Polityka lekowa? Trudniej o nią, gdy w centrali brakuje kadr

Autor: Luiza Jakubiak/Rynek Zdrowia • • 25 września 2009 06:30

Kiedy w czerwcu br. z Departamentu Gospodarki Lekami NFZ odszedł dyrektor Rafał Zyśk, za powód podał problemy z systemem wynagradzania osób zatrudnionych w Funduszu. System nie pozwala na podwyższenie uposażenia i zatrzymanie w departamencie lekowym lekarzy najlepiej znających zasady HTA (oceny technologii medycznych).

Polityka lekowa? Trudniej o nią, gdy w centrali brakuje kadr
W "zdrowotnych" urzędach centralnych brakuje doświadczonych specjalistów a zadania są coraz większe.Fot. Adobe Stock. Data Dodania: 16 grudnia 2022

W sierpniu tego roku z DGL NFZ odeszły dwie kolejne osoby, Gabriela Ofierska-Sujkowska i Elżbieta Jaworska. Radości z tego powodu nie kryje dyrektor Agencji Oceny Technologii Medycznych, Wojciech Matusewicz, ponieważ obie panie przeszły do pracy w Agencji. Zajmują się teraz programami zdrowotnymi i analizami. Ale to nie oznacza końca problemów kadrowych i w AOTM, w której szacunkowo liczba pracowników powinna wzrosnąć z obecnych 50 do 80 osób.

Agencja, zgodnie z ustawą, przejmuje część zadań NFZ, dlatego będzie potrzebować więcej doświadczonych pracowników. Zdaniem dyrektora Matusewicza, osoby które pracowały w DGL, są nie tylko fachowym wsparciem, ale dają gwarancję dobrej współpracy z departamentem NFZ.

Etaty dla analityków

Ale to koniec dobrych wiadomości dla szefa AOTM. Mimo dodatkowych zadań, Agencja nie może na razie liczyć na dodatkowe środki. Dyrektor czyni starania, aby resort zdrowia przywrócił chociaż obcięte 300 tys. zł dotacji. Co prawda Agencja ma możliwość zarabiania na analizach, ale nie wiadomo, jakie dochody będą z tej działalności.

Szacunkowo liczba pracowników Agencji powinna wzrosnąć z obecnych 50 do 80 osób: – Założyliśmy, że będziemy zatrudniać 10 analityków w ciągu roku, przez trzy kolejne lata – mówi Wojciech Matusewicz i zapewnia, że od lat dodatkowe etaty tworzone są niemal wyłącznie dla analityków. Obecnie jest ich 27.

Siedemnastu z NFZ

Departament Gospodarki Lekami w Centrali NFZ liczy w sumie 17 osób. Sześć osób zajmuje się terapeutycznymi programami zdrowotnymi, w ramach których są finansowane drogie technologie lekowe i chemioterapią, a także zagadnieniami związanymi z kontrolą (jedna osoba przebywa na urlopie macierzyńskim, więc został zatrudniony pracownik na zastępstwo).

Ponadto w departamencie pracuje jeden prawnik, pięciu analityków, którymi kieruje naczelnik, oraz dyrektor i zastępca dyrektora. Cały departament obsługuje jeden sekretariat, w którym zatrudnione są dwie osoby.

Jeden pracownik jest oddelegowany do kontroli wewnętrznej i obecnie nie wiadomo czy wróci do DGL. Ponadto jest wakat dla naczelnika od programów i młodszego specjalisty.

Pracownicy DGL to lekarze (2), farmaceuci (2), informatycy, a także m.in. absolwenci zdrowia publicznego, zarządzania czy biotechnologii.

Potrzebne wsparacie

I w departamencie doświadczeni specjaliści są na wagę złota.

– W mojej ocenie na miano ekspertów zasługują cztery doświadczone osoby zajmujące się chemioterapią i programami oraz dwóch analityków. Na pewno departament wymaga wsparcia kadrowego. Potrzebowałabym przynajmniej jeszcze dwóch lekarzy, jednego prawnika. Chciałabym też mieć ludzi dedykowanych tylko kontroli. Przed nami coraz więcej trudnych zadań, m.in. rozwijanie kontroli – podsumowuje Barbara Wójcik-Klikiewicz, dyrektor DGL NFZ, mając nadzieję, że systematycznie jej zespół będzie się powiększał.

 A jak wygląda sytuacja kadrowa w Departamencie Polityki Lekowej i Farmacji w Ministerstwie Zdrowia? Tego nie wiemy, bo resort zdrowia nie udzielił nam informacji, przynajmniej do momentu opublikowania tekstu.

Komercyjna konkurencja

Wszyscy natomiast zdają sobie sprawę, że odpływ kolejnych osób ze "zdrowotnych" urzędów centralnych, to poważna strata, a pozyskanie nowych i wartościowych pracowników nie jest łatwe. Z pracy w instytucjach publicznych odchodzą osoby po szkoleniach, doświadczone w zakresie ekonomiki i HTA. A to od nich zależy los budżetu płatnika, w tym prowadzenie efektywnej polityki lekowej, choćby poprzez dostarczanie arguementów do negocjacji z firmami farmaceutycznymi.

Ci specjaliści, którzy odchodzą, szybko znajdują atrakcyjne zatrudnienie na rynku komerycyjnym. To prowadzi do selekcji negatywnej. Dopóki będzie traktować się departamenty lekowe tak samo jak np. współpracy międzynarodowej (nie ujmując ich znaczenia), trzeba się z tym liczyć. Wydaje się, że nasi decydenci nie rozpoznają tego problemu.

Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum