powołanym jeszcze pod koniec 2016 r. zespole do opracowania zmian organizacyjnych w związku z planowaną likwidacją Narodowego Funduszu Zdrowia. Przedstawiany przez ministra Radziwiłła pomysł wzbudzał takie kontrowersje, że ów ministerialny zespół nigdy nie przedstawił ostatecznego sprawozdania ze swojej pracy. Zespół zakończył pracę w lipcu 2017 roku, bez wniosków.

- Większość członków zespołu była przeciwna likwidacji NFZ, ja również - mówi nam pytany o stanowisko w tej sprawie, wchodzący w skład zespołu, były minister zdrowia Marek Balicki, dodając, że dobrze się stało, iż wstrzymano pracę nad koncepcją likwidacji Funduszu.

Składkowy, budżetowy czy mieszany
Jak mówi, trudno nie zgodzić się z ministrem Szumowskim, że w ochronie zdrowia są dzisiaj do rozstrzygnięcia ważniejsze kwestie. Zdaniem Marka Balickiego, nie należy przeprowadzać zmian, które „nie rozwiązują żadnego problemu, a mogą powodować nowe”.

- Mamy dobrą koniunkturę gospodarczą, jest też ustawa o dążeniu do 6 proc. PKB na zdrowie do 2025 r. Nie ma powodu, by likwidować NFZ i przechodzić na system budżetowy. Wyodrębniona z podatku, znaczona składka jest bezpieczniejsza dla pieniędzy na zdrowie niż rozmyta w podatku - uzasadnia swoje stanowisko.

Jak można sądzić decydenci wykazali się umiejętnością słuchania ekspertów. Postawiony na czele NFZ p.o. prezesa Andrzej Jacyna podczas II Kongresu Wyzwań Zdrowotnych w marcu 2017 r. jednoznacznie potwierdzał, że wykona zadania, jakie postawi przed nim Ministerstwo Zdrowia, jeśli zapadnie decyzja o likwidacji Funduszu. Wydawał się jednak być zwolennikiem systemu mieszanego: ubezpieczeniowo-budżetowego i ewolucyjnych zmian.

- Przejście wprost na finansowanie budżetowe, oznacza, że wszystko będzie w rękach polityków i na dany rok dostaniemy pieniądze określonej wysokości albo nie. Minister zdrowia nie zawsze wygrywa w walce toczącej się przy uchwalaniu ustawy budżetowej. To było zmartwieniem 20-30 lat temu i nadal jest pewnym zagrożeniem, które należy rozważać decydując o zmianie systemu finansowania - zwracał uwagę p.o. prezesa Funduszu.

Dzisiaj już wiadomo, że wsparciem dla składkowego systemu ochrony zdrowia mają stać się zapisane ustawowo pieniądze w wydatkach budżetowych na zdrowie. Tak, by na te cele do 2025 roku wydawano nie mniej niż 6 proc. PKB. Jednak eksperci dają do zrozumienia, że jakiekolwiek dofinansowanie ochrony zdrowia z budżetu państwa jest wrażliwe na decyzje polityczne, bo można je z roku na rok odwołać.

- Prawdziwy test pojawi się wtedy, kiedy gospodarka zwolni i wówczas będzie wiadomo jak skutecznie MZ egzekwuje deklarację o dochodzeniu do 6 proc. PKB na zdrowie - stwierdza Adam Kozierkiewicz, dodając, że jest zwolennikiem systemu składkowego.

NFZ coraz lepiej oceniany
Jak na razie system ubezpieczeniowy pozostaje i trudno będzie znaleźć argumenty za innym rozwiązaniem. System składkowy stabilizuje przychody, wiemy to z polskich i międzynarodowych doświadczeń.

- W czasie kryzysu finansowego lat 2008-2009 generalnie systemy składkowe miały stabilny przypływ środków, a systemy oparte na podatkach np. w Hiszpanii, Grecji, Finlandii notowały gwałtownie spadki składek sięgające 10 proc. i więcej (Katalonia - 15 proc.) rok do roku - mówi Adam Kozierkiewicz. - To jest nie do pomyślenia dla nas. Nigdy nie przeżyliśmy czegoś takiego. Najgorszą sytuację mieliśmy bodaj w 2011 roku, kiedy przyrost przychodów NFZ był zerowy.

To jeden z argumentów, który kazał bardzo ostrożnie podchodzić do zmian w systemie finansowania ochrony zdrowia i związaną z nimi koncepcją likwidacji NFZ. Były i kolejne.

Jak zauważa Jerzy Gryglewicz, NFZ miał za sobą poważny argument w dyskusji o przyszłości narodowego płatnika w ochronie zdrowia. Wykazywał bowiem już od lat, że jego koszty funkcjonowania, gdy porównać je z kasami chorych w innych krajach, są najniższe w Europie. Zaledwie około 1 proc. wydatków na świadczenia przeznaczane jest na koszty zarządzania składką.

NFZ, na co też zwraca uwagę ekspert, stał się również bardziej przyjazny dla świadczeniodawców. Do tego stopnia, że to nawet oni sami zaczęli go bronić przed likwidacją, widząc w nim instytucję działającą w sposób przewidywalny: - System składkowy, przy dobrych warunkach makroekonomicznych, a takie mamy w tej chwili, gwarantuje, że z roku na rok pieniędzy w budżecie NFZ będzie coraz więcej. To zaś powoduje, że NFZ jest wiarygodnym płatnikiem dla świadczeniodawców.

Reguły funkcjonowania NFZ po wielu latach stały się na tyle jasne, że Fundusz praktycznie spotykał się z coraz mniejszą krytyką. - Poza tym NFZ coraz lepiej się komunikuje się ze świadczeniodawcami. Informuje o działaniach, wykorzystując do tego celu portale. Przestał zaskakiwać, jak było w przeszłości, decyzjami zawartymi w zarządzeniach prezesa NFZ. Widać też, że w NFZ zwrócono dużą uwagę na jakość pracy urzędników i ich relacji ze świadczeniodawcami - zaznacza Jerzy Gryglewicz.

Nie w NFZ tkwi przyczyna problemów
Jak dodaje, po proteście rezydentów społeczeństwo trafniej identyfikuje rzeczywiste przyczyny problemów naszego systemu ochrony zdrowia. Są nimi jeden z najniższych poziomów finansowania ochrony zdrowia w Unii Europejskiej i braki lekarzy, które też lokują nas na końcu europejskiej stawki.

- Do świadomości społecznej przebił się przekaz, że kłopoty naszego systemu ochrony zdrowia to nie wina instytucji jaką jest NFZ. Pomysł narodowej służby zdrowia autorstwa ministra Radziwiłła wydaje się w zestawieniu z tymi faktami po prostu propagandowy. NFZ, który przestał zbierać złe oceny, też ma zresztą w swojej nazwie „narodowy” - zauważa Jerzy Gryglewicz.

Adam Kozierkiewicz dodaje, że NFZ powinien pozostać, ale cały czas trzeba go wzmacniać i poprawiać: - Przede wszystkim NFZ musi mieć odpowiedni potencjał administracyjny, by analizować dane, które zbiera i aktywnie pracować nad sposobami organizacji opieki.

Sugeruje też, że NFZ powinien teraz skierować swoje działania w kierunku pacjentów, podobnie jak towarzystwa ubezpieczeniowe, które obsługują swoich klientów oferując wsparcie za pomocą call center, dzięki czemu pacjentowi łatwiej poruszać się w systemie. Mamy na to pośrednie dowody, że można wykonać takie działania sferze publicznej. W latach 2008-2010 brytyjski NHS, który cierpiał na podobne wizerunkowo problemy jak NFZ, uruchomił system wsparcia ubezpieczonych łącząc call serwis ze stroną internetową. W efekcie przyniosło to pacjentom łatwiejszy dostęp do informacji i poprawiło ocenę tej instytucji.

Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum