Luiza Jakubiak/Rynek Zdrowia | 08-12-2011 18:30

"Za pięć dwunasta. Refundacja 2012": gniew pacjentów wyładuje się w aptekach?

Eksperci ostrzegają, że w pierwszych dniach stycznia może być problem z realizacją recept refundowanych. Gniew i frustracja pacjentów skupi się przede wszystkim na farmaceutach. O problemach związanych z tą sytuacją dyskutowali w czwartek (8 grudnia) uczestnicy konferencji "Za pięć dwunasta. Refundacja 2012".

Część niewiadomych wynikać może z obawy lekarzy przed wystawianiem recept na leki refundowane i aptekarzy - przed ich realizacją. Ustawa wprowadza bowiem wiele sankcji i kar za uchybienia formalne w receptach.



- Od dawna zabiegamy, by Ministerstwo Zdrowia zmieniło filozfię myślenia o receptach. Stanowią one porozumienie między aptekarzem i lekarzem. Recepta nie jest czekiem - mówił Grzegorz Kucharewicz, prezes Naczelnej Rady Aptekarskiej.



Zdaniem szefa NRA, jeśli recepta zawiera elementy, które pozwolą zidentyfikować pacjenta, jest czytelna, a ma jedynie drobne błędy i uchybienia, kosztami refundacji nie powinien być obciążany ani lekarz ani farmaceuta.



Z obawy przed sankcjami, aptekarz może odmówić wydania leku refundowanego ze zniżką, prosząc o ponowną wizytę u lekarza w celu uzupełnienia lub poprawienia recepty. NRA wpadła też na inny pomysł - wezwie aptekarzy, by w przypadku jakichkolwiek wątpliwości co do prawidłowości wypisanej recepty stemplowali ją po 1 stycznia pieczątką: "Refundacja do decyzji NFZ". Dopiero po stwierdzeniu przez Fundusz, że recepta jest prawidłowa, nastąpi wydanie leku.

Część dyskusji dotyczyła ustawowego zakazu reklamy aptek.

- Z czym pacjent utożsamia aptekę? Ze sklepem. A z czym utożsamia sklep? Z promocjami. Czy wobec tego nie jest za późno na wprowadzanie zakazu reklamy aptek? - zastanawiał się mec. Łukasz Sławatyniec z kancelarii CMS Cameron McKenna.

Grzegorz Kucharewicz podkreślił jednak różnice między sprzedawcą w sklepie i farmaceutą:

- Jesteśmy przedstawicielami zawodu zaufania publicznego, zawodem medycznym i porównywanie nas do sklepikarzy jest nieporozumieniem. Apteka to placówka ochrony zdrowia - zaznaczył.

Podniesiono także kwestię ponoszenia strat związanych ze zmianami cen leków po 1 stycznia 2012 roku.

- Ustawa nie reguluje, kto będzie pokrywał straty w przypadku obniżek cen leków w aptekach. Uważamy, że tymi konsekwencjami powinien być obciążony przemysł, bo to on negocjuje ceny leków z resortem - dodał prezes Kucharewicz.



Odmienne zdanie miała Irena Rej z Izby Gospodarczej Farmacja Polska. Jej zdaniem, wszyscy gracze rynkowi mają te same prawa i obowiązki i wspólnie muszą ponosić koszty zmian w polityce refundacyjnej. Wyjaśniła, że już obecnie są naciski hurtowników na producentów leków. Dystrybutorzy domagają się podpisania umów, uzależniających kupno leków od zobowiązania się producentów do zwrotu ewentualnych różnic w cenach.



Ponownie wrócił też temat nierównego traktowania podmiotów w trakcie negocjacji.

- W ciągu miesiąca wynegocjowano ceny czterech tysięcy leków. Na efekt negocjacji składało się wiele czynników: pora dnia lub nocy negocjowania, skład Komisji, miejsce w kolejce do negocjacji. Część firm dostawała na wejściu propozycję obniżki ceny leku o 60 procent, inne wychodziły z utrzymanymi cenami. Część firmy wynegocjowala instrumenty dzielenia ryzyka, a inne usłyszały, że to nie będzie przedmiotem negocjacji - mówił mec. Sławatyniec.



Prawnik zastanawiał się także czy po nowym roku nie dojdzie do pewnych nieprzewidzianych przez ustawodawcę sytuacji.

- Do stworzenia grup limitowych niezbędna jest wiedza i pewność, że podmiot odpowiedzialny nie odwoła się od decyzji refundacyjnej. Tymczasem można sobie wyobrazić sytuację, że 1 stycznia wejdzie w życie nowy wykaz leków refundowanych, a 2 stycznia dojdzie pocztą do Ministerstwa Zdrowia pismo z odwołaniem od decyzji dotyczącej leku znajdującego się na liście refundacyjnej - dodał mec. Sławatyniec.