Warszawa: o racjonalną gospodarkę lekami i prestiż farmaceuty

Autor: Luiza Jakubiak, Piotr Przeniosło/Rynek Zdrowia • • 21 czerwca 2010 06:30

Środowisko aptekarskie nie godzi się, by apteki - ze względu na wolnorynkowe zasady handlu - stawiane były na równi np. ze sklepami mięsnymi.

Mecenas Krystian Szulc, radca prawny reprezentujący Śląską Izbę Aptekarską, zachęcał farmaceutów 18 czerwca w Warszawie podczas I Ogólnopolskiego Kongresu Kierowników Aptek i Farmaceutów do wykonywania czynności, które wyróżnią pozytywnie ich placówki na tle konkurencji, szczególnie aptek sieciowych.

– Nie wszystkie apteki widzą dobry biznes np. w wykonywaniu leków recepturowych, ale jeśli postawią na ich realizację i pacjenci dowiedzą się o tym, może to stanowić istotny element przewagi konkurencyjnej wobec aptek sieciowych, które z zasady niechętnie realizują takie recepty – wskazywał prawnik.

Konkurować usługami
– To także metoda w walce z nieuczciwą konkurencją – stwierdził Szulc, zachęcając aptekarzy, by namawiali pacjentów do składania skarg do inspekcji farmaceutycznych w każdym przypadku odmowy wykonania leku recepturowego przez aptekę. – Nawet jeśli apteka nie może wykonać takiego specyfiku, ma obowiązek przyjąć receptę, zlecić wykonanie leku, nawet w innej aptece, i wydać gotowy lek pacjentowi – dodał mecenas.

Aptekarze zwrócili równocześnie uwagę na brak finansowych bodźców do wykonywania leków recepturowych. Receptura generuje koszty, które nie zawsze są pokrywane przez odpłatności uzyskiwane przez aptekę z NFZ. Od kilkunastu lat niezmienna pozostaje też opłata ryczałtowa ponoszona przez pacjenta za lek recepturowy, która wynosi 5 złotych.

Innym paradoksem są istniejące marże hurtowe i detaliczne dla leków powyżej 100 złotych.

– Nikt nie potrafi uzasadnić, dlaczego za wydanie leku powyżej 100 zł hurtownia zarabia 9 proc., a apteka 12 złotych. Przez to upada część tych aptek, które w dużej mierze zajmują się obrotem i mają na stanie drogie leki, np. onkologiczne – podkreślał  Szulc. – Próby racjonalizacji tego problemu przyniosły efekt w postaci pomysłu resortu zdrowia, by pozostawić aptekarzom 12 zł, zaś hurtowniom zabrać 9-procentową marżę – zaznaczył radca prawny ŚIA.

Prawo jest łamane
Mówiąc o problemie cen i marż, środowisko aptekarzy indywidualnych sprzeciwiło się ponownie oferowaniu rabatów i upustów stosowanych przez apteki sieciowe, wynikających z istnienia maksymalnych cen urzędowych.

Mecenas Szulc przypomniał, że Śląska Izba Aptekarska skierowała sprawę jednej z aptek sieciowych do izby skarbowej za sprzedaż leków za jeden grosz. Izba nie stwierdziła naruszenia żadnego przepisu prawa, ani związanego z ustawą o VAT, ani o podatku dochodowym.

Łatwiej poradzono sobie z programami lojalnościowymi.

– Śląski Wojewódzki Inspektorat Farmaceutyczny zabrania stosowania programów lojalnościowych z naliczaniem punktów za zakup leków refundowanych oraz zamiany punktów na nagrody i ściga apteki łamiące przepisy. Zgodnie z prawem naliczanie punktów jest możliwe tylko w przypadku leków OTC – przypomniał mecenas Szulc.

– Moim zdaniem, nie wolno powoływać się na swobodę handlu i dyrektywy unijne, bo każde państwo na poziomie krajowym reguluje te kwestie – dodał Szulc i zaznaczył, że art. 63 ustawy Prawo Farmaceutyczne zakazuje czerpania korzyści z obrotu lekami refundowanymi, jeśli ich sprzedaż jest stymulowana działaniami marketingowymi. Mimo to w części województw nikt tego nie ściga.

Reklama = popyt
Zdaniem Szulca argumenty aptekarzy opowiadających się za wprowadzeniem sztywnych cen i marż na leki refundowane, powinny trafić na podatny grunt w NFZ.

– Jest to jeden z niewielu punktów stycznych, kiedy interes aptekarzy styka się z interesem Funduszu. Tam, gdzie wprowadza się leki za grosz, szczególnie dla przewlekle chorych, natychmiast rośnie refundacja – wskazywał prawnik.

Na dowód Szulc podaje przykład analizy przeprowadzonej kilka lat temu przez oddziały NFZ  opolski i lubuski, po wprowadzeniu przez sieci aptek promocji leków za jeden grosz na choroby przewlekłe. Oba oddziały płatnika poprosiły firmy kurierskie o informację, ile w danym okresie dostarczyły leków refundowanych. Okazało się, że ciągu jednego miesiąca po wprowadzeniu „groszówek” wzrost wyniósł 300 procent.

– Promocje i rabaty powodują marnowanie leków refundowanych przez pacjentów. Chorzy kupują tanio leki, a kiedy upływa termin ważności, wyrzucają je i idą po kolejne – przekonywali aptekarze.

Takie sytuacje są nie do pomyślenia np. w Wielkie Brytanii. Jeśli pacjent zgubi lek, może iść do lekarza po nową receptę, ale za pełną odpłatnością. Z historii choroby pacjenta wynika bowiem, że już raz otrzymał specyfik sfinansowany na koszt podatników na określony czas terapii. Zdaniem ekspertów rolą aptekarzy jest m. in. właśnie podejmowanie działań na rzecz racjonalnej gospodarki lekami.

Doktor Tadeusz Bąbelek, prezes Wielkopolskiej Okręgowej Rady Aptekarskiej, przypomniał także, iż w innych krajach poradzono sobie z drenowaniem budżetu płatnika poprzez rabaty oferowane przez apteki.

 – W Niemczech w pewnym momencie także wprowadzono rabaty na leki refundowane, co prowadziło do nadużyć. Wystarczyło wprowadzenie zasady: taki sam rabat dla pacjenta i płatnika i rabatowanie praktycznie ustało, bo stało się nieopłacalne.

Odpłatności za leki, czyli jak to robią w Europie
Farmaceuci wskazali, że istnieją inne sposoby na zapewnienie dostępu do leków pacjentom, których nie stać na ich wykupienie. Marek Jędrzejczak, wiceprezes Naczelnej Rady Aptekarskiej, przypomniał o pomocy finansowej państwa przy zakupie leków w krajach Unii Europejskiej.

Na przykład w Wielkiej Brytanii zwolnione z opłat za leki są: osoby starsze i emeryci, dzieci i młodzież, kobiety w ciąży, a także obywatele o najniższych dochodach. Także w Danii za leki nie płacą starsi i emeryci oraz najbiedniejsi. Z opłat zwolnieni są również chorzy terminalnie. Maksymalną pomoc przy zakupie leków otrzymują niepełnosprawni w Hiszpanii, w Belgii dzieci i młodzież oraz wdowy i sieroty. Z kolei w Niemczech o leki nie muszą martwić się bezrobotni. W tym kraju 40 procent pacjentów otrzymuje za darmo leki.

Osoby starsze i emeryci nie zapłacą za leki także w Grecji i Hiszpanii. W Austrii, Irlandii lub Portugalii respektowany jest limit dochodu. Również w Danii, Finlandii i Szwecji obowiązują roczne limity wydatków na leki, po przekroczeniu których pacjenci otrzymują leki bezpłatnie.

– Takie rozwiązanie działało w Polsce przed wojną. Lekarz znając status materialny pacjenta wyznaczał na recepcie odpłatność za lek – przypomniał prezes Jędrzejczak.

Enigmatyczne zmiany prawne
Farmaceuci odnieśli się także do braku postępu w pracach nad ustawą Prawo Farmaceutyczne. Prezes Marek Jędrzejczak ocenił, że wspomniane regulacje powstają się w tajemnicy: brakuje informacji, stąd środowisko aptekarskie musi się nieustannie o nią starać. Z prawa farmaceutycznego mają też zniknąć zapisy dotyczące zawodu farmaceuty.

Prezes Jędrzejczak zauważył, że istnieje projekt ustawy o innych zawodach medycznych w tym m.in. psychoterapeutów, techników radiologów, dentystów i techników farmaceutów.

– Wszystkie zawody będą miały swoją ustawę, tylko nie my. Pocieszające może być jedynie, że w naszym przypadku ustawa o izbach aptekarskich ma być traktowana jako ustawa zawodowa. Może zatem znajdzie się w niej to, co zostanie „wyrzucone” z ustawy Prawo Farmaceutyczne. Rozpoczęcie pracy nad nową ustawą zawodową zajęłoby zbyt  wiele czasu – mówi Marek Jędrzejczak.

Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum