"Apteka dla Aptekarza". Ocena po czterech latach bez zmian: zwolennicy chwalą, przeciwnicy krytykują

Autor: Luiza Jakubiak • Źródło: Luiza Jakubiak06 lipca 2021 18:07

Minęły cztery lata od momentu wejścia w życie ustawy "Apteka dla Aptekarza". Mimo upływu czasu, nadal ma ona swoich przeciwników, tak jak w momencie jej wdrażania.

Cztery lata obowiązywania ustawy Apteka dla Aptekarza. Oceny są różne Fot. PTWP
  • Ocena ustawy Apteka dla Aptekarza po czterech latach obowiązywania: komentarze są różne
  • Ci, którzy byli za jej wprowadzeniem, z perspektywy lat dostrzegają zalety
  • Ci, którzy byli przeciwni - pozostali nieprzekonani o słuszności jej wdrożenia

25 czerwca br. minęły cztery lata od momentu wejścia w życie ustawy "Apteka dla Aptekarza". Zgodnie z jej zapisami, nową aptekę może otworzyć tylko farmaceuta lub grupa farmaceutów. Wprowadzono też kryteria geograficzno-demograficzne przy otwieraniu nowych aptek: placówka może powstać, gdy nie przekracza limitu 3 tys. mieszkańców w danej gminie przypadających na jedną aptekę oraz gdy odległość między sąsiadującymi placówkami wynosi co najmniej 500 metrów.

AdA po czterech latach od wprowadzenia

Regulacja od początku powstania budziła sprzeciw części przedsiębiorców aptecznych, przede wszystkim prowadzących duże sieci aptek. Mimo upływu czterech lat od wejścia w życie ustawy, ocena jej skutków niewiele się zmieniła.

Pokazuje to dzisiejsza debata podsumowująca cztery lata obowiązywania przepisów "Apteki dla aptekarza" podczas posiedzenia Zespołu Parlamentarnego ds. Polityki Lekowej oraz Zespołu Parlamentarnego ds. Ochrony Praw Konsumentów i Przedsiębiorców.

Trzy podstawowe cele ustawy

- Jesteśmy i byliśmy przeciwnikami tego rozwiązania. Ceny leków wzrosły, jest niższa dostępność do aptek i powstał monopol jednej z hurtowni - mówił Jakub Bińkowski ze Związku Przedsiębiorców i Pracodawców o ustawie "Apteka dla Aptekarza".

- Mamy trzy główne założenia, jakie miała przynieść AdA. Były argumenty, że trzeba chronić rynek apteczny przed monopolizacją, która miałaby rzekomo zagrażać rynkowi ze strony sieci aptecznych - wskazywał.

- Po drugie celem „Apteki dla aptekarza” było również przywrócenie dostępności aptek na tych terenach, na których teoretycznie nie opłaca się otwierać nowych aptek, czyli na przykład na terenach wiejskich - zaznaczył.

- A jednocześnie, co wynikało z komunikatów towarzyszących ustawie,  ograniczenie konkurencji wewnątrz rynku miało nie spowodować wzrostu cen. Podnoszono, że mimo tej regulacji, zostaną utrzymane korzystne ceny leków dla pacjentów - dodał.

Jak wypadła konfrontacja?

- Podstawowy fakt jest taki, że w ciągu tych czterech lat, od 2017 roku, ogólna liczba aptek w Polsce spadła o nieco ponad 1400 placówek. Część środowiska aptekarzy uważa, że w Polsce aptek jest nadal za dużo. W związku z tym powinno być ich mniej, a jakich będzie mniej, to w ogóle rynek będzie zdrowszy, bo właściciele będą zarabiać więcej - mówił ekspert ZPP.

W jego ocenie, cel ustawy nie został zrealizowany:- Jeden z największych procentowych spadków liczby aptek miał miejsce w województwie pomorskim, w którym liczba aptek w przeliczeniu na pojedynczego pacjenta jest najmniejsza w Polsce. Cel regulacji, czyli dostępności leków dla pacjentów na terenach wiejskich, mniej zaludnionych, też nie został osiągnięty - został osiągnięty w zasadzie cel odwrotny. To znaczy, powstał kanał do wykluczenia lekowego - podkreślił.

Podobnie - jego zdaniem - jest w przypadku cen: - Mówiliśmy, że ograniczenie konkurencji wewnątrz każdego rynku, niezależnie od tego, czy mówimy o rynku całkowicie wolnym czy też o rynku regulowanym, takim jak na przykład rynek apteczny, zawsze musi pociągnąć za sobą wzrost cen. I tak się stało - przypomniał.

500 nowych aptek na wsiach

Zupełnie inaczej ocenia ustawę Marek Tomków, wiceprezes Naczelnej Rady Aptekarskiej.

- Mówimy o tym, że upadło 1000 aptek, ale przypomnijmy, że wcześniej upadało około tysiąca aptek rocznie. Spadek liczby zamykanych aptek był około 60 procentowy, a więc bardzo wysoki. Dzięki AdA udało się te przedsiębiorstwa ochronić - mówił wiceszef NRA.

- Oczywiście wcześniej zamykane były głównie apteki indywidualne, w tej chwili wychodzi to plus minus pół na pół, czyli z rynku znikają zarówno apteki należące do sieci, jak tak i należące do indywidualnych właścicieli. Ale najważniejszą regułą jest to, że „apteka dla aptekarza” tych aptek nie zamyka; ona mówi, gdzie ich nie wolno otworzyć i kto ich nie może otworzyć - dodał.

Skomentował też kwestię otwierania się aptek na wsi. - Miałem okazję zapoznać się z raportami, również tymi przygotowanymi przez ZPP i PharmaNET, gdzie wskazywano jako pozbawione aptek te miejscowości, w których aptek nigdy nie było. Tymczasem w rzeczywistości otwarło się 500 nowych aptek na terenach wiejskich - zaznaczył.

Wzrost cen leków to efekt podnoszenia ich przez producentów

Odniósł się też do kwestii wysokości cen. jak mówił, nie można porównywać obecnych cen z czasami, kiedy inflacji w naszym kraju nie było. - W związku z czym, żeby uspokoić: nasze ceny w tej chwili rosną nadal na poziomie nieco poniżej inflacji, jaka nastąpiła. Po drugie, jeżeli następuje wzrost, to nie jest on wynikiem braku konkurencji przy zmniejszonej liczbie aptek, tylko podnoszenia cen przez producentów - podkreślał.

Zwrócił też uwagę na bardzo niski poziom marż aptecznych, które przyczyniają się do spadku liczby placówek. - Marża osiągana z tytułu średniego opakowania w Polsce wynosi 86 eurocentów. Na przykład u naszych zachodnich sąsiadów za Odrą wynosi 9,76 euro. Po nas najbliżej jest kraj, który ma praktycznie dwukrotnie większą marżę. To oznacza, że przy tak dużej liczbie aptek, przy tak niskiej rentowności, apteki po prostu upadają - zauważył.

 

Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum