Budżety szpitali powiatowych w rozsypce. Co radzą eksperci?

Autor: Marzena Sygut/Rynek Zdrowia • • 18 września 2019 05:55

W niektórych szpitalach powiatowych, już nawet 85 proc. budżetu placówki trafia na wynagrodzenia zatrudnionego personelu. Jeśli nie zmienimy sposobu finansowania szpitali w ramach sieci, to nie będziemy mieli za co leczyć pacjentów, a zapaść na rynku ochrony zdrowia tylko się pogłębi - twierdzą samorządowcy i eksperci rynku ochrony zdrowia.

Straty finansowe szpitali powiatowych zwiększają się z roku na rok. Załamanie nastąpiło w 2018 roku. Fot. Fotolia

Jak zaznacza Andrzej Płonka, prezes zarządu Związku Powiatów Polskich, starosta bielski, straty finansowe szpitali powiatowych zwiększają się z roku na rok. - Załamanie nastąpiło w 2018 roku, kiedy to średnia strata szpitala powiatowego sięgała kwoty 2 mln 731 tys. zł. W 2019 kryzys się tylko pogłębił. Z naszych badań wynika, że strata wzrosła o kolejne 50 proc. - mówił prezes ZPP podczas wtorkowej (17 września) konferencji prasowej w Warszawie, na której samorządowcy przedstawili raport "Szpitale powiatowe - dzisiejszy stan, jutrzejsze perspektywy".

- Wynik finansowy SP ZOZ przekłada się na wysokość straty do pokrycia. W tym półroczu odnotowano w tym zakresie 220-procentowy wzrost - zaznacza Płonka.

W ocenie prezesa ZPP sytuacja szpitali powiatowych jest dramatyczna. W tym roku szacowana strata wszystkich szpitali, w tym szpitali powiatowych wyniesie ponad 5 mld zł.

Raport "jest druzgocący"
Jak wynika z raportu "Szpitale powiatowe - dzisiejszy stan, jutrzejsze perspektywy" powstałego z inicjatywy Związku Powiatów Polskich oraz Ogólnopolskiego Związku Pracodawców Szpitali Powiatowych, autorstwa dr hab. Eweliny Nojszewskiej ze Szkoły Głównej Handlowej oraz Doroty Gołąb-Bełtowicz zastępcy dyrektora ds. finansowych Szpitala Specjalistycznego im. S. Żeromskiego w Krakowie, za dramatyczną sytuację większości szpitali w Polsce, w tym głównie szpitali miejskich i powiatowych, ma odpowiadać wprowadzenie sieci szpitali bez zapewnienia właściwego poziomu finansowania.

Eksperci wskazują także na negocjowanie na poziomie centralnym podwyżek oraz warunków pracy dla poszczególnych grup zawodowych pracujących w sektorze ochrony zdrowia bez zagwarantowania podmiotom leczniczym środków pozwalających na spełnienie tych oczekiwań. To kolejny powód trudności finansowych w jakie popadły szpitale.

Zdaniem Andrzeja Płonki, raport jest druzgocący jeżeli chodzi o stan finansów, a że jest wiarygodny świadczy fakt, iż na 260 szpitali powiatowych udział w badaniu wzięło, aż 117 placówek.

Z raportu wynika, że sytuacja szpitali pogorszyła się znacznie od 2015 r. To ten rok został wzięty pod uwagę jako podstawa wyliczenia ryczałtu dla szpitali, które weszły do tzw. sieci. W 2015 r. stratę wykazało 52,21 proc. placówek; dwa lata później stratę odnotowało 54,87 proc. szpitali powiatowych.

- Pierwsze półrocze tego roku stratą zamknęło już 92,24 proc. lecznic. Mediana straty za pierwsze półrocze tego roku jest niemal równa ze stratą za cały 2018 r. A ponieważ średnia strata szpitala to 2,6 mln zł, na koniec roku osiągnie ponad 5 mln zł. Tymczasem w 2015 r. średnia strata wynosiła niewiele ponad 1 mln zł - podkreśla prezes Płonka.

W ocenie ekspertów winę za ten stan rzeczy ponosi źle skalkulowany ryczałt dla szpitali działających w sieci, który jest określony zdecydowanie poniżej rzeczywistych kosztów realizowanych zadań. Szpitale będące w sieci nie mają też możliwości uzyskania dodatkowych środków za nadwykonania. Te nie są opłacane.

Zdecydował koszt wynagrodzeń
- Na złą sytuacje szpitali wpływ ma również ustalany centralnie wzrost kosztów wynagrodzenia personelu szpitalnego. Wyniósł on pomiędzy rokiem 2015 a pierwszą połową roku 2019 średnio 37 proc. w kategorii kosztów osobowych. Nie bez znaczenia jest też to, że pewne elementy płacowe nie zostały zrekompensowane w środkach napływających z NFZ - podkreśla Płonka.

I dodaje: - Musimy też pamiętać, że wzrost wynagrodzeń objął tylko niektóre grupy zawodowe np. pielęgniarki czy lekarzy. Przyznane im podwyżki spowodowały presje płacowe innych grup zawodowych, np. fizjoterapeutów czy diagnostów laboratoryjnych.

Podobnego zdania jest Waldemar Malinowski, prezes Ogólnopolskiego Związku Pracodawców Szpitali Powiatowych (OZPSP). Tłumaczy, że zarządzający szpitalami starają się wypłacać podwyżki, choć zadłużają szpitale, bo dziś dla szpitali ważny jest każdy pracownik.

Jak zauważa, prawo wyraźnie wskazuje, że NFZ ma płacić za świadczenia na podstawie wyceny AOTMiT. Wynagrodzenia powinny być w wycenach a świadczenia powinny być opłacane przez NFZ.

- Tymczasem NFZ stał się płatnikiem wynagrodzeń dla niektórych grup i teraz każdy zastrzyk finansowy jest komentowany przez ministra zdrowia, jako środki na wynagrodzenia. Jeśli mówimy o regulacjach wynagrodzeń, to trzeba wszystkie grupy zawodowe potraktować tak samo jak te, które dostały podwyżki.  Następnie to przyznane wynagrodzenie włączyć w ryczałt i wreszcie wrócić do tego, żeby NFZ płacił za świadczenia a nie na wynagrodzenia - stwierdził prezes OZPSP.

Sytuację szpitali dodatkowo komplikują rosnące koszty bieżące z powodu inflacji. - Wzrastają koszty obsługi zadłużenia, rosną zobowiązania wymagalne, to wszystko wpływa na bieżącą sytuację placówek. Już dziś mamy szpitale które przestają płacić ZUS. Przyjdzie taki moment, że kontrahenci zaczną ściągać długi szpitalne - mówił z niepokojem Andrzej Płonka.

Czas Judymów się skończył
Obawy te potwierdza Dorota Gołąb-Bełtowicz, współautorka raportu. Podkreśla, że w ostatnim okresie najbardziej zwiększają się zobowiązania wymagalne szpitali wobec usługodawców i dostawców.

- Jeżeli dziś jesteśmy w stanie wypłacać pensje naszym pracownikom, to tylko dlatego, że zadłużamy się u naszych dostawców. Z kolei na zaspokojenie tych bardziej niecierpliwych dostawców, bierzemy pieniądze z pożyczek niebankowych - podkreśla Gołąb-Bełtowicz.

I dodaje: - Nasza linia przychodów z NFZ jest poniżej wydatków na działalność, to sprawia, że wydajemy więcej niż otrzymujemy. Musimy mieć świadomość, że obecnie to nasi dostawcy finansują bezpieczeństwo zdrowotne naszych pacjentów. Gdyby jednak, nagle wszyscy kontrahenci zażądali spłaty zobowiązań wymagalnych sektor po prostu się zatrzyma - przestrzega.

Obecny na spotkaniu Andrzej Jacyna, doradca Prezesa Rady Ministrów ds. zdrowia, do niedawana prezes NFZ, przekonywał z kolei, że winy za złą sytuację szpitali powiatowym absolutnie nie ponosi sieć szpitali.

- Podstawowym problemem, który wywołał problemy finansowe szpitali jest to co dzieje się wokół wynagrodzeń pracowników. Wzrost płac w sektorze zdrowia jest wynikiem zaszłości, wieloletnich zaniedbań płacowych, które doprowadziły do masowych protestów. Kolejna sprawa to fakt, że czas Judymów się skończył. Musimy to przyjąć do wiadomości i do tego stanu dostosowywać organizację systemu - podkreślił Andrzej Jacyna.

Dodał też, że te twarde dane, które zostały pokazane w raporcie, to krok w dobrą stronę, gdyż diagnoza została już postawiona. Teraz trzeba poszukać rozwiązania. Aby jednak nowy rząd mógł coś z tym zrobić już teraz trzeba pokazać jak wpłyną na sytuację finansową szpitali zapowiedziane na najbliższe miesiące planowane zmiany wynagrodzeń.

- Nie oszukujmy się zawsze przy budżecie trwa rozmowa między ministrami. Minister zdrowia musi mieć twarde argumenty, żeby je przedstawić ministrowi finansów w trakcie konstruowania budżetu, po to by na zdrowie zostały zabezpieczone odpowiednie środki finansowe - zaznaczył Jacyna.

Z kolei dr Małgorzata Gałązka-Sobotka, adiunkt, dyrektor Centrum Kształcenia Podyplomowego oraz Instytutu Zarządzania w Ochronie Zdrowia Uczelni Łazarskiego, wiceprzewodnicząca Rady NFZ wyjaśniła, że dynamika wzrostu wynagrodzeń w całym kraju też wpływa na ceny dostawców.

Potrzebna: ambulatoryzacja, koncentracja świadczeń i decentralizacja zadań
- Przez wiele lat nie finansowaliśmy systemu ochrony zdrowia w sposób adekwatny, teraz zdynamizowaliśmy to zjawiska, jednak okazuje się, że pomimo rosnących nakładów na ochronę zdrowia koszty rosną jeszcze szybciej - zaznaczyła dr Małgorzata Gałązka-Sobotka.

Dlatego też, według jej oceny, poprawę sektora ochrony zdrowia należy oprzeć na trzech pojęciach: ambulatoryzacji świadczeń, koncentracji świadczeń wysokospecjalistycznych i decentralizacji.

- Najlepszą ścieżką zapewniającą chorym szybkiej diagnozy i leczenie jest ambulatoryzacja świadczeń. Powinniśmy  skorzystać z możliwości diagnozowania i leczenia w AOS, bo to pozwala na efektywne wykorzysta nie środków. Żeby to było jednak możliwe, to taryfy przypisane do procedur muszą być właściwe - wyjaśniła ekspertka.

Nie miała też wątpliwości, że należy podążać w kierunku koncentracji wysokospecjalistycznych świadczeń, gdyż takie rozwiązanie zapewnia szybką, prawidłową diagnozę postawioną przez doświadczony zespół specjalistów.

Ostatnia rzecz to decentralizacja świadczeń. - Trzeba pamiętać że nadal jesteśmy 38 mln społeczeństwem złożonym z 16 regionów. Nie możemy więc zrealizować efektywnej polityki zdrowotnej z poziomu Warszawy - mówiła dr Małgorzata Gałązka-Sobotka, wyjaśniając dlaczego postuluje decentralizację świadczeń.

- Abyśmy mogli tworzyć efektywny rynek ochrony zdrowia na poziomie centralnym powinna pozostać taryfikacja, standaryzacja procedur, gwarancja i dbanie o właściwe nakłady na ochrony zdrowia. Region musi postawić na zapotrzebowanie świadczeń zdrowotnych i dokonać podziału zadań na poziomie regionalnego rynku, żeby najefektywniej zidentyfikować swoje potrzeby i je zapewnić – podsumowała ekspertka.

Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum