Jedna piąta przejrzystości, czyli lekarze mówią o współpracy z przemysłem

Autor: Luiza Jakubiak/Rynek Zdrowia • • 29 września 2016 05:45

W Polsce swoje dochody uzyskiwane ze współpracy z firmami farmaceutycznymi zgodził się upublicznić co piąty lekarz. Spytaliśmy, gdy już emocje opadły, co na temat wyników premierowego ujawnienia rejestru korzyści uzyskanych w 2015 r. sądzi środowisko medyczne.

Jedna piąta przejrzystości, czyli lekarze mówią o współpracy z przemysłem
Procent lekarzy, którzy zdecydowali się by dochody pochodzące ze współpracy z firmami zostały ujawnione, jest mniejszy niż w innych krajach. Fot. archiwum

Na początku lipca 2016 r. firmy farmaceutyczne opublikowały raporty dotyczące zakresu i wartości ich współpracy ze środowiskiem medycznym w 2015 roku. Warunkiem ujawnienia danych jest zgoda lekarza.

Wydarzenie było elementem realizacji zasad Kodeksu Przejrzystości, za którą w Polsce odpowiada Związek Innowacyjnych Firm Farmaceutycznych Infarma, a na poziomie europejskim EFPIA (Europejska Federacja Przemysłu i Stowarzyszeń Farmaceutycznych).

Z tegorocznego podsumowania wynika, że w Polsce swoje dochody uzyskiwane ze współpracy z firmami farmaceutycznymi zgodził się ujawnić co piąty lekarz (22 proc.).

To jest rola państwa
- Moim zdaniem należałoby zakazać finansowania lekarzy w jakiejkolwiek formie przez firmy farmaceutyczne - mówi nam Krzysztof Bukiel, przewodniczący Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Lekarzy, zastrzegając, że jest to jego osobista opinia, a nie stanowisko Związku.

Uważa, że informacje o lekach, leczeniu, wynikach badań klinicznych lekarze powinni uzyskiwać ze źródeł fundowanych przez płatnika lub państwo, jeżeli państwo jest płatnikiem. - To płatnikowi lub państwu powinno zależeć na tym, aby informacja dochodząca do lekarza była obiektywna - o ile to możliwe - i nie miała charakteru reklamy - dodaje.

Jak zaznacza, tak się nie dzieje, bo dofinansowanie lekarzy przez firmy farmaceutyczne jest państwu na rękę. - Dzięki temu zmniejsza się nacisk lekarzy na to, aby byli dobrze, czyli sprawiedliwie wynagradzani - stwierdza Krzysztof Bukiel.

- Sytuacja jest podobna, jak z pracą w wymiarze większym, niż zakładają przepisy. Rządzący cieszą się, że kto inny wyręcza państwo z podniesienia wynagrodzeń dla lekarzy. Dlatego ta sytuacja będzie trwała jeszcze długo, a może do końca świata - mówi obrazowo szef OZZL.

Bez zaskoczenia
Z kolei dr hab. Romuald Krajewski, wiceprezes Naczelnej Rady Lekarskiej, przypomina, że NIL wielokrotnie pochylała się nad kwestią konfliktu interesów i relacji lekarzy z przemysłem, jeszcze zanim Infarma podjęła swoje działania.

Dość niski odsetek zgód lekarzy na ujawnienie korzyści nie jest dla niego zaskoczeniem. Ale przypomina jednocześnie, że procent lekarzy, którzy zdecydowali się na to, by ich dochody pochodzące ze współpracy z firmami zostały ujawnione, jest mniejszy niż w innych krajach.

Może to wynikać z wielu przyczyn. - Zawsze podkreślaliśmy, że w Polsce - ogólnie rzecz biorąc - kwestie dochodów i wynagrodzeń są niewdzięcznym tematem do rozmów - mówi dr Krajewski.

- Każdy, kto mógłby pochwalić się dobrymi wynikami finansowymi za swoją pracę, jest często pomawiany o różnego rodzaju niecne działania. Zaraz pojawiają się komentarze, że to najpewniej złodziej. W tym względzie w Polsce panuje atmosfera podejrzliwości, zazdrości i obaw. Potwierdzają to wyniki badania opinii publicznej - zaznacza.

Jak uważa wiceprezes NRL, drugim elementem, który mógł zdecydować o małej skłonności polskich lekarzy do pokazania korzyści, są ograniczenia modelu ujawniania zależności między lekarzami a branżą farmaceutyczną.

Dodaje: - Od początku podkreślaliśmy, że to działanie jest dość jednostronne, bowiem w omawianych relacjach korzyści odnosi również, a może przede wszystkim - przemysł farmaceutyczny.

- Zdajemy sobie oczywiście sprawę, że w tej branży szczególnie istotne jest zachowanie tajemnicy handlowej. Rozumiemy racje pracowników firm, którzy nie chcą ujawniać swoich przychodów i wynagrodzeń. Ale to nie znaczy, że działanie asymetryczne jest dobre. A w tym przypadku mamy do czynienia właśnie z taką sytuacją, na co zwracało uwagę wiele osób - stwierdza.

Czemu to ma służyć?
Jak podkreśla dr hab. Romuald Krajewski, inną sprawą jest to, że często po pierwszych reakcjach, kiedy informacjom nadaje się sensacyjny wymiar, stają się one publiczną i powszechną wiedzą, co powoduje spadek zainteresowania. Wtedy dopiero początkowo kontrowersyjne procesy zaczynają funkcjonować normalnie.

Dlatego nasz rozmówca spodziewa się, że z czasem sprawa przestanie mieć znaczenie emocjonalne i liczba lekarzy skłonnych ujawnić swoje dochody ze współpracy z firmami będzie rosła.

- Natomiast nadal będzie aktualne pytanie: czemu to ma służyć? Ogólnie rzecz biorąc, można powiedzieć, że jest to akcja motywowana względami politycznymi, której celem jest poprawa zaufania społecznego i wizerunku przemysłu farmaceutycznego - zaznacza.

Wskazuje, że ani w państwach, w których lekarze powszechniej ujawniali korzyści, ani w tych, w których już wcześniej funkcjonowały przepisy regulujące jawność współpracy lekarzy z przemysłem, nie wpłynęło to znacząco na poziom zaufania do branży.

- Zatem to działanie jest raczej próbą poprawienia nadszarpniętej reputacji przemysłu i przypuszczalnie również ono nie odniesie jakiegoś wielkiego sukcesu - ocenia wiceszef Naczelnej Rady Lekarskiej.

Kolejny krąg piekła Dantego?
Zwraca uwagę na jeszcze jeden ważny aspekt: - W większości relacji nie mamy nic do ukrycia. Ale nawet jeśli nie ma się nic do ukrycia, nie znaczy to, że od razu trzeba się rozbierać.

Prywatność jest rzeczą bardzo cenną. - Nie „kupujemy” argumentu, że jak ktoś jest uczciwy, to nie ma nic do ukrycia. Bronimy swojej prywatności nie dlatego, że chcemy ukryć działalność przestępczą, ale dlatego, że każdy człowiek ma mnóstwo rzeczy, których nie chce pokazywać innym - tłumaczy Krajewski.

Uważa, że trudno jest wręcz sobie wyobrazić, byśmy funkcjonowali w społeczeństwie, w którym każdy pokazuje każdemu wszystko, co robi. - To byłby koszmar i kolejny krąg piekła Dantego. Uzyskiwanie dochodów ze współpracy z przemysłem nie jest karygodną czy wstydliwą rzeczą. Ale nie znaczy to, że należy automatycznie wszystkie je ujawniać. Jedno z drugiego nie wynika - podkreśla.

Na dowód Romuald Krajewski przywołuje wytyczne unijne dotyczące danych osobowych i orzecznictwo sądów w tym zakresie. Wskazuje ono, że jeśli chcemy zrezygnować z pewnych elementów stanowiących ważną dla każdego wartość prywatności, to cel tego działania musi być bardzo dobrze uzasadniony, a zastosowane środki muszą być proporcjonalne do tego celu, nie mogą być uciążliwe i naruszać podstawowych praw.

Moda na przejrzystość?
Sygnatariuszem Kodeksu Przejrzystości Infarmy jest również generyczna Teva, która jednocześnie podpisała Kodeks Etyki Europejskiego Stowarzyszenia Producentów Leków Generycznych (EGA), ustanawiający standardy współpracy między przemysłem a służbą zdrowia.

Dokument został podpisany w 2015 roku przez Polski Związek Pracodawców Przemysłu Farmaceutycznego (PZPPF).

- Kodeks Etyki określa standardy i zasady obowiązujące w kontaktach pomiędzy przedsiębiorstwami farmaceutycznymi a środowiskiem służby zdrowia, osobami wykonującymi zawody medyczne, organizacjami ochrony zdrowia i pacjentów. Zgodnie z jego zapisami, firmy zobowiązane są do odpowiedzialnych, przejrzystych i etycznych zachowań - mówi prezes PZPPF, Piotr Błaszczyk.

Jak się dowiadujemy, Związek przygotowuje podobną inicjatywę jak Infarma. Trwają prace nad wdrożeniem rejestrów transferów korzyści do lekarzy.

- Firmy będą zamieszczać rejestry na swoich stronach internetowych lub na stronie PZPPF. Nasi członkowie będą podawać nazwiska lekarzy, jeśli wyrażą oni na to zgodę. W przeciwnym wypadku będą to informacje zagregowane. Pierwsze rejestry za 2017 rok ukażą się do czerwca 2018 roku - informuje wiceprezes PZPPF Krzysztof Kopeć.

Dowiedz się więcej na temat:
Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum