Możliwość wysyłkowej sprzedaży leków na receptę wymaga pewnych obostrzeń

rynekaptek.pl Autor: PTWP - RynekAptek.pl • Źródło: Luiza Jakubiak/Rynek Aptek   • 07 sierpnia 2018 18:42

Zabezpieczenie witryn internetowych jest żadne. Nawet stronę GIF zawierającą rejestr aptek internetowych można skopiować na chiński serwer w ciągu kilku sekund. Pracujemy na rynku, gdzie lekarze wystawili „legalne” recepty i zapotrzebowania na setki milionów złotych w lekach, które nielegalnie wyjechały z kraju - mówi w wywiadzie dla portalu Rynek Aptek Marek Tomków, wiceprezes Naczelnej Rady Aptekarskiej.

Marek Tomków, wiceprezes Naczelnej Rady Aptekarskiej; FOT. PTWP

Rynek Aptek: - Samorząd aptekarski proponuje, by w ramach opieki farmaceutycznej farmaceuci mogli świadczyć usługę dowozu leków do domu pacjenta niepełnosprawnego. Pomysł wypłynął przy okazji dyskusji o wysyłkowej sprzedaży leków na receptę. Jak to ma wyglądać w praktyce?
Marek Tomków: - Mówimy o sytuacji, w której byłaby prowadzona - wzorem wielu europejskich krajów - opieka farmaceutyczna na takich zasadach, na jakich dzisiaj odbywają się odwiedziny lekarza czy pielęgniarki w domu pacjenta. W naszej ocenie mogłoby to dotyczyć osób objętych wysokim stopniem niepełnosprawności, mających problem z poruszaniem się i dotarciem do apteki.

Na przykład w Wielkiej Brytanii farmaceuci docierają do pacjentów, świadcząc usługę nie tylko dostawy, ale przede wszystkim udzielania informacji o leku, o warunkach jego przechowywania, często połączoną z przeglądem lekowym, czyli tym wszystkim, co nazywamy generalnie szeroko pojętą opieką farmaceutyczną.

Podkreślam też, że tak jak dzisiaj nie ma obowiązku prowadzenia apteki internetowej, również to świadczenie nie byłoby obowiązkowe. Jednocześnie już teraz wielu farmaceutów dociera do domu swoich pacjentów dowożąc im leki. Jest to powszechny proceder zwłaszcza w mniejszych miejscowościach. W tym momencie byłaby to w pełni legalna usługa na bazie ustawy.

Bezpośrednie dostarczenie produktów przez farmaceutę do domu pacjenta rozwiązałoby też problemy dotyczące warunków i bezpieczeństwa transportu, terminowości, właściwej realizacji recepty. Trzeba bowiem pamiętać, że za wszystkie warunki transportu przez kuriera, w tym także za przewóz produktów we właściwej temperaturze wymaganej przez Farmakopeę, odpowiada farmaceuta lub technik farmaceutyczny, co wynika wprost z przepisów o wysyłkowej sprzedaży leków. Jednak nie ma on fizycznej możliwości, żeby to realnie nadzorować. Dlatego powierzanie kurierowi na przykład leków cytostatycznych jest co najmniej nieodpowiedzialne.

Jednocześnie pacjenci są najbardziej zainteresowani dostarczaniem im do domów dużych przesyłek: objętych refundacją pieluchomajtek, cewników i innych wyrobów medycznych, których transport z apteki jest trudny nawet dla osób z niewielkim upośledzeniem ruchowym. Warunki przesyłania takich produktów są znacznie mniej rygorystyczne i jednocześnie redukuje się wszelkie inne ryzyka. Stąd nasza propozycja sprzedaży wysyłkowej opartej na refundowanych wyrobach medycznych, a nie lekach na receptę. 

- Kto miałby to finansować?
- To ma być usługa opieki farmaceutycznej. Ale jak każda usługa, powinna być płatna. Za wizytę lekarską, pielęgniarki albo rehabilitanta płaci albo NFZ w ramach dodatkowego świadczenia, albo pacjent z własnej kieszeni. Absolutnie nie ma mowy o tym, żeby apteki robiły to na swój koszt. Kurier też nie robi tego charytatywnie. Gdyby leki dostarczał  farmaceuta, mogłoby to być świadczenie refundowane. Wbrew pozorom jeżeli weźmie się pod uwagę gigantyczne straty jakie ponosi płatnik w wyniku nieprawidłowego stosowania leków i kosztów hospitalizacji z tego wynikających, dla NFZ  to również byłoby atrakcyjne rozwiązanie. 

- A jak ocenia Pan sam pomysł wysyłkowej sprzedaży leków na receptę?
- Te przepisy jeszcze nie weszły w życie. Nadal istnieją też blokady prawne w postaci art. 103 ustawy Prawo farmaceutyczne, które za sprzedaż wysyłkową leków wydawanych z przepisu lekarza nakładają kary cofnięcia zezwolenia na prowadzenie apteki. Regulacja jest de facto martwa.

Co więcej, przyjęte obecnie rozwiązania zakładają ograniczenie grup leków, które mogą być dostarczane w ramach sprzedaży wysyłkowej. Logika podpowiada, że nie mogą tam być ani substancje psychotropowe, ani drogie cytostatyki, antybiotyki, czy wrażliwe na przechowywanie insuliny. W związku z tym, jak zaczniemy wyłączać poszczególne grupy leków, to tak jak stwierdzili sami wnioskodawcy tego zapisu, może się okazać, że zbiór jest niewielki lub pusty. Jeśli do tego dojdzie, to problemy osób niepełnosprawnych w żaden sposób nie zostaną rozwiązane i cała poprawka dodana do projektu ustawy sprowadzi się do dobrych intencji.

W naszej ocenie, otwieranie tego rynku bez pewnych obostrzeń jest niebezpieczne. Tę ustawę można bardzo łatwo ominąć. Co więcej, wymienianie grup leków, które nie mogą być sprzedawane wysyłkowo nic nie da jeśli za naruszenie tych zasad nie ma żadnej kary.

Bez wprowadzenia do ustawy przepisów karnych można będzie handlować wszystkim bez ograniczeń. Jeśli lekarz zdecyduje się wystawiać recepty na leki objęte zakazem wywozu, nic mu za to nie grozi. Ministerstwo Zdrowia argumentuje, że się dowie o tym online. I cóż z tego? Resort nie ma prawa odebrać lekarzowi prawa do wystawiania recept. Do tego jest potrzebne cofnięcie prawa wykonywania zawodu. A to trwa kilka lat.

Poza tym, dzisiaj zabezpieczenie witryn internetowych jest żadne. Nawet stronę GIF zawierającą rejestr aptek internetowych można skopiować na chiński serwer w ciągu kilku sekund. Pracujemy na rynku, gdzie lekarze wystawili „legalne” recepty i zapotrzebowania na setki milionów złotych w lekach, które nielegalnie wyjechały z kraju. Tworzono specjalne NZOZ-y itd. Zanim otworzy się kolejny niekontrolowany kanał dystrybucji warto się dokładnie zastanowić, z jakim to wiąże się ryzykiem.

Więcej: www.rynekaptek.pl

Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum