Będą pieniądze na ratowanie szpitala w Gorzowie Wielkopolskim, ale na szampana jeszcze nie pora

Autor: Ryszard Rotaub/Rynek Zdrowia • • 31 sierpnia 2013 09:00

Sytuacja w Szpitalu Wojewódzkim w Gorzowie Wielkopolskim stabilizuje się. Z wolna. Na szampana jeszcze nie pora, bo w przez najbliższe dni, do czasu formalnego przejęcia zobowiązań szpitala przez samorząd województwa lubuskiego, pieniądze z kontraktu z NFZ wciąż mogą zajmować komornicy. Ale najgorsze chyba już minęło.

Będą pieniądze na ratowanie szpitala w Gorzowie Wielkopolskim, ale na szampana jeszcze nie pora
Fot. Adobe Stock. Data Dodania: 16 grudnia 2022

- Jeśli chodzi o finanse, to dzięki zarządowi województwa i osobistemu zaangażowaniu pani marszałek, wszystko szczęśliwie się ułożyło. Zobowiązania wymagalne zostaną przejęte przez województwo, a na szpitalu pozostaną głównie bezpieczne zobowiązania wobec właściciela - mówi nam Piotr Dębicki, powołany w środę (28 sierpnia) na prezesa szpitalnej spółki, która powstanie po przekształceniu.

Kiedy rozmawiamy wydaje się spokojny i zadowolony. Teraz jest też p.o. dyrektora szpitala. Wraca właśnie ze spotkania z lekarzami. Od razu do nich poszedł, na oddziały, bo kadra lekarska zaczęła się wykruszać. Jeśli nie zahamuje jej odpływu, w szpitalu nie będzie miał kto leczyć.

Namawia lekarzy, żeby zostali
- Zjawisko nie ma jeszcze dużych rozmiarów. Mam nadzieję, że uda się dojść do porozumienia z tymi, którzy zgłaszali zamiar odejścia. Problem nie ma podłoża finansowego, jest związany z atmosferą pracy, niepewnością co do dalszych losów zawodowych - opowiada.

Twierdzi, że lekarze chcą spokojnie pracować w stabilnej firmie. - Wiele razy udowodnili, że dobro szpitala leży im na sercu. Dogadamy się, znamy się nie od dzisiaj - zapewnia.

Dębicki pracował 12 lat w Szpitalu Wojewódzkim w Gorzowie, a w latach 2008-2010 był nawet zastępcą dyrektora ds. lecznictwa (zna więc ludzi, zresztą mieszka w Gorzowie). Potem przeszedł do Powiatowego Centrum Zdrowia, sp. z o.o. w Drezdenku, gdzie został zastępcą ds. medycznych. Trafił akurat na ciekawy okres - za jego dyrektorowania SP ZOZ w Drezdenku przekształcano w spółkę (w ramach tzw. planu B).

Ma też przygotowanie ekonomiczno-biznesowe: ukończył Wielkopolską Szkołę Biznesu przy Uniwersytecie Ekonomicznym w Poznaniu, a w 2010 r. Nottingham Trent University, ponadto ma dyplom MBA i uprawnienia do zasiadania w radach nadzorczych spółek z udziałem skarbu państwa. Jest po Pomorskiej Akademii Medycznej w Szczecinie, pisze doktorat.

Wolałby rozmawiać z prasą w lepszych okolicznościach. Jeśli już w mediach ma być głośno o szpitalu, to tylko wtedy, gdy jako prezes spółki będzie przekazywał pozytywne informacje na temat leczenia pacjentów. Marzenie ściętej głowy, przynajmniej na razie. Na gorzowski szpital - najbardziej zadłużoną lecznicę w Polsce (272 mln zł) - patrzą teraz wszyscy, którzy myślą o przekształceniach placówek zdrowia w spółki prawa handlowego.

W Gorzowie Wielkopolskim tego trudnego zadania podjął się były wiceminister zdrowia Marek Twardowski, który tak sam siebie scharakteryzował: - Nie wchodzę w układy, nie jestem przekupny, nie biorę łapówek, jestem dyspozycyjny. Jeśli ktoś chce skorzystać z moich umiejętności, to musi na te zasady przystać.

Życiowym credo nawiązywał do zdarzeń z początkowego okresu pracy w Gorzowie. - Było tragicznie. Gdy tu przychodziłem, zobowiązania wymagalne wynosiły 32 mln zł, nic nie funkcjonowało. Zredukowaliśmy 155 etatów przeliczeniowych. Przystopowaliśmy nowe przyjęcie. Nie było łatwo, bo wszyscy byli tu przyzwyczajeni, że do największej firmy w Gorzowie przyjmuje się na telefon, a Twardowski powiedział ”nie”. To był pierwszy zgrzyt, bo główny kadrowy z tego terenu różne CV podrzucał, a Twardowski z nich nie korzystał, kolesiom nie dawał roboty… Jakbym wyglądał przed załogą? - wspomina.

Twardowski na tarczy
Wszyscy byli przekonani, że ten - jak o nim mówiono - merytorycznie przygotowany, twardy i ustosunkowany menadżer dopnie celu, że z Gorzowa wróci z tarczą, a wtedy minister będzie mógł oznajmić: - Proszę bardzo, dzięki przekształceniu udało się uratować nawet ten tonący w długach szpital.

Jego sukces mógłby mieć przełomowe, psychologiczne znaczenie dla procesu komercjalizacji. Od 2012 r., od kiedy obowiązuje ustawa o działalności leczniczej, do 25 lipca tego roku z rządowej pomocy skorzystało zaledwie 17 samorządów. Łącznie trafiło do nich 78,4 mln zł. W 2012 stopień wykorzystania rezerwy celowej na przekształcenia wynosił 41 mln z zarezerwowanych 400 mln zł, czyli 11 proc.

Tymczasem resort zdrowia zarezerwował w sumie 1,4 mld zł na pomoc dla samorządów, które już zdecydowały albo są w trakcie przekształceń podległych im szpitali, poradni czy ambulatoriów. Słowem, pieniądze czekają, ale jest też wyczekiwanie ze strony samorządów.

Jednakże Twardowski z bitwy o Gorzów wrócił na tarczy. - Skoro orędownik i entuzjasta przekształcenia mówi obecnie, że przy takim obciążeniu zadłużeniem i nieprawidłowościach przekształcać nie należy, to o czymś to świadczy - komentuje jego rejteradę ze szpitala Elżbieta Rafalska, posłanka PiS z Gorzowa Wielkopolskiego.

Kilka dni temu w rozmowie z nami powiedziała, że Elżbieta Polak, marszałek województwa, powinna wystąpić o przesunięcie terminu złożenia wniosku o dotację na przekształcenie (120 mln zł) na przyszły rok, gdyż do 15 października tego roku, kiedy minister finansów ma uruchomić rezerwę, nie zdąży zgromadzić wymaganych dokumentów. - Byłby to skok na głowę do pustego basenu - spuentowała.

Rachunek sumienia
Gromadzenie rachunków księgowych na potrzeby wniosku do ministerstwa to cała epopeja zakończona odwołaniem Marka Twardowskiego w trybie natychmiastowym i doniesieniem do prokuratury; nie pozbawiona też komicznych wątków.

- Kiedy dyrektor Twardowski przysłał nam faks, że nie może przygotować dokumentów, bo kserokopiarki ma zepsute, przysłałam do szpitala kserokopiarki i oddelegowałam 13 pracowników do pomocy - wspomina marszałek Elżbieta Polak.

Podejrzewa ona, że Marek Twardowski od kwietnia zwodził Urząd Marszałkowski, co uniemożliwiało przejęcie zobowiązań szpitala przez województwo lubuskie i ubieganie się o dotację. W konsekwencji komornicy dokonywali zajęć szpitalnych pieniędzy zgromadzonych w NFZ (ostatnio 26 sierpnia, prawie 4 mln zł). To jest powód, dla którego złożyła doniesienie do prokuratury i wypowiedziała umowę z Twardowskim w trybie natychmiastowym.

Czytaj też. Gorzów Wielkopolski: przekształcenia w szpitalu - na razie personalne. Dyrektor grozi procesem, marszałek niewzruszona

- Zwołałam wyjazdowe posiedzenie zarządu województwa w szpitalu - mówi nam marszałek. - Zaprosiłam na rozmowę szeregowych pracowników księgowości i zapytałam wprost: - Słuchajcie panie, o co chodzi z tymi fakturami potrzebnymi nam do sporządzenia wykazu zobowiązań. - Ależ my kserujemy je po trzy razy - odpowiedziały zaskoczone.

- Okazało się, że nie było potwierdzenia za zgodność z oryginałem. To blokowało całą procedurę, gdyż pozostałe dokumenty mieliśmy gotowe: akt założycielski spółki, wniosek do ministerstwa o dotację, montaż finansowy itd. - relacjonuje Elżbieta Polak i zapewnia, że jak tylko szpitalna spółka uzyska wpis do KRS, to w pierwszych dniach września złoży wniosek o pieniądze z ministerstwa.

Mówi, że nie jest fanką spółek, a determinacja z jaką walczy o przekształcenie szpitala jest spowodowana możliwością jego oddłużenia i obawą przed upadłością.

Gorzowski szpital, jedyny w tym mieście, obsługuje 350 tys. mieszkańców północnej części województwa lubuskiego. Ma 33 oddziały, 1033 łóżka, 29 poradni specjalistycznych, zatrudnia ok. 1700 osób. W pobliżu nie ma szpitali publicznych, są małe niepubliczne. Najbliższe duże lecznice o takim samym stopniu referencyjności znajdują się w Szczecinie, Zielonej Górze i Poznaniu.

Dowiedz się więcej na temat:
Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum
    PARTNER SERWISU
    partner serwisu

    Najnowsze