O korzyściach ze współpracy z firmami farmaceutycznymi: ujawniać czy nie ujawniać?

Autor: Luiza Jakubiak/ Rynek Zdrowia • • 18 lutego 2015 18:26

Lekarze są przygotowani na ujawnianie korzyści wynikających ze współpracy z przemysłem farmaceutycznym. Problem w tym, że - zdaniem środowiska lekarskiego - na taką ewentualność nie jest przygotowane społeczeństwo, pacjenci, ani media, które w niecnych celach wykorzystają dane z rejestru do opracowywania rankingów lekarzy najlepiej zarabiających na współpracy z koncernami.

Fot. Archiwum

Rzecz dotyczy rejestru korzyści przygotowywanego przez innowacyjne firmy farmaceutyczne zrzeszone w Infarmie, który od połowy 2016 roku będzie ujawniać online świadczenia przekazywane lekarzom przez firmy.

Upublicznione korzyści obejmą m.in. koszty opłat rejestracyjnych, podróży i zakwaterowania podczas spotkań informacyjnych, naukowych, kongresów, konferencji, a także wynagrodzenia za wykłady i doradztwo. W przypadku organizacji pacjenckich będą ujawniane darowizny i świadczenia sponsoringowe.

Jeśli chodzi o świadczenia związane z działalnością badawczo-rozwojową informacje - przynajmniej na początku - będą zagregowane. Ponadto wszelkie korzyści, jakie uzyskał lekarz ze współpracy z firmą farmaceutyczną, będą upublicznione tylko po uzyskaniu jego zgody.

- Dwie trzecie lekarzy jest za pełną jawnością, jeśli chodzi o ujawnianie korzyści finansowych od firm farmaceutycznych. Ich motywacją jest zyskanie zaufania pacjentów. Podejście polskich lekarzy nie odbiega w tym względzie od stanowiska ich kolegów w innych państwach Europy - ocenił Romuald Krajewski, wiceprezes Naczelnej Rady Lekarskiej, podczas spotkania na temat kodeksu przejrzystości w Polsce (Warszawa, 18 lutego br.).

Lekarze jak celebryci
Jednak w opinii środowiska medycznego, takie rejestry mogą budzić niezdrowe emocje w społeczeństwie i jeśli część lekarzy ujawni swoje dochody, które w odczuciu przeciętnego obywatela będą zbyt wysokie, pogłębi to negatywny wizerunek lekarzy.

- Nie mamy czego się wstydzić w zakresie współpracy z firmami. Mam jednak poczucie, że o ile środowisko medyczne jest gotowe do transparentności, to społeczeństwo nie jest do tego przygotowane. Panuje przekonanie, że lekarz powinien być bardzo biedny i ciężko pracować - mówiła prof. Janina Stępińska, konsultant krajowy w dziedzinie intensywnej terapii.

Przywołała ranking zarobków celebrytów podany niedawno w jednym z tygodników: Kuba Wojewódzki zarobił w ciągu roku 2,3 mln zł. Za jeden program dostaje 40 tys. zł.

- Jaki byłby odbiór społeczny, gdyby w rankingu, z taką kwotą znalazł się lekarz, dostający za jedno spotkanie naukowe 40 tys. zł? Społeczeństwo jest przygotowane na to, że gwiazda tyle zarabia, ale nie jest przygotowane, że ekspert, który uczył się przez wiele lat, by zajmować obecną pozycję, może być za to właściwie nagrodzony. Obawiam się odbioru społecznego - mówiła prof. Janina Stępińska.

Jeśli już media mają informować, jakie korzyści odniósł lekarz ze współpracy z firmami, powinny to zrobić tak, jak proponuje prezes stołecznej Okręgowej Izby Lekarskiej, Andrzej Sawoni: - Profesor zarobił w ubiegłym roku 1 mln zł, bo jest wybitnym ekspertem i dzięki jego pracy na rynek wszedł nowy lek. A powinien zarabiać tyle, co Kuba Wojewódzki. Apeluję do mediów: kreujmy pozytywny wizerunek lekarza - dodała.

Rejestr, nie lustracja
Zdaniem prof. Jacka Jassema z Gdańskiego Uniwersytetu Medycznego, obawa, że jawność zostanie źle wykorzystana i obróci się przeciwko ujawniającemu, jest realna, ale ważne jest również, by ludzie mieli jednak możliwość wglądu w takie informacje.

Jest to też sygnał dla środowiska medycznego: - Jeśli badacz ujawnia wiele "konfliktów interesów", to znaczy że jest dobrym i pożądanym do współpracy fachowcem. Jeśli nie ujawnia żadnego, można przypuszczać, że jest nieudacznikiem.

Pytanie, czy faktycznie informacje zawarte w rejestrach mogą stanowić taką pożywkę dla sensacji? - Za kilka lat mogą powstawać rankingi lekarzy odnoszących największe korzyści, tak jak dzisiaj powstają zestawienia zarobków celebrytów. Mamy w kraju wysoki poziom zapotrzebowania na populizm - przyznał prof. Jassem.

Zdaniem Romualda Krajewskiego, na pewno znajdą się tacy, którzy będą zaglądać na portal, ale nie ma co przeceniać tego narzędzia.

Tłumaczył: - W Holandii, gdzie taki rejestr publiczny już funkcjonuje, przez pierwsze dwa tygodnie było widoczne duże zainteresowanie, ale wkrótce wyraźnie się zmniejszyło. Pozytywnym elementem ujawniania korzyści stało się natomiast to, że zmniejszył się odsetek lekarzy przeciwnych takim rozwiązaniom. Z pewnością standard transparentności poprawił się. Ale nie powinno to odbywać się w atmosferze lustracyjnej.

Kto odnosi korzyści
Jednak część rozmówców nie jest do końca przekonana o przygotowaniu samych lekarzy do tej inicjatywy.

- Nie wiem czy większych emocji nie będą budziły relacje z firmami i ujawnione dochody między samymi lekarzami niż niezaangażowanymi zawodowo obywatelami - mówiła docent Dorota Karkowska.

Według niej przeciętnego pacjenta interesuje przede wszystkim efekt zdrowotny, mniej - ile zarabia ich lekarz. - Chorzy zostali skazani na życie w pewnym systemie. Boją się i chcą wiedzieć na temat choroby jak najwięcej. Dlatego chętnie szukają informacji w internecie na temat swojej choroby, dostępnych opcji terapeutycznych, interakcji lekowych - uważa Dorota Karkowska, opierając się na swoim doświadczeniu z organizacjami pozarządowymi z sektorami opieki zdrowotnej.

Ponadto niedawno wprowadzony wymóg składania oświadczeń przez konsultantów pokazał, że nie wszyscy zrozumieli ideę tego przepisu.

- W Polsce nie rozumiemy koncepcji potencjalnego konfliktu interesów. Niektórzy błędnie utożsamiali wymóg ujawnienia korzyści wynikających z relacji z branżą z zakazem utrzymywania takich relacji. Tymczasem tych relacji nikt nie zakazał. Dlatego powinniśmy informować, co dobrego przynosi taka współpraca, jakie może budzić wątpliwości i jak rozładowywać potencjalne zagrożenia - przekonywała Grażyna Kopińska, koordynator prac Obywatelskiego Forum Legislacji.

Zwróciła też uwagę na rozróżnienie czy lepsze jest narzucenie rozwiązań czy samoregulacja. - Rozwiązania samoregulacyjne mają sens wtedy, gdy są autentycznie przyjmowane przez środowisko, którego dotyczą i przynoszą mu korzyści. W przypadku Kodeksu Przejrzystości INFARMY, ci którzy go wprowadzają, widzą w nim korzyści. Firmy stowarzyszone w EFPIA korzystają z przywileju udziału w dużym europejskim stowarzyszeniu - oceniła ekspert.

Dodała: - Ponadto stoi za tym obawa, że jeśli same nie przyjmą takiej regulacji, to zostaną one wprowadzone w Europie odgórnie, tak jak stało się to w USA. Więc lepiej jest zrobić to samemu.

Problem polega na tym, że jest to kodeks, który dotyczy nie tylko firm, ale również lekarzy. To przede wszystkim lekarze muszą widzieć korzyść w uczestniczeniu w procesie ujawniania. Jeśli pierwsze sprawozdania pokażą głównie łączne ujawnienia, bez podania konkretnych nazwisk, projekt okaże się porażką.

Realia biznesowe
Jeszcze dobitniej wyraził to prof. Jan Hartman: - Przejrzystość przynosi korzyści również tym, którzy korumpują. Koncerny mają duże budżety korupcyjne zapisane w różnych pozycjach księgowych i są bardzo skuteczne w tworzeniu nowych mechanizmów przepływów finansowych między nimi i lekarzami. Kiedy restrykcje prawne zamykają jeden kanał, powstaje następny.

Dodał: - Transparencja daje dużym podmiotom nadzieję, że globalne koszty PR dla jednych, a korupcji dla drugich, będą mniejsze. Dla małych podmiotów korzyść z transparencji jest taka, że poprawiają się warunki konkurowania. Mniejsze firmy nie mają możliwości korumpowania na dużą skalę. Dlatego ta konkurencja staje się uczciwsza. Takie są realia biznesowe w wymiarze globalnym.

Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum