Rynek limitowany, czyli apteki jak sklepy monopolowe

Autor: Piotr Przeniosło/Rynek Zdrowia • • 26 marca 2010 06:30

Czy kolejna nowelizacja prawa farmaceutycznego przygotowywana przez Ministerstwo Zdrowia będzie regulowała liczbę i rozmieszczenie aptek działających na rynku? Taką koncepcję forsowano już w 2006 roku, odpowiednie zapisy były gotowe. Nie zostały jednak wówczas uchwalone. Przepisy dotyczące geografii aptek są stosowane np. we Francji, Hiszpanii, Austrii, Włoszech - przypominają zwolennicy takiego rozwiązania.

Wojciech Kuźmierkiewicz, wiceprezes Polskiego Związku Pracodawców Przemysłu Farmaceutycznego przypomniał podczas ubiegłorocznej konferencji „Dystrybucja leków w Polsce”, że projekt ustawy limitującej rozmieszczenie aptek był już gotowy tylko... parlamentarzyści go nie zaakceptowali.

W projekcie nowelizacji prawa farmaceutycznego znalazł się zapis, warunkujący wydanie zezwolenia na prowadzenie apteki. Gdyby wszedł w życie to otwarcie nowej apteki uzależnione byłoby:
• od liczby osób zameldowanych na terenie danej gminy (powyżej 4000 w przeliczeniu na jedną aptekę ogólnodostępną już funkcjonującą)
• od odległości do najbliższej funkcjonującej apteki ogólnodostępnej (powyżej 3000 metrów liczonych najkrótszą drogą publiczną).

Już wtedy Business Centre Club alarmował, że takie rozwiązanie jest ograniczeniem wolności działalności gospodarczej „poprzez jej reglamentację pod względem wyboru miejsca prowadzenia i terytorialnego zakresu, a w dalszej perspektywie pod względem ilościowym”.

Podnoszone były argumenty, że wprowadzenie projektowanego przepisu w życie spowodowałoby uprzywilejowanie podmiotów już funkcjonujących i byłoby tym samym tworzeniem barier dla młodych farmaceutów zainteresowanych posiadaniem własnej apteki.

Nasycony, czy przesycony?

Od 2006 roku minęły tylko, albo aż cztery lata. Patrząc na dynamikę rozwoju branży można powiedzieć: „aż”... W 2008 r. funkcjonowało 13650 aptek. W ubiegłym roku upadło blisko pół tysiąca. W 2010 roku, zgodnie z zapowiedziami analityków, aptek nadal będzie ubywać. Teraz na jedną statystyczną aptekę w Polsce przypada więc 2867 pacjentów. Dla porównania:
• w Austrii na jedną aptekę przypada ok. 5500 osób
• we Francji – 3500
• we Włoszech – 4000-5000
• w Portugalii – 6000 potencjalnych klientów.

Ponad 30 procent polskich aptek jest zadłużonych. Mniej więcej tyle samo objętych jest tzw. programami lojalnościowymi W ubiegłym roku właściciela zmieniło blisko 300 aptek. Przejęły je (lub jak kto woli: wchłonęły) sieci farmaceutyczne.

Z prognozy firmy Euler Hermes wynika, że w 2010 roku liczba aptek nadal będzie spadać. Największy wpływ na falę bankructw będą miały malejące zyski i rosnące zobowiązania aptek.

Siła "ręki rynku"
Opinie, co do wprowadzenia rzeczonych zapisów w prawie farmaceutycznym są podzielone. Michał Pietrzykowski, prezes Gdańskiej Okręgowej Rady Aptekarskiej należy do grona zwolenników nowych regulacji i podkreśla, że apteki nie wolno utożsamiać ze sklepem.

– Apteka ma przede wszystkim pełnić funkcję placówki ochrony zdrowia. Dopiero potem jest sklepem. Dlatego musi być wpisana w politykę zdrowotną państwa i podlegać odpowiednim regulacjom. Przepisy dotyczące geografii aptek są stosowane np. we Francji, Hiszpanii, Austrii, Włoszech – wylicza prezes Pietrzykowski.

Nie należy jednak zapominać, że w Europie państwo dopłaca do działalności aptek. Przykładowo średnia stawka za nocny dyżur apteki to od 100 do 200 euro za noc. W Polsce samorządy, które ustalają rozkład godzin pracy aptek, takich kosztów nie ponoszą.

Także w opinii Wojciecha Kuźmierkiewicza apteka powinna być przede wszystkim swoistym zakładem opieki zdrowotnej.

– Aby apteka dobrze świadczyła opiekę farmaceutyczną, powinna delegować do realizacji tej funkcji farmaceutę. Jednak ze względów ekonomicznych najczęściej nie jest to możliwe. W jednym z miast dwie apteki oddalone są od siebie o ok. 50 metrów. Znam także apteki, które dzieli tylko ściana – mówił podczas wspomnianej konferencji prezes Wojciech Kuźmierkiewicz.


Irena Rej, prezes Izby Gospodarczej Farmacja Polska, podkreśla, iż w Polsce mechanizmy rynkowe same określają zapotrzebowanie na apteki. Jak widać na przykładzie danych statystycznych, liczba aptek nie będzie już tak szybko rosnąć, bo ich potencjalni właściciele wiedzą, że nie jest to już szczególnie dochodowy interes.

Gdzie jest złoty środek?

– Liczba aptek w naszym kraju pozwala na dość łatwy dostęp do leków. Oczywiście statystyki trochę zafałszowują realny obraz rozmieszczenia aptek. Bo przecież są takie miasta, gdzie na jednej ulicy mieści się po kilka aptek, a są też obszary wiejskie, gdzie ich liczba jest zbyt mała. Jednak określenie ustawowe, że apteka ma być nie bliżej niż np. cztery kilometry od drugiej, jest nietrafione. Bo są przecież miasta, w których infrastruktura różnie kształtuje zapotrzebowania ludzi – mówi portalowi rynekzdrowia.pl Irena Rej.

Jej zdaniem logika powinna wskazywać, gdzie otwarcie apteki jest słuszne, a gdzie nie. Prezes Rej dodaje, że zakazami nie da się „uchwycić” wolnego rynku.

Czy jednak kształtowanie liczby i rozmieszczenia aptek można oddać wyłącznie działaniu rynku? Parlamentarzyści będą musieli wziąć pod uwagę wszystkie za i przeciw. Może być jednak i tak, że cokolwiek uczynią, to i tak nie znajdą rozwiązania optymalnego...

Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum