Resort zdrowia zapowiada nowelizację rozporządzenia o reklamie leków

Autor: Luiza Jakubiak/Rynek Zdrowia • • 22 czerwca 2009 06:21

Kiedy możemy mówić o informacji dotyczącej leku, a kiedy już o jego reklamie w mediach? To jedno z pytań, na które starali się odpowiedzieć uczestnicy niedawnej IV Konferencji Farmaceutycznej Rynku Zdrowia.

Trudno na razie przewidzieć, czy planowana nowelizacja przepisów o reklamie leków wpłynie na wielkość sprzedaży m.in. w aptekach

Jak już podawaliśmy, Główny Inspektorat Farmaceutyczny uznał jeden z artykułów w prasie za niedozwoloną reklamę określonych preparatów. Stwierdził, że autor publikacji o leku, nawet działając z własnej inicjatywy i niezależnie od wytwórcy tego produktu, zachęcał do nadmiernego stosowania produktu.

- Granica między reklamą a informacją jest płynna, ponieważ w obecnych przepisach nie ma definicji informacji o leku - mówiła Magdalena Wojciechowicz, dyrektor departamentu prawnego GIF.

– Ale jeżeli zachodzi dodatkowa okoliczność, czyli informacja lub zachęta, która zmierza do określonego celu, wtedy tekst zostanie uznany za reklamę. Jeśli więc to działanie nie będzie prowadziło do zwiększenia preskrypcji (a tym samym wzrostu ilości sprzedaży leku przepisywanego przez lekarza – red.) , to niewątpliwie nie zostanie uznane za reklamę.
 – wyjaśniła Magdalena Wojciechowicz.

Problem w tym, że czasem trudno jest wyraźnie odróżnić reklamę od informacji. Zdaniem Zbigniewa Niewójta, zastępcy Głównego Inspektora Farmaceutycznego, to jest sprawa subiektywna i ocenna, podobnie jak obiektywizm każdej informacji.

Zbigniew Niewójt przypomniał zarazem, że zakaz jakiejkolwiek reklamy w mediach ogólnodostępnych dotyczy wszystkich leków na receptę.

Dyskusja o rozporządzeniu
Za reklamę produktu leczniczego zostało uznane m.in. odwiedzanie osób uprawnionych do wystawiania recept lub osób prowadzących obrót produktami leczniczymi, przez przedstawicieli handlowych lub medycznych firm farmaceutycznych.

– To oznacza, że odwiedzanie przez tzw. REP-ów lekarzy jest jedną z dopuszczalnych prawem form reklamy produktu. Natomiast resort był zdeterminowany, by wprowadzić ograniczenia dotyczące czasu pracy przedstawicieli medycznych. Chodzi przecież o czas, który został sfinansowany ze środków publicznych poprzez zawarcie kontraktu przez NFZ na udzielanie świadczeń – stwierdził Artur Fałek, dyrektor departamentu polityki lekowej i farmacji Ministerstwa Zdrowia, tłumacząc powody wprowadzenia przez resort rozporządzenia w sprawie reklamy leków (ograniczono w nim możliwości wizyt REP-ów w godzinach pracy zakładu opieki zdrowotnej).

– Nadal uważamy, że ta regulacja jest skuteczna i została z zadowoleniem przyjęta przez lekarzy i pacjentów, co potwierdza korespondencja, która wpływa do resortu – dodał dyrektor departamentu.

Jednak tryb przygotowania rozporządzenia oraz jego jakość są negatywnie ocenione przez niektórych prawników.

– Dyskusyjna jest delegacja ustawowa: czy zezwala na tak szerokie spektrum regulacji, jak wprowadzone ograniczenia. Ponadto jeden z wyroków Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości wskazywał, że wszystkie regulacje dotyczące reklamy, które znajdują się w dyrektywie, są ograniczeniami maksymalnymi, a to rozporządzenie wprowadziło większe ograniczenia w prawie krajowym niż przewidywała unijna dyrektywa – stwierdziła mecenas Katarzyna Bondaryk z kancelarii Hogan & Hartson.

– Była też decyzja negatywna Urzędu Komitetu Integracji Europejskiej, co do takiego sposobu regulacji – dodała mec. Bondaryk. Zauważyła także, iż nie została zwołana komisja uzgodnieniowa, która jest zwykle zwoływana w przypadku dużej ilości uwag do projektu danego rozporządzenia.

Pogodzić sprzeczne interesy

Dyrektor Artur Fałek przyznał, że do ministerstwa trafiają setki uwag. Są one sprzeczne, tak jak sprzeczne są interesy różnych grup i środowisk, które biorą udział w procesie legislacyjnym.

– Obecnie obowiązujące rozporządzenie jest kompromisem zawartym z UKIE – stwierdził dyrektor Fałek, dodając, że ministerstwo nie zawarło w rozporządzeniu o reklamie wszystkich swoich wcześniejszych propozycji.

– Przede wszystkim myślę tu o możliwości ograniczenia reklamy przed i po programach dla dzieci. Po drugie, nie udało nam się uzyskać aprobaty UKIE co do zgodności z prawem unijnym w kwestii reklamy przypominającej. Dlatego w najbliższym czasie resort wróci do tego rozporządzenia i będzie go nowelizować – zapowiedział dyrektor.

Artur Fałek stwierdził ponadto, że reakcja ministerstwa w postaci tego rozporządzenia, to odpowiedź na patologie, które zgłasza samo środowisko medyczne. – To była reakcja na niepokojące sygnały. A wierzcie mi, że do ministerstwa ludzie nie piszą, że coś działa dobrze...

Resort: mamy łagodne przepisy
Dyrektor departamentu przekonywał, że w porównaniu do innych państw, nasze prawo wcale nie jest restrykcyjne:

– W innych krajach są regulacje, które w sposób bardziej bezpośredni odnoszą się do zakazu reklamy leków. Po drugie, kontrola reklamy w Polsce jest bardzo łagodna – zaznaczył Artur Fałek.

– W mniejszych państwach, zespoły, które kontrolują reklamę są wielokrotnie liczniejsze niż u nas, a stosowane sankcje o wiele bardziej dotkliwe, także w wymiarze finansowym. Po trzecie, mimo tak rozbudowanego aparatu kontrolnego i narzędzi w postaci sankcji, istotną rolę w tych krajach odgrywa samokontrola i wzajemna kontrola podmiotów, które się reklamują.

Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum