Braki kadrowe i kulejące SOR-y...

Autor: Gazeta Prawna, IB/Rynek Zdrowia • • 24 kwietnia 2009 09:38

Czy uda się zmienić ratownictwo medyczne do 2015 r.? Ministerstwo Zdrowia wspólnie z przedstawicielami kilku związków zawodowych pracuje nad zmianami w systemie ratownictwa medycznego.

Konieczność ich wprowadzenia widzi również rzecznik praw obywatelskich. Mają one dotyczyć zarówno systemu kształcenia przyszłych kadr, jak i zasad finansowania systemu. Jeżeli od 2015 r., jak planuje resort zdrowia, w karetkach i na oddziałach ratunkowych będą zatrudniani tylko lekarze ze specjalizacją z medycyny ratunkowej, których brakuje, podobnie jak ratowników, to należy zachęcić lekarzy do wybierania tego kierunku.

Janusz Kochanowski, rzecznik praw obywatelskich, w liście do minister zdrowia, zwraca szczególnie uwagę na system kształcenia przyszłych kadr dla ratownictwa.

– Jakość, wymiar i zakres nauczania przedmiotu medycyna ratunkowa nie są przestrzegane na wielu uczelniach medycznych – zauważa RPO.

Dlaczego tak się dzieje? Ponieważ uczelni nie stać na zakup sprzętu niezbędnego do szkoleń. Młodych lekarzy zniechęca też ograniczona liczba etatów rezydenckich. Tymczasem RPO wskazuje, że docelowo w systemie ratownictwa musi pracować 2,5 tys. specjalistów z zakresu medycyny ratunkowej. Obecnie takich lekarzy jest około 630. Kolejnych 600 uczy się tej specjalizacji. Kolejnych 15 tys. potrzebują stacje pogotowia ratunkowego.

Problemem jest również zapewnienie odpowiedniej liczby ratowników. Ich brak wynika m.in. z nieprecyzyjnego usytuowania tej grupy zawodowej w systemie (nie ma np. odrębnej ustawy o ratownikach medycznych) oraz stosunkowo niskich zarobków.

– Żadna uczelnia w kraju nie oferuje możliwości uzyskania wyższego wykształcenia na kierunku ratownik medyczny. Można skończyć studia wyższe jedynie na wydziale Zdrowie publiczne lub na kierunku ratownictwo medyczne – mówi Krzysztof Słupianek, prezes Stowarzyszenia Zawodów Ratowników Medycznych.

Ponadto obecna ustawa nie rozgranicza uprawnień ratowników, którzy ukończyli szkołę policealną lub uzyskali tytuł licencjata (wszyscy mogą wykonywać te same czynności ratownicze). Nakłada na nich jednak obowiązek doskonalenia zawodowego. W ciągu pięciu lat muszą oni zdobyć 200 punktów edukacyjnych. Najczęściej szkolą się za własne pieniądze.

Kolejnym czynnikiem, który wymaga zmiany, jest system finansowania ratownictwa medycznego. Obecnie za tzw. pomoc przedszpitalną (pogotowie) płaci budżet państwa, natomiast za opiekę w SOR-ach Fundusz. Oddziały otrzymują określoną stawkę dobową za pozostawanie w gotowości do udzielania świadczeń medycznych. W poszczególnych województwach jest ona różna i waha się od kilku tysięcy złotych do 12–13 tys. zł za dobę.

W tym roku budżet państwa przeznaczy na ratownictwo 1,7 mld zł. Natomiast do szpitalnych oddziałów ratunkowych Fundusz przekaże około 470 mln zł. To zdaniem ekspertów zdecydowanie za mało.

– Chodzi o to, aby stawki dobowe SOR-ów wzrosły, lekko licząc, trzykrotnie, tj. tak, aby mogły pokryć realne koszty funkcjonowania szpitalnych oddziałów ratunkowych – podkreśla w rozmowie z portalem rynekzdrowia.pl prof. Juliusz Jakubaszko, konsultant krajowy ds. medycyny ratunkowej. - Z mojej wiedzy wynika, że kontrakty dają środki na zaspokojenie 20-30 proc. rzeczywistych potrzeb. To główny powód, dla którego wiele SOR-ów generuje rocznie dwu, trzymilionowe długi i jest dla szpitala  finansową kulą u nogi.

– Są oczekiwania, aby finansowanie SOR-ów odbywało się z dwóch źródeł: gotowości ze środków resortu zdrowia i wykonanych procedur ze środków NFZ, na razie nie ma jednak zgody na zastosowanie takiego rozwiązania – wyjaśnia portalowi rynekzdrowia.pl Edyta Grabowska-Woźniak, rzecznik Centrali Funduszu.

Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum