Tomków o zmianach w prawie farmaceutycznym. "Gdzie jest granica tych absurdów?"

Autor: Luiza Jakubiak • Źródło: Rynek Zdrowia30 września 2022 06:00

Propozycja wprowadzenia opłaty rocznej dla aptek nazwanej "współfinansowaniem nadzoru nad obrotem" to piękne określenie, które oznacza tak naprawdę pewien rodzaj haraczu - mówi Marek Tomków, wiceprezes Naczelnej Rady Aptekarskiej.

Tomków o zmianach w prawie farmaceutycznym. "Gdzie jest granica tych absurdów?"
Marek Tomków o przeglądzie lekowym - szybkie centralne szkolenia i pilne wdrożenie usług Fot. PTWPi.
  • Marek Tomków: wygląda na to, że prace nad dużą nowelizacją ustawy refundacyjnej nie będą proste. Jest 1350 stron uwag i spośród zainteresowanych stron w zasadzie trudno znaleźć choćby jedną zadowoloną z treści projektu
  • Propozycja wprowadzenia opłaty rocznej dla aptek nazwanej „współfinansowaniem nadzoru nad obrotem” to piękne określenie, które oznacza tak naprawdę pewien rodzaj haraczu - dodaje
  • Pilotaż przeglądów lekowych jest finansowany z budżetu państwa i dzisiaj mogą w nim wziąć udział słuchacze tylko jednej szkoły w Polsce, gdzie za naukę muszą sporo zapłacić. Dziwne - ocenia

"Dla aptek to pewien rodzaj haraczu"

Luiza Jakubiak, Rynek Zdrowia: Myśli Pan, że kwestia finansowania dyżurów aptek znajdzie wreszcie swój szczęśliwy finał? Propozycje przepisów są zawarte w dużej nowelizacji ustawy refundacyjnej, a los tej noweli jest znowu niepewny.

Marek Tomków, wiceprezes Naczelnej Rady Aptekarskiej: Już 7 lat rozmawiamy o dyżurach, przygotowaliśmy wspólne propozycje wraz z samorządem powiatowym. I nagle pojawia się projekt, który trudno nazwać inaczej niż kastratem. Spore zaskoczenie, bo przepis w sumie prosty. Teraz czeka na nowelizację ustawy refundacyjnej, choć w zasadzie można dołączyć go do wielu innych ustaw.

Tak jak badania kliniczne do ustawy o zawodach pielęgniarki i położnej, a nadzór nad laboratoriami diagnostycznymi do prawa farmaceutycznego?

Dzisiaj dyżury można dopisać do dowolnej ustawy,  jeśli ktoś tylko będzie chciał. Tylko musi chcieć.

Wygląda na to, że prace nad dużą nowelizacją ustawy refundacyjnej nie będą proste. Jest 1350 stron uwag i spośród zainteresowanych stron w zasadzie trudno znaleźć choćby jedną zadowoloną z treści projektu. Próba pogodzenia wszystkich, od producentów począwszy, przez hurtownie, apteki, płatnika i przede wszystkim pacjentów jest ekstremalnie trudna. Szukanie kompromisu to dla Ministerstwa spore wyzwanie i pytanie czy da się go w ogóle uzyskać. Niestety czas się powoli kończy. Trzeba się liczyć z tym, że za chwilę będziemy mieli większe problemy.

Pewnych tematów nie da się po prostu traktować na zasadzie, że „sprawa odłożona jest w połowie załatwiona”. Dlatego warto rozważyć podzielenie ustawy na części i naprawianie poszczególnych fragmentów w oparciu o kryteria pilności i ważności. Choćby po to, żeby walczyć z kryzysem lekowym.

Tymczasem na sygnały o brakach leków słyszmy odpowiedzi, że są to "jednostkowe braki leków". Czyli jednostkowo brakuje jednego antybiotyku, którego schodzi 3,5 mln opakowań? A za chwilę będzie brakowało jednostkowo leku o podobnym składzie, stosowanego przez kolejne 3 miliony chorych?

Jeśli pilnie nie zostaną wdrożone zalecenia Europejskiej Agencji Leków, która każe przygotować poszczególne kraje na kryzys lekowy, to jak twierdzą niektórzy, wkrótce opieka farmaceutyczna ograniczy się do wydawania chleba z pajęczyną.

Jak odebrał Pan jedną z ostatnich propozycji czyli wprowadzenie opłaty rocznej dla aptek nazwanej „współfinansowaniem nadzoru nad obrotem”?

No cóż, to piękne określenie oznacza tak naprawdę pewien rodzaj haraczu. Apteki mają same sobie zapłacić za funkcjonowanie urzędu państwowego. Przecież już dzisiaj płacą 15 tys. zł za zezwolenie na prowadzenie apteki. Ponoszą bardzo wysokie koszty za każdą zmianę, kiedy na przykład właścicielka apteki  zmienia nazwisko albo zostaje zmieniona nazwa ulicy, przy której mieści się apteka.

Tymczasem największe stacje benzynowe, sieci handlowe, sklepy spożywcze, które sprzedają leki, nie płacą ani grosza za handel lekami. To jest nierówne traktowanie i niesprawiedliwość. To jest "dożynanie" małych aptek.

Jeśli GIF brakuje pieniędzy i chcemy usprawnić inspekcję, a jest to celem nas wszystkich, mamy trzy proste propozycje.

Po pierwsze, należy założyć rejestr i nałożyć opłatę na wszystkie placówki obrotu pozaaptecznego. Mamy ok. 400 tysięcy placówek uprawnionych do obrotu lekami. Jeśli dany sklep odprowadza opłaty za handel alkoholem, niech to samo robi, gdy sprzedaje leki. Może wówczas inspekcja znajdzie w sobie tyle siły, żeby je skontrolować. Zwłaszcza, że do kontroli sklepów spożywczych nie trzeba zatrudniać farmaceutów. Nagle znalazłoby się mnóstwo pieniędzy na nadzór.

Dzisiaj apteki można ukarać praktycznie za wszystko. Podmioty w obrocie pozaaptecznym mogą zrobić wszystko bezkarnie. Jeśli wprowadzonoby kary w wysokości kilkudziesięciu tys. zł na przykład za sprzedaż leków w miejscach, po które mogą sięgnąć dzieci, to mamy pieniędzy „po kokardę”. Punkt apteczny na wsi wnosi więcej opłat niż choćby paliwowi giganci przez dziesiątki lat. Nie trzeba wielkiej znajomości matematyki, ponieważ najwięksi nie płacą absolutnie nic.

To kolejne rozwiązanie, kiedy próbuje się docisnąć tych, którzy ledwo zipią, przy marżach sprzed 12 lat. Nie potrafimy wykrzesać z budżetu dużego kraju 25 mln zł rocznie na dyżury aptek, ale potrafimy wymyślić kolejną opłatę, która jeszcze bardziej te apteki przydusi. To absolutnie nierozsądne. My takiej propozycji nie zaakceptujemy.

"Dzisiaj spółki przejmujące nielegalnie apteki są bezkarne"

A druga propozycja?

Druga propozycja to doprecyzowanie zakazu reklamy w taki sposób, aby uwzględnić również usługi farmaceutyczne, które mogą być świadczone, łącznie z obowiązkiem informowania o nich. Jednocześnie proponujemy podniesienie wysokość kar do 100 tys.  na każdą aptekę. Jeśli ktoś świadomie naruszy zasady, to wie, ile będzie go to kosztowało.

Nie powinno być tak, że sieć mając 500 aptek, płaci maksymalnie 50 tys. zł kary. Tyle dostał podmiot, który reklamował się w 37 stacjach telewizyjnych. Tak niska kara jest wliczona w koszty, bo wychodzi taniej niż koszt reklamy.

Gdyby kara wynosiła 100 tys. zł na aptekę, to szybko wyregulujemy rynek, kary będą miały charakter prewencyjny i uzyskamy podwójny efekt: albo będą grzeszyły, a inspekcja nakładając kary będzie miała na swoje utrzymanie, albo nie będą grzeszyły i sama kara spełni swoją rolę prewencyjną i uzyskamy bardzo dobry efekt w postaci aptek informujących, a nie reklamujących się.

Opcja trzecia to wprowadzenie bardzo wysokich kar za naruszanie przepisów Apteki dla Aptekarza. Jeśli dziś czytam wywiad z prezesem dużej sieci aptek, że mimo ograniczeń wciąż otwiera nowe placówki i robi to z dużą dozą bezczelności i z premedytacją, wbrew AdA, to może warto wprowadzić karę w wysokości kilku milionów złotych za  przejęcie każdej apteki wbrew prawu.

Gdybyśmy dzisiaj wprowadzili karę od 1 do 5 mln zł za przejętą nielegalnie aptekę, np. na słupa i zostałoby to potwierdzone prawomocnym wyrokiem, to taka spółka szybko się nauczy, że tego nie wolno robić. Dzisiaj jest bezkarna.

Mamy jakieś przykłady praktycznego zastosowania tej zasady współfinansowania za nadzór?

Istnieją takie rozwiązania, ale one obejmują na przykład audyty. Czyli płaci się inspekcji, ale w ramach tego inspekcja pobiera próbki, wykonuje szereg badań, przeprowadza audyt czy wydaje stosowny, odnawialny certyfikat.

Ale to nie jest ten przypadek. To, co nam się teraz proponuje, to haracz. Wcześniej propozycja czterech aptek na województwo. Jak czytam takie propozycje, to zastanawiam się, gdzie jest granica tych absurdów.

Jeżeli to będzie stała kwota roczna, to nie zaboli dużych sieci. Małe podmioty dobije. Gdyby opłata miała być ruchoma i na przykład liczona od zysków, to znowu sieci zyskują, bo wykazują same straty.

Apteki wykańczają nawet wysokie ceny energii, szczególnie te w małych miejscowościach. Apteka, która ma kupić na zimę kilka ton węgla po dzisiejszych cenach, po prostu się zamknie. Kolejna opłata do całkiem spory gwóźdź do trumny.

To dlatego coraz mniej osób wybiera farmację? Zawód farmaceuty nieustannie cieszy się dużym zaufaniem społecznym, ale otoczenie do prowadzenia apteki staje się coraz trudniejsze. W przeciwieństwie do medycyny. Minister zdrowia chwali się, że w tym roku studia medyczne rozpocznie rekordowa liczba ponad 10 tys. studentów.

Jedną z odpowiedzi jest oczywiście możliwość łatwiejszego studiowania na wydziałach lekarskich. Jeśli na kierunek lekarski jest 10 tys. miejsc - jak powiedział minister Niedzielski - i jest to najwięcej od czasów II wojny światowej, to pojawiła się możliwość studiowania medycyny z mniejszą liczbą punktów. Jeżeli ktoś ma punkty, które wystarczą na wydział lekarski i farmację, często wybiera to pierwsze. Zawsze tak było.

Po drugie, otworzyło się więcej wydziałów lekarskich, w dodatku bliżej miejsca zamieszkania przyszłych studentów. Wtedy też nie wybiorą farmacji.

Oczywiście to tylko jedna z przyczyn. Coraz więcej studentów farmacji pyta co dalej? A my dla odmiany we wdrażanie takiej usługi jak przeglądy lekowe będziemy bawili się kilka lat. To zniechęca każdego. Samymi szczepieniami w aptekach nie zachęcimy do wybierania tego trudnego zawodu.

Doprowadziliśmy do zmiany dziesiątek aktów prawnych, od ustawy o zawodzie, po ustawę o chorobach zakaźnych, prawo farmaceutyczne, ustawę o świadczeniach, o cyfryzacji. To naprawdę dobry fundament do wprowadzania opieki i zmiany roli farmaceuty. Tymczasem mamy pilotaż przeglądu lekowy dla absolwentów tylko jednej prywatnej uczelni.

Nie dyskredytuję wiedzy zdobytej na tych studiach, ale uważam, że monopolizowanie tego typu usługi jest nie w porządku.

Pilotaż jest finansowany z budżetu państwa i dzisiaj mogą w nim wziąć udział słuchacze tylko jednej szkoły w Polsce, gdzie za naukę muszą sporo zapłacić. Dziwne.

"Pilotaż przeglądów lekowych dyskryminuje farmaceutów"

Przecież już w ubiegłym roku było wiadomo, że do pilotażu mogą przystąpić farmaceuci, którzy ukończyli studia podyplomowe w zakresie opieki farmaceutycznej prowadzone przez Uniwersytet Medyczny w Poznaniu. Jeśli były wątpliwości, dlaczego wtedy Państwo nie zareagowali?

Zareagowaliśmy. W uwagach do projektu wypowiedziało się środowisko farmaceutów i środowisko akademickie. Problem polega na tym, że w resorcie zdrowia uwag Izby nie uwzględniono.

Przede wszystkim zauważyliśmy w nich, że przyjęte rozwiązanie dyskryminuje polskich specjalistów, którzy mają zajęcia z opieki farmaceutycznej na specjalizacji, podobnie jak studenci ostatnich roczników. Czy to oznacza, że oni się nie nadają? Nie mogą zrobić dziesięciu przeglądów w ramach pilotażu?

Widzieliśmy na przykładzie szkoleń dotyczących szczepień, że farmaceuci po sześciu godzinach szkolenia szybko nauczyli się wykonywać to świadczenie, choć wcześniej  nawet igły w ręku nie mieli. A nagle po 66 miesiącach nauki o lekach nie jesteśmy w stanie zrobić prostego przeglądu?

Przeraża mnie też fakt, że jak pilotaż się zakończy, to nadal będziemy w tym samym miejscu. Bo ci, co zrobili przeglądy za granicą, zrobią je tak samo w polskim pilotażu. Ci, co robili je na studiach podyplomowych, zrobią je ponownie kilka, może kilkanaście razy. Co z pozostałymi farmaceutami? Płatna wiedza tylko dla wybranych?

Poza tym, dlaczego mamy czekać kolejne 6 miesięcy na wyniki , skoro już dzisiaj wiemy, że oszczędności z tytułu prostych przeglądów lekowych mogą sięgać według Deloitte nawet 570 mln zł oszczędności, a sam NFZ szacuje je nawet na 800 mln zł. Pół roku czekania to kilkaset milionów strat dla NFZ. 

Mamy na podstawie 750 przeglądów wyciągnąć wnioski? Skoro mamy dowody z całego świata, na podstawie może i kilkudziesięciu milionów przeglądów, że to się opłaca? Odkrywamy atom na nowo.

Co więcej, dzisiaj koordynatorzy pilotażu, jednocześnie wykładający na wspomnianej prywatnej uczelni  straszą  farmaceutów odpowiedzialnością zawodową, jeżeli zaczną robić przeglądy samodzielnie. Trochę za grubo.

Chodzi o stanowisko koordynatorów pilotażu, że „samodzielne podejmowanie przeglądu lekowego przez farmaceutów i apteki wiąże się z osobistym ryzykiem farmaceuty i pracodawcy i odpowiedzialnością zawodową za potencjalne błędy?” Naczelny Rzecznik Odpowiedzialności Zawodowej i Naczelny Sąd Aptekarski uznały grożenie farmaceutom odpowiedzialnością zawodową koordynatorów pilotażu za działanie nieuprawnione.

Tak. Nie tak to powinno wyglądać. Szybkie centralne szkolenia i pilne wdrożenie usługi. Zwłaszcza, że zawsze część problemów wychodzi w praktyce i kilkaset przeglądów w pilotażu nie ma szans ich wychwycić, choćby w kwestii do stępu do dokumentacji elektronicznej.

Tak było przy szczepieniach przeciwko COVID-19, grypie czy wymazach. Jeśli ktoś nie czuje się na siłach ma do tego prawo, jeśli chce skończyć dodatkowe studia, super. Nie twórzmy jednak sztucznych barier, to niczego nie poprawi, a jedynie opóźnia wdrażanie kolejnych świadczeń.  

 

Dowiedz się więcej na temat:
Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum