Onkologia. Nie wszystkie leki przełomowe sprawdzają się w praktyce. Jak je oceniać?

Autor: Luiza Jakubiak • Źródło: Rynek Zdrowia07 lutego 2022 17:10

Wiemy, że nie wszystkie leki, które są zarejestrowane, sprawdzają się w praktyce klinicznej. Taka analiza RWE byłaby bardzo cenna - mówi prof. Maciej Krzakowski.

Onkologia. Nie wszystkie leki przełomowe sprawdzają się w praktyce. Jak je oceniać?
Nie wszystkie leki w onkologii ocenione jako przełomowe, sprawdzają się tak dobrze w późniejszej praktyce klinicznej Fot. ShutterStock
  • Czas, jaki upłynął od autoryzacji EMA do pierwszego pojawienia się leku w obwieszczeniu ministra zdrowia, wynosi około 3,4 roku. Eksperci wskazują, skąd te opóźnienia
  • Proces regularnej refundacji przyspieszył, zaczynamy w miarę regularnie wpuszczać cząsteczki. Natomiast rozwiązanie w postaci Funduszu Medycznego uważam za na razie nie trafione i nie poprawiający w jakikolwiek sposób tego, co widzimy – ocenia Magdalena Władysiuk
  • Maciej Krzakowski: wiemy, że nie wszystkie leki, które są zarejestrowane, sprawdzają się w praktyce klinicznej. Analiza RWE byłaby bardzo cenna

3,4 roku od rejestracji do refundacji

Prezentacja raportu "Nowe terapie w leczeniu chorych na nowotwory", przygotowanego przez grono ekspertów w ramach Modern Healthcare Institute (31 stycznia 2022r.), pokazała ciekawą dyskusję na temat pewnych białych plam w procesie refundacyjnym i potrzeby zbadania tych obszarów. Jak się okazuje, nie zawsze problem leży po stronie ministerstwa zdrowia.

Nowe leki onkologiczne rejestrowane są w procedurze centralnej Europejskiej Agencji Leków. Po autoryzacji EMA nowa terapia może być stosowana na terenie krajów Unii Europejskiej, w tym Polski, a także być przedmiotem wniosku o refundację.

Z raportu wynika, że w latach 2017-2021 mediana czasu, jaki upłynął od autoryzacji EMA do pierwszego pojawienia się leku w obwieszczeniu ministra zdrowia, wynosi około 3,4 roku. Jak podkreślali eksperci, na przestrzeni ostatnich lat czas oczekiwania na refundację ulegał stopniowemu skróceniu. Jednocześnie w odniesieniu do nowych terapii objętych refundacją w latach 2015-2021, od momentu zlecenia przez Ministerstwo Zdrowia oceny wniosku refundacyjnego przez Agencję Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji do objęcia leku refundacją upływało średnio około 1,5 roku. Eksperci zastanawiali się, co się dzieje z lekiem od momentu rejestracji w EMA do złożenia wniosku refundacyjnego?

Prof. Maciej Krzakowski, konsultant krajowy w dziedzinie onkologii klinicznej, nazwał to pewnego rodzaju obstrukcją: - Na te 3,4 roku między faktem autoryzacji przez Europejską Agencję Leków, a ukazaniem się określonej decyzji w obwieszczeniu ministra zdrowia, składa się 1,5 roku czegoś, czego nie jestem w stanie zdefiniować. Bo 1,5 roku upływa od momentu, kiedy minister zdrowia zleca Agencji Oceny Technologii Medycznych wykonanie przeprowadzenia określonej oceny do refundacji. Czyli coś się dzieje między autoryzacją przez EMA a wszczęciem naszego procesu – mówił ekspert, dodając, że czynniki, które decydują o opóźnieniach, to nie opieszałość czy zła wola strony publicznej.

- Dlatego skąd widzimy trzyletnie opóźnienie? Myślę, że oczywiście zależy to od firmy składającej wniosek o refundację, ale zależy też od tego, jak mocno system oporuje. Mamy dwa rozwiązania w systemie. Po pierwsze, RDTL, który w mojej ocenie obecnie działa gorzej niż przed wejściem ustawy o Funduszu Medycznym – stwierdziła Magdalena Władysiuk, wiceprezes firmy HTA Consulting, przypominając, że często dostęp do terapii w tym mechanizmie jest zależny od finansów szpitala. A te są w różnym stanie.

-  Jeżeli miałabym patrzeć na systemowe podejście, czyli czy niezależnie od miejsca zamieszkania pacjent ma szansę być leczony tak samo, to można powiedzieć, że Fundusz Medyczny pogorszył sytuację – oceniła.

W jej ocenie, 3,4 roku na wejście leku od rejestracji do refundacji, to już jest bardzo dobry okres, bo sam proces oceny trwa prawie 240 dni czy prawie rok. Pozostały czas to kwestia złożenia wniosku refundacyjnego przez firmę o podjęcia decyzji przez ministra zdrowia.

Jak podejmowane są decyzje refundacyjne?

- Nie zmienia to faktu, że wprowadziliśmy nowe rozwiązanie, czyli Fundusz Medyczny, które miało przyśpieszyć proces i skrócić go do minimalnego okresu nawet pół roku, patrząc od momentu publikacji listy do momentu wejścia. To co rejestruje FDA i EMA wymaga dalszej oceny. Po to właśnie stworzyliśmy Fundusz Medyczny, żeby tam, gdzie występuje niepewność kliniczna, można było przetestować lek w rejestrach. Dotychczas żadna technologia onkologiczna nie znalazła się na liście.

- Z jednej strony więc proces regularnej refundacji przyspieszył, zaczynamy w miarę regularnie wpuszczać cząsteczki. Natomiast rozwiązanie w postaci Funduszu Medycznego uważam za na razie nie trafione i nie poprawiający w jakikolwiek sposób tego, co widzimy – oceniła Magdalena Władysiuk.

- Brakuje informacji o tym, w jaki sposób tak naprawdę pewne decyzje refundacyjne są podejmowane. Z mojej pracy w Radzie Przejrzystości AOTMiT wiem doskonale, że bardzo dużo zależy od samej inicjatywy firmy, która deklaruje chęć refundacji. Często od tej decyzji zależy czy lek wchodzi do  oceny, na przykład w ramach finansowania poprzez np. Fundusz Medyczny czy RDTL czy też nie – powiedział prof. Adam Maciejczyk, dyrektor Dolnośląskiego Centrum Onkologii.

Również jego zdaniem, zrzucanie wszystkich problemów na samo ministerstwo zdrowia wydaje się ”zbyt uproszczonym spojrzeniem”: - To samo dotyczy wskazań, bo firma zgłaszając lek do refundacji czasem rozszerza ten zakres nieadekwatnie do Charakterystyki Produktu Leczniczego, czasem w swoim wniosku te wskazania określa nieodpowiednio do ChPL, co też wydłuża proces refundacji. To są ważne elementy, które powinny być znane, ale dostęp do tych informacji jednak nie jest powszechny.

- Tak samo nie jest powszechna wiedza, dlaczego pewne leki wprowadzane są na tę listę, która wyklucza lek z możliwości finansowania w ramach RDTL. Potrzebujemy profesjonalizacji w informacji o tym, w jaki sposób leki w Polsce są refundowane i w jakim zakresie? Które są priorytetowe? Muszą się w to włączyć jeszcze szerzej onkolodzy kliniczni, ale też ta analiza powinna być dostępna szerszej grupie osób, które zajmują się opieką onkologiczną - uważa specjalista.

Nie wszystkie przełomowe terapie są takie przełomowe

Raport podnosi też kwestię tego, że nowe cząsteczki rejestrowane we wskazaniach onkologicznych przez EMA przynoszą zróżnicowaną wartość dodaną i po kilku latach stosowania w praktyce klinicznej nie każda terapia przynosi oczekiwany rezultat.

- Jestem zdecydowanie przeciwnikiem porównywania refundacji tyko z liczbą leków akceptowanych przez EMA czy FDA. Są publikacje, które oceniały efektywność leków wskazywanych jako przełomowe, zarejestrowanych do 2013 roku. Po latach obserwacji znaczna część ich nie okazała się tak przełomowymi. Trzeba też pamiętać, że akceptowanie leków przez EMA odbywa się na podstawie bardzo wczesnych wyników badań – przypomina prof. Maciejczyk.

Dlatego też Europejskie Stowarzyszenie Onkologii Medycznej (ESMO) dokonuje weryfikacji wartości dodanej nowych terapii i publikuje oceny wartości dodanej nowych leków onkologicznych według algorytmu MCBS (Magnitude of Clinical Benefit Scale). Dotyczy to jednak jedynie terapii stosowanych w leczeniu nowotworów litych.

Algorytm ESMO-MCBS zawiera dwie skale ocen. Jedna służy do oceny terapii zmierzających do wyleczenia choroby i zawiera oceny w skali od „A” do „E”, przy czym „A” oznacza ocenę najwyższą. Druga skala służy do oceny terapii paliatywnych, przedłużających życie i zawiera oceny od „1” do „5”, przy czym „5” oznacza najwyższą wartość dodaną.

- ESMO-MCBS to jest oczywiście bardzo wartościowe narzędzie – przyznał prof. Krzakowski, wskazując jednocześnie, jak bardzo ta skala jest restrykcyjna. Na koniec 2021 roku baza ESMO zawierała 302 oceny korzyści klinicznych ze stosowania leku w konkretnym wskazaniu, przy czym leki mogą być oceniane wielokrotnie, w odniesieniu do różnych komparatorów. Odnotowano zaledwie 50 najwyższych możliwych ocen (A w przypadku leczenia radykalnego lub 5 w przypadku leczenia paliatywnego).

- I bardzo dobrze, że jest restrykcyjna. Ale skala ESMO to pochodna decyzji rejestracyjnej Europejskiej Agencji Leków. Może spowoduję pewne zamieszanie, ale uważam, że decyzje rejestracyjne w Stanach Zjednoczonych, jakie przeprowadza FDA, są w niektórych, a nawet w części przypadków bardziej racjonalne niż to, co się dzieje w Europie - mówił prof. Krzakowski, dodając, że niezaprzeczalnie taka międzynarodowa skala jest potrzebna, ale „można dyskutować nad przydatnością skali ESMO jako tego najlepszego narzędzia”.

Pytanie o polski algorytm i ocenę z praktyki klinicznej

Prof. Maciejczyk podkreślał, że ocena ekspertów jest bardzo ważna, często decydująca w sytuacjach wątpliwych. Wydaje mi się, że brakuje oceny, które leki powinny w pierwszej kolejności włączać do refundacji i brakuje wciąż takiej klarownej ścieżki refundacyjnej, tych najbardziej priorytetowych substancji.

- Nie do końca jestem w stanie ocenić jak się ta ocena ESMO ma do zaleceń naszych polskich ekspertów, którzy wskazali najbardziej priorytetowe terapie onkologiczne. Nie jestem zwolennikiem tylko klasyfikacji ESMO, ale do czegoś należy się odnieść. Taka obiektywna ocena w oparciu o analizy punktowe czy też analiza, która kiedyś była proponowana przez PTOK, bardziej nastawiona na polską refundację, to jest szalenie istotny element. Połączenie takich dwóch analiz i wyciągnięcie wspólnych wniosków byłoby bardzo przydatne. Jednocześnie jak najbardziej interesuje mnie wdrożenie polskiej modyfikacji klasyfikacji. Ale ktoś musi to przeliczyć, a to nie są łatwe algorytmy – podkreślał prof. Maciejczyk.

Z kolei prof. Krzakowski wskazał, że ciekawy byłby raport na temat wyników i konsekwencji, jakie mają analizy RWE (Real World Evidence) w określonych systemach.

- Wiemy, że nie wszystkie leki, które są zarejestrowane, sprawdzają się w praktyce klinicznej. Analiza RWE byłaby bardzo cenna; w Polsce jest duży opór ze strony części decydentów, żeby się posługiwać tymi raportami. A to może być bardzo korzystne – dodał prof. Krzakowski.

Jak przyznała dr Władysiuk, w wielu systemach to się staje podstawą: - Systemy stają się hybrydowe. Wpierw jest ocena HTA, po czym jest jeszcze ocena praktyczna, czyli to co się dzieje w klinice. Bo wiemy, że efekty kliniczne zależą nie tylko od samego leku, ale jaki trafia pacjent do leczenia i w jakim momencie.

- Pokazywanie priorytetów to również odpowiedzenie sobie na pytanie, czy będziemy również szukać rozwiązań jak najbardziej poprawiających wydajność, także ekonomiczną systemu i rozwiązań, które są kompleksowe. Tym bardziej, że ocena po stronie publicznej staje się coraz bardziej skomplikowana. A od 2023 roku wchodzimy w unijne procesy Joint HTA Assessment, czyli m.in. centralną ocenę kliniczną – dodała.




Dowiedz się więcej na temat:
Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum