Bydgoszcz: limity limitami, ale szpitale muszą przyjmować

Autor: Express Bydgoski/Rynek Zdrowia • • 22 maja 2009 15:15

Mieszkaniec Tarnobrzega przez cztery dni chodził ze złamaną ręką, bo poradnia ortopedyczna wyczerpała limit przyjęć. Czy to samo czeka mieszkańców Bydgoszczy? - pyta Express Bydgoski.

- Nadwykonania nie wynikają z naszego widzimisię, ale z rzeczywistych potrzeb. Jeżeli kontrakt pozwala mi na przyjęcie 100 pacjentów, a zachoruje 110, to tych 10 mam odesłać do domu? A może do innego szpitala, który też odeśle ich z kwitkiem? - zastanawia się Krzysztof Motyl, zastępca dyrektora Szpitala Miejskiego w Bydgoszczy.

- Problem w tym, że jak chory po drodze umrze, wina spadnie na lekarza i szpital, a nie na urzędnika z NFZ. Dlatego będziemy pracować tak, jak dotąd, a jeśli fundusz za nadwykonania nie zapłaci, będziemy się domagać pieniędzy przed sądem. Od 2003 roku mieliśmy już kilka takich spraw i wszystkie wygraliśmy. Pieniądze, choć z dwu-trzyletnim opóźnieniem, trafiały na nasze konto – dodaje dyrektor Motyl.

Po pierwszym kwartale wartość nadwykonań w Szpitalu Uniwersyteckim im. Biziela sięgnęła już kilku milionów, ale też liczba pacjentów, w porównaniu z 2008 rokiem, wzrosła o 15 procent.

- Jeśli ta tendencja się utrzyma, szpital zacznie się niebezpiecznie zadłużać. Jako szef placówki nie mogę na to pozwolić. Ale nie mogę też odsyłać pacjentów z kwitkiem. Tych, których stan na to pozwala, będziemy zapisywać w kolejki, które tym samym na pewno się wydłużą - przewiduje dyrektor szpitala Andrzej Motuk.

W Bydgoszczy od 590 do 2634 dni (7 lat) czeka się w kolejce po endoprotezę biodra, a stawu kolanowego od roku do 1652 dni. Operację zaćmy można przejść niemal od ręki (24 dni w szpitalu miejskim) lub poczekać 1940 dni w NZOZ Eskulap.

Dowiedz się więcej na temat:
Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum