Bydgoszcz: taki wzrost liczby pacjentów wróży kłopoty...

Autor: Gazeta Wyborcza/Rynek Zdrowia • • 11 maja 2009 15:12

Od początku roku Szpital Uniwersytecki nr 2 im. dr. Jana Biziela w Bydgoszczy przyjął prawie dwa tysiące więcej pacjentów niż rok temu w tym samym okresie. Może to oznaczać problemy finansowe i dłuższe kolejki oczekujących na świadczenia medyczne.

Jarosław Kozera, prezes Centrum Konsultingowego koordynującego pracę obu szpitali uniwersyteckich w Bydgoszczy wyjaśnia Gazecie Wyborczej, że 1100 pacjentów pochodzi z powiatu bydgoskiego, podczas gdy pozostałych 700 przyjechało z Inowrocławia, Świecia, Żnina, Nakła, Tucholi, Torunia. Z pierwszych sprawozdań wynika, że najbardziej oblężone oddziały to patologia ciąży, hematologia i reumatologia. Jeżeli chodzi o patologię, można to zjawisko wyjaśnić: rodzi wyż demograficzny i stąd więcej pacjentek.

- NFZ zapowiedział, że nie zapłaci w tym roku za przyjmowanie tzw. ponadlimitowych pacjentów. Niewykluczone, że inne szpitale ograniczają przyjęcia, bo obawiają się, że nie odzyskają wydanych pieniędzy. A ktoś musi tych chorych przyjąć. Przyszli więc do nas - mówi prezes Kozera.

Tak znaczący wzrost liczby pacjentów oznacza dla szpitala kłopoty finansowe. Kontrakt z NFZ był przygotowany na poziomie przyjęć z 2008 roku, nie zakładał więc takiego skoku kosztów. Podobna sytuacja może panować w Szpitalu Uniwersyteckim im. Jurasza w Bydgoszczy, jednak na razie nie wiadomo, czy istotnie tak jest. Raport w tej sprawie nie jest jeszcze gotowy.

- "Biziel" i "Jurasz" są szpitalami klinicznymi - przypomina Jarosław Kozera. -  To tutaj odbywa się najwięcej wysokospecjalistycznych, drogich operacji. Te zabiegi będą wykonywane w pierwszej kolejności. Takie jest nasze zadanie. Zabezpieczone będą też pacjentki, które trafią na patologię ciąży i rodzące kobiety. Chorzy, których życie nie jest zagrożone, będą musieli dłużej czekać w kolejce. Poprosimy też o interwencję NFZ. Fundusz ma prawo sprawdzić, jak inne szpitale wywiązują się z realizacji swojego kontraktu.

Prezes Kozera podkreśla, że szpitale kliniczne nie mogą generować kolejnych długów, bo te trzeba przecież spłacać. Jego zdaniem NFZ powinien różnicować koszty, w zależności od stopnia referencyjności lecznicy oraz pilnować, by lżej chorzy trafiali do szpitali powiatowych, gdzie ich leczenie będzie kosztowało mniej. To jednak wymaga zmian na szczeblu centralnym.

Dowiedz się więcej na temat:
Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum