Gazeta Wyborcza/Rynek Zdrowia | 02-06-2017 09:16

Lista leków powinna ukazywać się na tyle wcześnie, by można było przygotować się na zmiany

Na rynku pojawiają się leki zastępujące te dotychczas refundowane przez NFZ - tańsze i działające w taki sam sposób. Choć pozwala to stopniowo obniżać wydatki państwa na refundację, to już sam sposób realizacji tego mechanizmu może uderzać w pacjentów.

Lista leków powinna ukazywać się na tyle wcześnie, by można było przygotować się na zmiany. Fot. Archiwum

Gazeta Wyborcza podkreśla, że stały mechanizm refundacji obowiązujący od 2012 r. pozwala stopniowo obniżać wydatki na refundację leków, bo gdy dotychczasowych producentów przestaje obowiązywać ochrona patentowa, inne firmy sprzedają swoje leki po niższej cenie. Co dwa miesiące ukazuje się więc nowa lista leków, pojawiają się nowe substancje czynne, ale też znikają z refundacji niektóre dotychczasowe leki, jeśli znalazły się ich tańsze odpowiedniki.

Dotyczy to m.in. pacjentów po przeszczepie - od maja br. mogą za opłatą ryczałtową dostać lek biopodobny, a za dodatkową opłatą lek używany dotychczas. W tym konkretnym przypadku zabrakło leku dla małych dzieci po przeszczepach. Zamiast syropu na liście zostały tabletki z tą samą substancją czynną.

26 kwietnia pacjenci po przeszczepie dowiedzieli się z komunikatu Ministerstwa Zdrowia, że zamiast opłaty ryczałtowej 3,2 zł będą od maja płacić od kilkuset do ponad tysiąca złotych za leki, które muszą przyjmować stale - alarmuje Gazeta Wyborcza.

Według GW każda nowa lista leków powinna ukazywać się na tyle wcześnie, by chorzy i ich lekarze mogli się przygotować na zmiany. Listy mogłyby się ukazywać np. cztery razy w ciągu roku zamiast sześć, a cały miesiąc byłby poświęcony na przygotowania oraz korektę ewentualnych błędów i przeoczeń - postuluje Gazeta Wyborcza.

Więcej: www.wyborcza.pl