Będzie więcej pieniędzy na ochronę zdrowia. Na co wydać?

Autor: PW • Źródło: Rynek Zdrowia22 października 2021 20:00

W scentralizowanym systemie dochodzi do ręcznego sterowania. Minister zdrowia musiałby nie spać, żeby tym wszystkim zarządzać - mówił poseł Andrzej Sośnierz podczas XVII Forum Rynku Zdrowia. W jakim kierunku zmieniać ochronę zdrowia, by możliwie najlepiej wydać coraz większe pieniądze?

XVII Forum Rynku Zdrowia. Sesja „Wybrane zmiany i decyzje w polskiej opiece zdrowotnej od ubiegłorocznego Forum Rynku Zdrowia”. Fot. PTWP
  • Robert Mołdach: Bez określenia celów żadna odpowiedź na pytanie ile powinniśmy wydać z PKB na zdrowie nie będzie właściwa
  • Ustawa o jakości powinna stać się bardzo ważnym sygnałem dla świadczeniodawców - mówił Bolesław Piecha, pytany o rozwiązania, z których absolutnie nie można się wycofać
  • Zarządzanie bieżące musi być systemowe, a reguły gry muszą tak działać, żeby ochrona zdrowia funkcjonowała jak należy, ale nie poprzez bezpośrednie kierowanie przez ministra zdrowia - uważa Andrzej Sośnierz

Do 2027 roku na zdrowie mamy wydawać nie mniej niż 7 proc. PKB. Do tego czasu nakłady na zdrowie sumarycznie wzrosną o 83 mld zł i wyniosą 215 mld zł. W 2021 roku na zdrowie ma zostać przeznaczone 121 mld zł, w 2022 roku - o 12 mld zł więcej.

Ochrona zdrowia. Co jest działaniem, a co celem?

Co zmieniać w systemie, by wzrost nakładów na ochronę zdrowia nie okazał się kolejnym dosypaniem pieniędzy, które nie przyniosło odczuwalnych zmian dla pacjentów? Odpowiedź na tak postawione pytanie zdominowała dyskusję ekspertów uczestniczących w sesji „Wybrane zmiany i decyzje w polskiej opiece zdrowotnej od ubiegłorocznego Forum Rynku Zdrowia” podczas XVII Forum Rynku Zdrowia (Warszawa, 18-19 października, 2021 r.).

Jak twierdził dr Robert Mołdach partner z Instytutu Zdrowia i Demokracji, mierzymy się z tego rodzaju problemem, że nie odróżniamy działań w ochronie zdrowia od stawiania celów. W jego opinii bardzo wiele z tych zadań, które rząd czy ministerstwo planują w naprawie ochrony zdrowia to działania. Jako przykład takich zadań wymienił: 7 proc. PKB na zdrowie, program profilaktyka 40 plus, wyższe wynagrodzenia kadr medycznych, fundusz modernizacji szpitali, powstanie sieci onkologicznej i kardiologicznej, rozwój nowoczesnych technologii.

- Nie doprowadzą do rozwiązania dzisiejszych problemów ochrony zdrowia, gdyż nie zdefiniowaliśmy celów, które sobie stawiamy. Bez ich określenia żadna odpowiedź na pytanie ile powinniśmy wydać z PKB na zdrowie nie będzie właściwa - ocenił.

Mówił też, że wśród działań wspólnym mianownikiem musi być szersza zmiana organizacji systemu, który - jak dotąd - próbuje się usprawniać punktowo. Zdaniem dr. Roberta Mołdacha duże transformacje, które musimy przeprowadzić to m.in.: zmiany w organizacji i strukturze świadczeń, szpitalnictwie. A wieloma z tych zmian nie uda się sterować centralnie.

- Jeśli w chcemy zmienić strukturę szpitalnictwa, to gdy sprawa dotyczy konkretnego szpitala należy najpierw rozmawiać o tym z lokalną społecznością a nie decydować o tym odgórnie - mówił, mając na myśli potrzebę przeprofilowania czy konsolidowania niektórych oddziałów.

Reforma szpitalnictwa potrzebna

Zdaniem Bolesława Piechy, posła na Sejm RP, zastępcy przewodniczącego, Sejmowej Komisji Zdrowia, w Polsce pieniądze na zdrowie wydajemy i tak nienajgorzej. - Szat bym nie rozdzielał. To, że zdarzają się nietrafne decyzje, to jest normalne w każdym procesie gospodarczym. Teraz nadszedł czas, by przede wszystkim zwrócić uwagę na jakość w opiece zdrowotnej - przekonywał.

- Wiemy za co płacimy. Taryfikacja za świadczenie, lepsza czy gorsza wycena jest opisana, natomiast czy świadczenie zostało wykonane możliwe jak najlepiej, tego już nie wiemy, ponieważ system nie przewiduje żadnej kontroli jakości od peozetu poczynając na wysokiej specjalistyce kończąc - mówił.

- Z tego co wiem, ustawa o jakości jest najbliższa finalizacji spośród obecnie przygotowywanych zmian i powinna zostać wdrożona do czasu rozpisania konkursów, by stać się bardzo ważnym sygnałem dla świadczeniodawców - mówił Bolesław Piecha pytany o rozwiązania, z których nie można absolutnie się wycofać, jeśli zamierzamy racjonalniej wydawać zwiększone środki z PKB na zdrowie.

- Tak, musimy też zająć się szpitalami, skoro wydajemy na nie ponad 50 proc. budżetu NFZ - przyznał. - Wiemy, że szpitale muszą ulec reorganizacji, restrukturyzacji. Nadal obserwujemy, że w jednym powiecie potrafią istnieć dwa wcale niemałe szpitale ze zduplikowanymi oddziałami - potwierdzał, nawiązując do konkurencyjnej walki pomiędzy takimi szpitalami, która prowadzi m.in. do niepełnego wykorzystania kadr medycznych i rozproszenia pieniędzy z NFZ na dwa rywalizujące ośrodki.

Kto ma decydować?

- Przyglądam się od 15 lat próbom restrukturyzacji w jednym powiecie i wiem jak jest - mówił wprost. - Bardzo wątpię, by restrukturyzacja była możliwa w sposób zdecentralizowany. Ona musi być ustalana na poziomie decyzji w większych okręgach terytorialnych, w województwach - przekonywał.

 W opinii Bolesława Piechy, to czy decyzje o restrukturyzacji miałby podejmować wojewoda, czy marszałek, to dyskusja która nie ma większego znaczenia, bo obydwa ciała są i konstytucyjne, i mają określony zakres kompetencji. Dlatego mogą prowadzić politykę zdrowotną na podległym sobie obszarze.

- Aczkolwiek w przypadku szpitali powiatowych wkraczają na pole innego samorządu, który również jest konstytucyjny. Prawdopodobnie jednak tę regionalizację działań dotyczących szpitalnictwa da się uregulować w ustawach - rozważał.

Gen. dyw. prof. Grzegorz Gielerak, dyrektor Wojskowego Instytutu Medycznego w Warszawie nawiązując do dyskusji o restrukturyzacji szpitali podał często przywoływany przykład duński. W ciągu minionej dekady Dania dokonała reformy systemu ochrony zdrowia zmniejszając znacznie liczbę szpitali.

- Takie rozwiązanie na pewno jest nie do powtórzenia w warunkach polskich. System duński jest systemem zdecentralizowanym bądź - inaczej mówiąc o tym samym - scentralizowanym w ramach regionów. Jeżeli mamy przy reorganizacji systemu szpitalnictwa wzorować się na modelu duńskim, to może do czasu wyborów samorządowych rolą powstającej Agencji Rozwoju Szpitali powinno być przygotowanie modelu systemu ochrony zdrowia od struktury centralnej po regionalną? - rozważał. Poddał też pomysł, by Polacy w regionach wybierali rady zdrowotne, jako merytoryczne gremia, które dzieliłyby środki na zdrowie w oparciu o najważniejsze, rozpoznane na miejscu potrzeby.

W dyskusji pojawił się też wątek opieki długoterminowej, która pozostaje zaniedbana pod względem nakładów, co doprowadza do tego, że czas oczekiwana na świadczenia opiekuńcze jest liczony w latach. Nie uda się już uzyskać poprawy dostępności do tej opieki bez wyraźnego podwyższenia wyceny świadczeń.

- 20 lat temu, gdy tworzyłam BetaMed i stanęłam do konkursu stawka za osobodzień w opiece długoterminowej wynosiła w kraju od 28 do 34 zł. Potem prze lata malała aż do 2008 r., gdy osiągnęła 24 zł. Następnie stawki pomału podnoszono i doszły obecnie do poziomu 28-30 zł. Mamy zatem takie wyceny jak 20 lat temu - mówiła Beata Drzazga, prezes BetaMed-u, pokazując skalę niedoszacowania stawek.

Jak dodała w Polsce istnieje dobrze zorganizowana sieć opieki długoterminowej, wymaga ona jednak dofinansowania. Zwróciła uwagę, że konieczne jest zwiększenie wycen oraz kontraktów.

Państwo nie może się wycofać

Poseł Andrzej Sośnierz, wiceprzewodniczący Sejmowej Komisji Zdrowia mówił, iż oczywistą prawdą jest, że jakiekolwiek większe pieniądze wydane w źle zorganizowanym systemie ochrony zdrowia nie przyniosą efektu. W jego przekonaniu, tu przykładem są ostatnie lata, kiedy znacznie wzrosły nakłady na zdrowie dzięki dobrej sytuacji gospodarczej i związanemu z tym wzrostowi kwoty składek zdrowotnych wpływających do NFZ. Mimo to - w jego opinii - nic się nie zmieniło na lepsze w dostępie do świadczeń.

W ocenie posła, próbując reformować system popełniamy błąd, wybierając tylko między centralizacją a decentralizacją. - Są poglądy, że jeśli centralizujemy ochronę zdrowia, to od dołu do góry. Jeśli tego nie zrobimy, to pozostaje nam chaos.To zupełne pomieszanie pojęć, nie tak to ma wyglądać - próbował przekonywać.

- Scentralizowany do imentu NFZ nie dał sobie rady z działaniem w czasie epidemii, scentralizowany sanepid też nie potrafił. To pokazuje, że centralizacja zarządzania w ochronie zdrowia też nie przynosi efektu, choć jest wprowadzana w przekonaniu, że to panaceum - mówił.

Przyznał, że często występuje jako krytyk centralizacji. - W scentralizowanym systemie dochodzi do ręcznego sterowania. W takim systemie minister musiałby nie spać, żeby tym wszystkim zarządzać - powiedział.

Uznał jednak, że państwo nie może wycofać się z roli organizatora systemu opieki zdrowotnej. Powinno stworzyć reguły gry i pilnować ich przestrzegania. - To państwo musi określić jak ma wyglądać system opieki zdrowotnej. Centralizacja tak, ale jako centralizacja koncepcji, centralizacja tworzenia systemu. Zarządzanie bieżące musi być systemowe, a reguły gry muszą tak działać, żeby ochrona zdrowia funkcjonowała jak należy, ale nie poprzez bezpośrednie kierowanie przez ministra zdrowia - podsumował.

Czytaj też:
Anna Mirek: pilnie potrzebne są podstawy prawne statusu osób zaszczepionych i niezaszczepionych

Drobniak na Forum Rynku Zdrowia: papierkiem lakmusowym była i jest pandemia COVID-19

Gielerak: stacjonarny system ochrony zdrowia nie jest gotowy na walkę z kryzysem

Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum