Od zakażenia do rozwoju tego raka może minąć nawet 30 lat. Prosty test mógłby temu zapobiec

Autor: Luiza Jakubiak • Źródło: Rynek Zdrowia02 listopada 2021 06:00

Dlaczego na wczesnym etapie nie wykrywamy osób zakażonych wirusem HCV i nie leczymy ich? Nie robiąc prostego testu pozwala się, by wirus przez 20-30 lat doprowadził do raka wątroby - mówi Barbara Pepke, prezes Fundacji Gwiazda Nadziei.

Od zakażenia do rozwoju tego raka może minąć nawet 30 lat. Foto: Shutterstock
  • Krystyna Wechmann: Najważniejsze jest wczesne wykrycie raka i wybór dobrego ośrodka, co daje większe szanse na przeżycie
  • Barbara Pepke: dlaczego na wczesnym etapie nie wykrywamy osób zakażonych wirusem HCV i nie leczymy ich? Nie robiąc prostego testu pozwala się, by wirus przez 20-30 doprowadził do raka wątroby
  • Magdalena Władysiuk: musimy się liczyć z tym, że z powodu pandemii opóźniona lub niedokładna diagnostyka będzie przekładać się na gorsze efekty zdrowotne

- Niestety, nie mamy skriningowego populacyjnego badania wczesnego wykrywania raka jajnika. Możemy jedynie edukować pacjentki, by regularnie zgłaszały się do ginekologa, bo wtedy jest szansa, że przypadkowo ten nowotwór zostanie rozpoznany – mówiła prof. Anita Chudecka-Głaz, lekarz kierujący z Kliniki Ginekologii Operacyjnej i Onkologii Ginekologicznej Dorosłych i Dziewcząt, SPSK Nr 2 Pomorskiego Uniwersytetu Medycznego w Szczecinie, konsultant wojewódzki w dziedzinie ginekologii onkologicznej, podczas sesji "Onkologia – wybrane zagadnienia terapeutyczne" w ramach XVII Forum Rynku Zdrowia.

Jak dodała, taki skrining jest przeprowadzany u kobiet, u których stwierdza się mutacje BRCA 1 i 2 lub u pacjentek z rodzin, gdzie istnieje duże nagromadzenie nowotworów kobiecych. One są objęte skriningiem, najczęściej w poradniach genetycznych. Bowiem u nosicielek mutacji ryzyko raka jajnika może wynosić nawet 60 procent.

Podobnie jak w przypadku raka piersi, gdzie powstają dedykowane takim pacjentkom ośrodki - tzw. breast units, również chore z rakiem jajnika powinny trafiać do odpowiednich centrów.

- Zmiany organizacyjne powinny dążyć do powstania centrów kompetencji, w których to leczenie będzie kompleksowe i wykonywane przez osoby z dużym doświadczeniem. Podjęte na początku leczenie determinuje czas przeżycia tych pacjentek. Powinny być operowane w odpowiednich miejscach, które mają wykwalifikowaną kadrę lekarzy - mówiła prof. Anita Chudecka-Głaz.

Największa praca jest jeszcze do zrobienia w profilaktyce

Jak podkreślała Krystyna Wechmann, prezes Federacji Stowarzyszeń Amazonki i Polskiej Koalicji Pacjentów Onkologicznych, według danych, kobieta leczona w kompleksowym ośrodku ma 10-15 procent więcej szans na leczenie skuteczne.

Obecnie takich placówek jest 12 w skali kraju, choć początkowo zakładano, że będzie ich 40. Jak się okazało, nie wszystkie placówki spełniają warunki, by móc zakontraktować prowadzenie breast unitu. Często z powodu problemów z utrzymaniem terminu diagnostyki lub niemożliwości spełnienia procedur w zakresie rehabilitacji. Jak zapowiadał wiceminister Sławomir Gadomski, planowana jest zmiana przepisów w tym zakresie.

- Mówimy pacjentkom w ramach edukacji, że po zdiagnozowaniu raka piersi najważniejszym krokiem jest zgłosić się do ośrodka, który leczy to kompleksowo. Dzisiaj jest 12 takich breast unitów. Ale wiemy, że jeszcze kilkanaście ośrodków będzie leczyło raka piersi. Natomiast absolutnie kobiety nie mogą zgłaszać się do ośrodków powiatowych. To jest podstawą, także w raku jajnika. Te nowotwory są rozpoznawane w 3, 4 stadium choroby. W dobrym ośrodku jest większa szansa na przedłużenie życia - mówiła prezes Wechmann.

Dodała: - Największa praca jest jeszcze do zrobienia w profilaktyce. Na przykład poprzez używanie mammografów cyfrowych zamiast analogowych. Najważniejsze jest wczesne wykrycie i wybór dobrego ośrodka, co daje większe szanse na przeżycie.

- To czego szukamy w efektach leczenia, mówiąc o jakości, to kwestia czasu i dostępności, kiedy te pacjentki trafiają do szpitala, na jakim etapie, w jakim momencie rozpoznania i jaka jest czujność onkologiczna systemu. Musimy się liczyć z tym, że z powodu pandemii opóźniona lub niedokładna diagnostyka będzie przekładać się na gorsze efekty zdrowotne - mówiła  Magdalena Władysiuk, prezes Stowarzyszenia CEESTAHC i wiceprzewodnicząca HTA Consulting.

- Centra dedykowane konkretnym pacjentom są potrzebne. Jakie są przyczyny ich nie powstawania? Czasem to kwestia koordynacji, finansowania, bardziej elastycznych form zatrudniania. Myśląc o systemie szukałabym rozwiązań, które motywowałyby ośrodki do - ich tworzenia - podkreśliła.

Prosty test i być może nie byłoby raka

Diagnostyka jest również problemem w przypadku raka wątrobowokomórkowego. - Trudno jest nam zrozumieć w organizacjach pacjenckich, dlaczego na wczesnym etapie nie wykrywamy osób zakażonych i nie leczymy ich. Chodzi zaś o zakażenia, które w ponad 80 proc. przypadków powstały w wyniku kontaktu pacjenta z placówkami służby zdrowia. Pacjenci mogą czuć się skrzywdzeni przez system. Nie robiąc prostego testu pozwala się, by wirus przez 20-30 doprowadził do raka wątroby - mówiła Barbara Pepke, prezes Fundacji Gwiazda Nadziei i liderka Koalicji Hepatologicznej.

- Kolejną krzywdzącą sytuacją dla pacjenta, który ma wykryty nowotwór wątroby, jest łączenie tego z nadużywaniem alkoholu. Pacjenci już zdiagnozowani mają poczucie wstydu swojej choroby, co nie ułatwia szybkiej diagnostyki i leczenia. Ci chorzy często się po prostu nie ujawniają. Dlatego m.in.  powstał raport dotyczący sytuacji chorych z rakiem wątrobowokomórkowym, który opisuje, co pacjenci czują i jaki mają dostęp do diagnostyki i leczenia - mówiła prezes Fundacji.

Rak wątrobowokomórkowy. Co zrobić, aby ten nowotwór stał się chorobą przewlekłą?

Dodała, że jeżeli coś zaczyna się dziać z wątrobą, to zazwyczaj pacjenci trafiają do hepatologów w ośrodkach chorób zakaźnych: - W czasie pandemii te szpitale były zajmowane przez pacjentów z covid-19. Będziemy zbierać ogromne żniwo po pandemii w postaci zwiększonej liczby zachorowań na marskość i na raka wątroby.

Podkreślała, że byłoby idealnie, gdyby w jednym ośrodku pacjentem zajęło się grono specjalistów: radiolog, onkolog, chirurg. Zazwyczaj jednak pacjent jeździ od ośrodka do ośrodka. Kiedy już trafi do onkologa, to słyszy, że właściwie nie ma mu już nic do zaproponowania, bo jedna z nowoczesnych terapii, która się pojawiła, nie jest jeszcze refundowana.

Dr Leszek Kraj, specjalista onkologii klinicznej z Kliniki Onkologii Uniwersyteckiego Centrum Klinicznego WUM, potwierdził, że droga pacjenta z rakiem wątrobowokomórkowym jest dosyć trudna.

- W kraju wystarczyłoby kilka takich ośrodków, które dysponowałyby gronem specjalistów. Choroba rozwija się na podłożu marskości, objawy są tożsame z marskością wątroby. Ci pacjenci trafiają wpierw do specjalistów chorób zakaźnych, gastrologów, internistów. Chirurg odsyła do onkologa, do radiologa, po drodze może transplantolog. To wszystko zajmuje dużo czasu. A ten działa na niekorzyść pacjenta. Podstawą leczenia jest leczenie chirurgiczne, część pacjentów jednak rozpoznajemy w takim stadium nowotworu, że jest to technicznie niemożliwe.

W tym raku klasyczna chemioterapia nie działa. Pierwszy stosowany lek to sorafenib, inhibitor kinazowy, który pojawił się w 2008 roku i który wydłużał medianę przeżycia o ok. 2 miesiące. Jest dostępny do dzisiaj w ramach programu lekowego. Przez lata nie pojawiało się nic nowego, aż nastąpił ogromny przełom. To nowe terapie, które pokazują nowy standard postępowania: połączenie immunoterapii z leczeniem antyangiogennym, które szybko znalazło się we wszystkich światowych wytycznych - mówił dr Kraj.

Nowe wytyczne dotyczące diagnostyki i leczenia raka wątrobowokomórkowego

- Ten nowotwór nadal jest białą plamą, mamy dużą grupę pacjentów z rakiem wątrobowokomórkowym, której nie leczymy w ogóle, bo nie mamy opcji terapeutycznej - dodał.

Leczenie systemowe: jakie mamy nowości

Innym trudnym do diagnostyki i leczenia obszarem są nowotwory szyi i głowy. - To bardzo heterogenna grupa, która obejmuje nowotwory jamy ustnej, gardła, krtani, zatoki, jamę nosa, podstawę czaszki, gruczoły ślinowe. To w sumie ok. 4 proc. nowotworów rozpoznawanych w Polsce, liczbowo w 2018 roku było to ok. 6 700 nowych rozpoznań - wymieniał dr Bartosz Spławski, specjalista onkologii klinicznej z Kliniki Nowotworów Głowy i Szyi Narodowego Instytut Onkologii w Warszawie

- Z tego względu, że te lokalizacje obejmują newralgiczne elementy dróg oddechowych i pokarmowych, leczenie jest zależne od miejsca rozpoznania. Jeżeli jest rozpoznany w obrębie jamy ustnej, leczeniem z wyboru jest leczenie operacyjne. Jeżeli jest zlokalizowany do tyłu od łuków podniebiennych, wtedy leczeniem z wyboru powinna być radioterapia i radiochemioterapia.

W przypadku nowotworów jam nosowych, zatok pobocznych nosa, tu również podstawą leczenia jest chirurgia, z ewentualnie leczeniem uzupełniającym. W nowotworach krtani, w zależności od zaawansowania, możemy pacjentowi zaproponować albo leczenie oszczędzające krtań, w niektórych przypadkach wskazana jest radioterapia lub radiochemioterapia. W przypadkach nowotworów zaawansowanych miejscowo, gdy dochodzi do naciekania chrząstek krtani i destrukcji, jedynym możliwym leczeniem jest leczenie operacyjne czyli usunięcie krtani z ewentualnym leczeniem uzupełniającym.

Jak ocenił dr Spławski, dostępność do nowych terapii w Polsce dla chorych z chorobą nawrotową nie jest zła: - Mamy dostęp do dwóch z trzech zarejestrowanych leków, które nie są klasyczną chemioterapią. To cetuksymab w skojarzeniu z chemioterapią z pochodnymi platyny, u pacjentów z nawrotem choroby lub przerzutami odległymi, u których nie można zastosować leczenia w postaci ponownego napromieniania bądź chirurgii ratującej.

Od 2019 roku jest też dostępna immunoterapia. W przypadku chorych z chorobą nawrotową, przerzutową - niwolumab. Jest dość szeroka dostępność dla pacjentów, u których dochodzi do progresji choroby po lub w trakcie chemioterapii z pochodnymi platyny,

- Jedynym lekiem, który w tej grupie chorych nie jest dostępny w Polsce, to pembrolizumab w I linii leczenia, w chorobie nawrotowej lub przerzutowej, zarówno w monoterapii, jak i w skojarzeniu z chemioterapią. Jest to leczenie, które na podstawie badania klinicznego wykazało korzyść w porównaniu chemioterapii z cetuksymabem - podkreślał ekspert.

W przypadku raka jajnika, jeśli chodzi o leczenie uzupełniające, złotym standardem jest chemioterapia związkami platyny z paklitakselem. Nowością w leczeniu raka jajnika jest tzw. leczenie podtrzymujące. W ostatnim czasie ono istotnie poprawiło skuteczność terapii. Pierwsze leczenie podtrzymujące było z zastosowaniem bewacyzumabu, ale tylko w trakcie pierwszej linii leczenia - mówiła prof. Anita Chudecka-Głaz.

Profesor mówiła też o nowych terapiach - inhibitorach PARP. Ocenie na terenie UE mamy dwa zarejestrowane leki: olaparib i niraparib.

- Ten pierwszy lek jest dostępny od maja tego roku w Polsce w ramach programu lekowego w I linii leczenia, również w nawrotowym platynowrażliwym raku jajnika. Przynosi bardzo dobre efekty u pacjentek z mutacją BRCA 1. To jest grupa 30 proc. pacjentek z rakiem jajnika. Pozostaje grupa 70 proc. pacjentek bez mutacji BRCA, dla których leczenia nie mamy. Niraparib jest zarejestrowany, badania pokazują skuteczność leczenia u pacjentek z mutacją, ale i u tych, które jej nie mają. Ten lek jednak nie jest refundowany - mówiła ekspert.

 Terapie, które zmieniają oblicze chorób

- Jeszcze 20 lat temu pacjentki z rakiem piersi umierały, a dzisiaj ten nowotwór nabrał nawet charakteru choroby przewlekłej. Nawet porównując przeżywalność 5. letnią zaawansowanych postaci raka jajnika czy innych nowotworów, udało się odnieść duży sukces. Wpływa na to i leczenie, ale też organizacja świadczeń - podkreślała Magdalena Władysiuk.

- Nadal jednak też mamy dziury w systemie. Przykład to rak piersi potrójnie ujemny, gdzie różnica w przeżywalności zaawansowanych postaci w porównaniu do innych typów raka, jest o połowę mniejsza. Tylko 10-15 proc. pacjentek odpowiada na chemioterapię. W tych innych były przełomy, jak np. trastuzumab, które zmieniły oblicze raka i szanse pacjentek - podkreślała.

Dodała, że także w raku piersi potrójnie ujemnym zaczyna się pojawiać nadzieja dla chorych: - Zaczynają wchodzić nowe immunoterapie, immunochemioterapie, które zmieniają oblicze tej choroby. W USA zaczyna się to już dziać.

Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum