Sprzedaż leków refundowanych przynosi aptekom straty. Jak je rekompensują?

Autor: Luiza Jakubiak/Rynek Zdrowia • • 08 maja 2019 05:56

Według danych GUS na jedną aptekę przypada w Polsce statystycznie około 2,6 tys. osób, tymczasem średnia w Unii Europejskiej wynosi ok. 4,3 tys. mieszkańców na jedną taką placówkę. Stąd wniosek, że zagęszczenie aptek w naszym kraju byłoby równe europejskiemu wskaźnikowi, gdyby było u nas 8,8 tys. aptek. Obecnie funkcjonuje ich ok. 13 tysięcy.

Sprzedaż leków refundowanych przynosi aptekom straty. Jak je rekompensują?
FOT. Arch. RZ; zdjęcie ilustracyjne

W ciągu pięciu lat od wejścia w życie ustawy refundacyjnej w 2012 r. w Polsce przybyło ponad 1 tys. aptek. Według GUS w 2012 r. funkcjonowało łącznie 12,2 tys. aptek ogólnodostępnych, a w końcu 2017 r. - już 13,3 tys. i 1,3 tys. punktów aptecznych. Ostatnio ich liczba spada. Pod względem liczby farmaceutów na aptekę, Polska (1,8) lokuje się znacznie poniżej średniej europejskiej (2,4).

Tak wygląda rynek w liczbach
Po wejściu w życie w czerwcu 2017 r.  tzw. ustawy apteka dla aptekarza (w skrócie zwanej AdA) liczba aptek gwałtownie wzrosła (na skutek realizacji wniosków o zezwolenie złożonych przed wejściem ustawy) i osiągnęła poziom 15 tys., a następnie zaczęła spadać. Trend spadkowy utrzymuje się i aktualnie w Polsce działa około 14 216 aptek i punktów aptecznych (dane z rejestru aptek CSIOZ na 30 kwietnia br.).

Według danych firmy analitycznej IQVIA za marzec 2019 roku, spadki dotyczą zarówno aptek sieciowych, jak i indywidualnych. Liczba aptek indywidualnych spadła o 445 w porównaniu do analogicznego okresu ubiegłego roku i o 52 wobec poprzedniego miesiąca. W przypadku sieci aptek (powyżej pięciu podmiotów) spadki wynoszą odpowiednio 111 i 22.

Jeśli chodzi o podział rynku ze względu na strukturę własnościową, aptek indywidualnych (apteki profesjonalne, w większości należące do farmaceutów, posiadających w ramach jednej firmy 1-4 apteki) jest ok. 8,2 tys. (57 proc. rynku). W 2018 wygenerowały łączny obrót ok. 14,2 mld zł (41,1 proc. wartości rynku), czyli średnio ok. 144 tys. zł miesięcznie na aptekę. Aptek sieciowych jest ok. 6,2 tys. (43 proc. rynku). W 2018 r. wygenerowały obrót ok. 20,3 mld zł (58,9 proc. wartości rynku), średnio 273,5 tys. zł miesięcznie na aptekę.

Różna ocena skutków AdA
Ocena skutków ustawy AdA pod względem liczby aptek i wynikającej z tego dostępności dla pacjentów podzieliła środowisko. Przedstawiciele aptek sieciowych podkreślali, że zmniejszająca się liczba aptek ogranicza dostęp do leków. Zdaniem Związku Pracodawców Aptecznych PharmaNET, w ciągu pierwszego roku funkcjonowania tej regulacji liczba aptek w Polsce spadła o 352, z czego ponad 100 aptek zamknięto na terenach wiejskich. W opinii organizacji, oznacza to, że regulacja mocno uderzyła przede wszystkim w mieszkańców wsi i małych miejscowości.

Przeciwnego zdania są farmaceuci z samorządu aptekarskiego i reprezentanci aptek indywidualnych. Marcin Wiśniewski, prezes Związku Aptekarzy Pracodawców Polskich Aptek (ZAPPA) uważa, że spadek liczby aptek to pozytywny trend. Jego zdaniem w Polsce nadal jest za dużo aptek. Według wyliczeń Związku, żeby ten rynek mógł prawidłowo funkcjonować, czyli gwarantować efektywną dystrybucję leków z korzyścią dla całego systemu, liczba aptek powinna optymalnie sięgać 10-11 tysięcy. - Bardzo dobrze, że liczba aptek spada. Daleko jest jeszcze do granicy bezpieczeństwa - zaznacza Wiśniewski.

Podobnie widzi to Michał Byliniak, wiceprezes Naczelnej Rady Aptekarskiej, prezes warszawskiej ORA. - Nie utrzymuje związku z rzeczywistością teza, że trend spadku liczby aptek jest czymś złym. To prowadzi do sytuacji, w której wcześniej czy później dojdziemy w sposób obiektywny do liczby aptek, która jest w stanie się utrzymać i być zaopatrzona w odpowiednią liczbę farmaceutów - podkreśla prezes Byliniak.

Dodaje, że jedne apteki upadają, ale powstają nowe, zakładane przez farmaceutów. - Od momentu wejścia w życie AdA, powstało ponad 300 nowych aptek i punktów aptecznych. W przypadku dużych miast, na ogół otwierają się one na obrzeżach, na nowych osiedlach - tam, gdzie realnie są potrzebne - informuje.

Czego potrzeba aptekom
W opinii farmaceutów, zbyt duża liczba aptek powoduje szereg problemów. ZAPPA przygotował raport "Apteki w Polsce", który dokonuje przeglądu danych, obrazuje obecny stan rynku aptecznego i zestawia trendy z doświadczeniami innych krajów unijnych.

Podczas prezentacji raportu (Warszawa, 7 maja) szef Związku podsumował, czego potrzeba aptekom: - Przede wszystkim jasnego prawa, którego nie da się podważać. Chodzi w dużej mierze o omijanie przepisów ustawy AdA w przypadkach przejmowania aptek przez sieci. Według danych Związku, od wejścia w życie ustawy w ten sposób właściciela zmieniło ok. 700 placówek - mówi prezes Wiśniewski.

Po drugie, należy zwrócić uwagę na fachowy personel w aptece i kształcenie kadr farmaceutycznych. Obecnie liczba farmaceutów w korelacji z liczbą aptek jest za mała i powoduje niemożności zapewnienia należytej obsady. Szef Związku wskazał też na braki leków oraz nierówny dostęp do deficytowych produktów dla poszczególnych aptek.

Farmaceuci wskazują też na niską rentowność aptek. Powoduje to konieczność szukania innych możliwości generowania zysku. - Firmy, które działają nieetycznie, np. uczestniczą w nielegalnym wywozie leków lub stosują przepływy finansowe. Znamy zjawisko tzw. oscylatorów cenowych, kiedy towar krąży między podmiotami - opisywał Marcin Wiśniewski.

Brakuje farmaceutów 
Według wyliczeń autorów raportu, duża liczba aptek nie jest adekwatna do liczby czynnych zawodowo farmaceutów. O ile liczba farmaceutów przypadających na 100 tys. mieszkańców wynosi w Polsce 74 i nie odbiega znacząco od średniej OECD, która wynosi 82, to przekładając to na liczbę aptek, trend wypada niekorzystnie. Pod względem liczby farmaceutów przypadających na statystyczną aptekę Polska (1,8) jest znacznie poniżej średniej europejskiej (2,4).

- Stan należy uznać za alarmujący, zwłaszcza że apteki pracują zazwyczaj w trybie dwuzmianowym. Przyjmując za wzór średnią krajów Unii Europejskiej, przy obecnej liczbie 27 tys. pracujących w kraju farmaceutów, istniejące zasoby kadrowe zapewniają odpowiednią obsadę dla 11 250 aptek - przekonuje szef ZAPPA.

- Mamy ok.14 tys. aptek, 27 tys. aktywnych zawodowo farmaceutów w aptekach zgłoszonych do NFZ. Realna liczba farmaceutów, którzy wykonują zawód w aptekach jest jednak mniejsza. Mamy województwa, gdzie średnio jest 2,4-2,5 farmaceuty na aptekę, ale też takie, gdzie jest 1-1,5. Można dyskutować, czy farmaceutów jest za mało. Finał tej dyskusji zawsze będzie jeden: farmaceutów jest dokładnie tyle, ile nasz system edukacji był i jest w stanie wykształcić. To aptek jest za dużo, bo były otwierane w sposób niekontrolowany - komentuje Michał Byliniak.

Liczbę aptek w Polsce ogranicza więc liczba czynnych zawodowo farmaceutów. Nikt nie zna ich dokładnej liczby, bo farmaceuci pracują na dyżurach, w różnych aptekach. Apteka otwarta w 6 dni w tygodniu, aby komfortowo pracowała, wymaga 2,3-2,5 etatu.

Jeszcze gorzej sytuacja wygląda w świetle niedawnego wyroku sądu, zgodnie z którym w godzinach pracy apteki powinien być obecny farmaceuta z uprawnieniami do kierowania apteką. Obecnie czynnych zawodowo jest ok. 21 tys. takich fachowców, co daje 1,45 osoby na aptekę. By zagwarantować stan zgodny z prawem, farmaceuci z uprawnieniami kierownika apteki są w stanie wykonywać obowiązki w 8750 aptekach. Ewidentnie zatem część aptek w tym zakresie funkcjonuje z naruszeniem prawa.

Za mało pacjentów na aptekę
Niekorzystnym zjawiskiem jest też zbyt mała liczba pacjentów przypadających na aptekę. Według danych Głównego Urzędu Statystycznego, na jedną aptekę przypada w Polsce średnio 2628 osób. Tymczasem średnia dla Unii Europejskiej wynosi ok. 4350 mieszkańców na aptekę. Stąd wynika wniosek, że zagęszczenie aptek w Polsce byłoby równe średniej krajów Europy, gdyby było u nas 8796 aptek.

Im mniej pacjentów przypadających na aptekę, tym mniejsze dochody i zyski. Spada więc rentowność aptek. Biorąc pod uwagę jedynie względy zagęszczenia, przychód statystycznej apteki w Polsce byłby równy średniej krajów OECD, gdyby w Polsce funkcjonowało 9290 aptek. Na niską rentowność aptek wpływa też niska marża i wydatki pacjenta na leki. Jak przekonują autorzy raportu, sprzedaż leków refundowanych przynosi straty i właściciele aptek muszą dokładać do biznesu.

- Ponieważ marża na leki refundowane jest za niska, apteki - aby sfinansować ich dystrybucję i zredukować stratę - są zmuszone sprzedawać towar wysokomarżowy (np. suplementy diety). Ustalenie marży urzędowej na zbyt niskim poziomie prowadzi więc do większej sprzedaży i konsumpcji preparatów, które pacjentom nie są potrzebne, a dodatkowo zwiększają ryzyko działań niepożądanych i interakcji z lekami - mówi Marcin Wiśniewski.

Miesięczne obroty
Statystyczna apteka indywidualna ma miesięczne obroty w wysokości 144 tys. zł. Około 35 proc. stanowią leki refundowane, a marża na nich uzyskiwana - wyznaczona w tabeli marż przez Ministerstwo Zdrowia - wynosi średnio 18,5 proc. Dochód generowany na sprzedaży leków refundowanych wynosi więc ok. 9,3 tys. złotych miesięcznie, tymczasem stały koszt miesięczny prowadzenia statystycznej apteki wynosi ok. 47 tys. zł.

- W tej sytuacji są dwa rozwiązania: albo zwiększamy marżę, ale to wiąże się ze wzrostem cen leków o ok. 12 proc. lub zmniejszamy liczbą aptek - mówi Marcin Wiśniewski. - Aby statystyczna apteka osiągała obrót pozwalający na uzyskanie zerowego dochodu na lekach refundowanych, w Polsce powinno być nie więcej niż 11 300 aptek.

Dowiedz się więcej na temat:
Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum