Ryszard Rotaub/Rynek Zdrowia | 15-01-2013 05:53

CZD: czy można pozbyć się długów bez zmian w finansowaniu pediatrii?

Dla części opinii publicznej najbardziej satysfakcjonujące byłoby znalezienie kozła ofiarnego i obarczenie go odpowiedzialnością za dwustumilionowy dług Centrum Zdrowia Dziecka. Scenariusz byłby taki: do akcji wkracza CBA, zamyka kogo trzeba, odbiera pieniądze, i po problemie.

Ministerstwo Zdrowia nie wyklucza zawiadomienia CBA po zakończeniu kontroli - poinformowało w grudniu ub.r. Radio Zet, powołując się na pierwsze ustalenia zespołu ekspertów, który na zlecenie ministra zdrowia bada sytuację CZD.

Jednym z negatywnych bohaterów miałby być dr Michał Kornatowski, którego działalność ma ilustrować tezę o ryzykownych związkach Instytutu ze spółkami pożyczającymi pieniądze szpitalom. W przypadku CZD - jak zaznaczono - ogromny dług w ponad połowie jest w rękach firm handlujących długami szpitali.

Szukanie winnych
Jeśli chodzi o samego Kornatowskiego, to w informacji Radia Zet stwierdzono, że "wątpliwości wzbudza fakt, że przez ponad trzy lata pełnomocnikiem Piróga (dr Maciej Jan Piróg od 2002 do 2012 r. kierował CZD - red.) była osoba, która równocześnie pełniła funkcję wiceprzewodniczącego rady nadzorczej spółki Magellan handlującej długami szpitali. CZD jest na dziś winne tej firmie ponad 62 mln zł. Michał Kornatowski do dziś jest też w radzie nadzorczej spółki Electus, której szpital jest winien ponad 14 mln zł".

Przypominamy ten fragment Michałowi Kornatowskiemu. - Jest to nieuprawnione zestawienie faktów, które miały miejsce w innym czasie. Nie chcę się do tego odnosić i udowadniać, że nie jestem wielbłądem - komentuje.

Wspomina jednak, że od 2006 r. nie ma zawodowych, formalnych związków z CZD. - W innym czasie byłem w radzie nadzorczej Magellana. Dopiero cztery czy pięć lat po moim odejściu z Magellana, szpital zadłużył się w Magellanie. Moja osoba nie ma więc związku ze sprawą zadłużenia.

W jego ocenie bardzo mało szpitali ma taką kondycję finansową, żeby otrzymać w banku pieniądze w formie kredytu lub pożyczki. Dlatego muszą szukać innych możliwości. - Nikt na siłę nie przyprowadza do Magellana czy Electusa biednych owieczek, tzn. szpitali, żeby zechciały wziąć kredyt. To prawda, że dostają droższe pieniądze, ale tego rodzaju firmy powstały po to, żeby zarabiać i osiągać zysk - dodaje.

Nie ulega wątpliwości, że okoliczności korzystania przez Instytut CZD z pieniędzy firm działających na rynku finansowym będą zbadane. Oby tylko nie przysłoniły innych spraw.

Historia zadłużania
- Trzeba zdiagnozować, dlaczego dług rósł tak drastycznie w ostatnich latach? Dlaczego dowiadujemy się dopiero dzisiaj? (...). Jakie były decyzje dyrektora, który dzisiaj zarządza CZD? Przecież te informacje musiały się pojawiać w czasie zarządzania instytutem - powiedział minister Arłukowicz na konferencji po głośnym liście, jaki na początku września skierował do niego nowy dyrektor CZD prof. Janusz Książyk.

Listem, w którym apelował o pomoc finansową i ratowanie placówki, profesor wywołał do tablicy ministra i uruchomił lawinę zdarzeń.

Arłukowicz wypomniał, że wynagrodzenia pracowników CZD wzrosły w ostatnich latach o 95 proc., gdy tymczasem przychody placówki wzrosły o 30 proc. Jak podkreślił, mimo że CZD otrzymało w latach 2007-2012 dodatkowo 175 mln zł ponad kontrakt, nie zatrzymało to rosnącego zadłużenia szpitala.

- Kiedy obejmowałem stanowisko dyrektora, szpital był mocno zadłużony - zadłużenie sięgało 20-25 proc. przychodów. Teraz jest to ok. 60 proc. rocznego przychodu z Instytutu - porównuje dr Piróg, który kierował CZD ponad 10 lat.

Mówi nam, że w ciągu 2-3 lat szpital wyszedł na zero, a przez kolejne 2-3 lata, do 2005-2006 roku, placówka była już na plusie: - W latach 2006-2007 zaczęło się powolne zadłużanie spowodowane warunkami narzuconymi przez NFZ. Polegało to m.in. na płaceniu za leczenie jednej choroby, podczas gdy w CZD dzieci leczone są kompleksowo.

Maciej Piróg zwraca uwagę, że zadłużenie zaczynało narastać lawinowo od połowy 2008 r., kiedy wprowadzono jednorodne grupy pacjentów (JGP). - Miesięczne straty dochodziły do 2 mln zł przy przychodach rzędu 18-20 mln zł.

Praca dla komisji
Kiedy opadły pierwsze emocje związane z opublikowaniem listu, przyszła pora na merytoryczne decyzje. Dyrektora Książyka zobowiązano, żeby przekazał do resortu zdrowia plan naprawczy (zakładał on oszczędności rzędu 23 mln zł, podczas gdy resort skarbu ocenił, że koszty powinny spaść o 48 mln zł). - Uznaliśmy, że plan wymaga dopracowania, a dyrekcja wsparcia - ocenił Arłukowicz.

W skład zespołu "wspierającego" dyrekcję powołano osoby, które - jak to określono - mają doświadczenie w prowadzeniu podobnych placówek i które z sukcesem wyprowadziły je z trudnej sytuacji finansowej. Przewodniczącym został dyrektor Akademickiego Szpitala Klinicznego we Wrocławiu Piotr Pobrotyn.

Zespół ma przygotować rozwiązania naprawcze, które będzie można wykorzystać w przypadku innych zadłużonych placówek, bo CZD to nie jedyne zmartwienie MZ. Jak zauważa Maciej Piróg, w jeszcze gorszej kondycji finansowej są m.in.: Dziecięcy Szpital Kliniczny w Warszawie, Uniwersytecki Szpital Dziecięcy w Prokocimiu, Instytut Centrum Zdrowia Matki Polski w Łodzi i wiele innych dziecięcych szpitali wysokospecjalistycznych.

Czytaj: Pora na rozwiązania systemowe: zadłużone instytuty czekają na resortowe decyzje ws. pomocy finansowej

- Ale tylko o CZD jest głośno, bo nowy dyrektor przejrzał rachunki, przestraszył się i nagłośnił sprawę - podejrzewa dr Piróg.
Wspomina, że sam wielokrotnie występował do ministra zdrowia i NFZ, ale nie publikował listów w mediach, bo byłby to swoisty szantaż wobec przełożonego. Pisał natomiast teksty do branżowych mediów i udzielał wywiadów na temat finansowania pediatrii i CZD. Jak obliczył, tylko w Rynku Zdrowia od 2008 r. ukazały się 4 publikacje w tej sprawie.

- Przez dwa lata byłem sekretarzem stanu w rządzie premiera Buzka i nadzorowałem wszystkie instytuty, więc nie wyobrażam sobie relacji szef - podwładny z udziałem mediów - wyjaśnia były dyrektor CZD.

I komentuje: - Nie sądzę, żeby obecna atmosfera wokół CZD służyła sprawie, a jest nią konieczność zmian w szpitalu, którego funkcjonowanie kosztuje od 18 do 20 proc. więcej niż płaci obecnie NFZ. Czyli nie 180 mln zł jak w 2012 r., tylko 220 mln zł. Tyle trzeba wydać na utrzymanie fantastycznego pod względem klinicznym i naukowym szpitala.

Czy te wyliczenia trafią na biurko ministra Arłukowicza? Nie wiadomo. Piróg jest zdziwiony, bo na żadnym etapie prac komisji ekspertów nie był proszony o wyjaśnienia.

- Raport końcowy miał być gotowy 10 stycznia. Nic nam nie wiadomo o przesunięciu terminu - mówi nam dr Paweł Trzciński, rzecznik CZD. - Członkowie komisji, a także licznych kontroli ministerialnych dzielą się z nami przemyśleniami - mówi, ale zaznacza, że z niektórymi propozycjami nie można się zgodzić.

- Chodzi o to, że każdy z członków komisji ma doświadczenia wyniesione ze swojego szpitala i próbuje przenieść je do CZD. A szpital pediatryczny będący instytutem ma swoją specyfikę i sprawdzone rozwiązania - wyjaśnia.

Eksperci zgodnie o CZD
Nim opinia publiczna pozna treść raportu, warto zauważyć, że oceny ekspertów na temat CZD są w wielu kwestiach podobne.
Bolesław Piecha, przewodniczący sejmowej Komisji Zdrowia (PiS), podkreśla, że wprowadzenie w 2008 roku jednorodnych grup pacjentów (JGP) zrównało szpitale specjalistyczne ze szpitalami powiatowymi.

- Zabiegi przeprowadzane w szpitalach powiatowych, z całym szacunkiem dla szpitali powiatowych, nijak się mają do tych przeprowadzanych w CZD. NFZ nie chciał i nie chce tego zauważyć. Kwalifikuje teraz biegunkę z odwodnienia tak samo, jak biegunkę wynikającą z poważnych chorób metabolicznych. Leczenie teoretycznie tej samej jednostki chorobowej w CZD będzie wielokrotnie droższe - wyjaśnia.

Piecha uważa, że dla takich specjalistycznych ośrodków finansowanie powinno być o 20 proc. wyższe.

- Pracuję w obszarze ochrony zdrowia od prawie 30 lat i wiem, że konieczne są zmiany strukturalne. Żaden plan naprawczy nie poprawi sytuacji. Będzie działaniem doraźnym polegającym na łataniu dziur, co może przynieść CZD chwilową ulgę - mówi z kolei dr Michał Kornatowski.

Jego zdaniem przyczyna zapaści finansowej jest znana: to zła wycena jednorodnych grup pacjentów w pediatrii, co powoduje narastającą stratę finansową. - Zarząd szpitala informował o tym organ nadzoru, czyli Ministerstwo Zdrowia, ale odzewu nie było - dodaje.

Maciej Piróg: - Niedoszacowanie wysokospecjalistycznej pediatrii jest ewidentnie główną przyczyną kłopotów szpitali dziecięcych o najwyższym poziomie referencyjności.

- Nadzieja w tym, że działający przy prezes NFZ zespół ekspertów opracuje nowy cennik JGP, który to system co do zasady uśrednia wszystkie koszty. W innych krajach wprowadzono jednak dodatkowe mechanizmy wspomagania budżetowego dla tych szpitali, które się nie mieszczą w wycenach JGP - dodaje.